-Zbyszek..- powiedziałam ledwo żywa.. - Zbyszek-
-Mhm?- mruknął zaspany
-Podaj mi telefon, nie słyszysz jak dzwoni?-
Ledwo żywy obrócił się i podał mi telefon, włączyłam drzemkę na 10 minut, ale po chwili byłam już całkiem rozbudzona i patrzyłam w sufit wsłuchując się w miarowy oddech wielkoluda. Po jajecznicy wróciliśmy do pokoju i zasnęliśmy w swoich ramionach.. Wydostałam się z jego objęć i poszłam pod prysznic, chłodna woda to idealne wyjście z niewyspanej nocy, przed na prawdę ciężkim dniem.. Owinęłam się w ręcznik i wyszłam z łazienki
-Idę do siebie-
-Zostaw mi mój ręcznik chociaż-
-Nie- pokazałam mu język i wybiegłam z jego pokoju do swojego.
Szukałam ubrań, owinięta w ręcznik, gdy do pokoju wszedł Bartman
-Oddaj mi ręcznik, tez chce się umyć-
-Zabierz mój, jest w łazience-
-Chce swój- zbliżył się do mnie, chwycił za biodra obrócił do siebie i patrzył mi w oczy. Jego zielone tęczówki z rozszerzonymi do granic możliwości błyszczały w blasku porannego słońca.. Zbliżał twarz do mojej, jednak przerwała nam Kama
-Emma, pomóż- wbiegła z krzykiem, od Zbyszka dostałam buziaka w czubek nosa.
-To ja nie przeszkadzam. Gdzie Twój ręcznik?- zapytał, a Kama stała z otwartą buzią. Weszłam do łazienki z ciuchami, rzuciłam mu ręcznik, ubrałam się i wyszłam do Kamy, która siedziała na łóżku z dziwną miną
-Co jest Kamcia, stało się coś-
-Tak! Nie! To znaczy... co to było to przed chwilą ?-
-Nic, ręcznik musiałam mu pożyczyć, bo zabrałam jego-
-Czemu?-
-Długa historia, nie o tym dzisiaj !-
-Ale, że coś między Wami?-
-Przyjaźń przede wszystkim-
-Nie wnikam, ale wrócimy do tego. Więc.. Emma.. denerwuje się i nie wiem co zrobić ze sobą... o 14 jedziemy do kościoła, nie śpie od 6.. Paweł jest na piętrze niżej, żebyśmy się nie widzieli przed.. Denerwuje się, pomylę się, przewróce, popłacze..-
-Kochana, nie myśl o takich rzeczach, przede wszystkim myśl o czymś przyjemnym, podróż poślubna, to jak za chwile będę miziać Cię swoimi mięciutkimi pedzelkami, szelest sukni ślubnej, dzwięk dzwonów.. - objęłam ją ramieniem i położyłam na łóżku - odpręż się, zaraz przyniosę Ci coś na rozluźnienie..- zostawiłam ją w pokoju i poszłam w stronę kuchni. Po drodze spotkałam siatkarzy, każdy z nich chodził bez celu, pewnie wybranki ich serca wyrzuciły ich z pokoju a same rzuciły się w wir przygotowywań..
Zabrałam z kuchni potrzebne rzeczy i wróciłam do pokoju. Nalałam Kamie kieliszek wina, które chłodziło się w kuchni, poleżała jeszcze chwile, ale nie było nam dane dłużej napawać się ciszą, bo do pokoju wkroczyła mama Kamy, siostra i ojciec. Przywitaniom nie było końca, w końcu jednak udało mi się wydostać Kamę do łazienki i zaczęłam robić jej makijaż, co chwilę oczywiście ktoś musiał nam przeszkodzić, ale w końcu nam się udało, Kama wyglądała przepięknie. Wyszła z łazienki i poszła po odpoczywać jeszcze chwilę, zanim wciśnie się w sukienkę, a ja zaczęłam malować resztę kobiet z rodziny Kamy. Przed 13 wszyscy byli pięknie wystrojeni, koło 13:30 w końcu musieliśmy jechać do kościoła i tam czekać na Parę Młodą. Wszyscy byli wystrojeni... oprócz mnie. Brawo miszczu! pomyślałam i pobiegłam do łazienki na szybki prysznic. Owinięta w sam ręcznik wybiegłam żeby pozbierać potrzebne mi rzeczy z pokoju, w którym siedział.. no kto inny jak nie Bartman.
-Gotowa?- zapytał
-Jak widzisz nie, często widujesz mnie w ręczniku, jednak to nie jest mój wyjściowy strój dzisiaj..- pozbierałam rzeczy i wbiegłam do łazienki. Usłyszałam jeszcze tylko
-Za pół godziny trzeba się zbierać..-
Szybko suszyłam włosy, zrobiłam prosty ale wyjściowy makijaż, zakręciłam włosy i upięłam w niedbałego koka, a pojedyncze kosmyki opadały na odkryte ramię.. Do tego czerwone usta i moja czerwona koronkowa sukienka. Ale żeby zobaczyć się całą musiałam wyjść i przejrzeć się w lustrze na szafie,
-UUUU! - Zibi uniósł brwi i wstał z łóżka, a ja w tym czasie założyłam cieliste szpilki zabrałam kopertówkę i żakiet. -Wyglądasz.. oszałamiająco.- dopiero teraz zauważyłam że Bartman ma czerwone guziki koszulki, które pasują do sukienki.
-Jesteś chyba najszybszą kobietą na świecie-
-Nie raz Cię jeszcze zadziwię...- uśmiechnęłam się i puściłam mu oko.
-No ja mam nadzieję- uśmiechnął się, nachylił się nade mną, jak do pocałunku, ale cofnął głowę i dostałam buziaka w czoło. Objął mnie w pasie, otworzył drzwi i przepuścił.
-Stój! Musisz zabrać parę rzeczy jeszcze!- Zawróciłam i podałam mu kuferek z kosmetykami i najpotrzebniejszymi rzeczami.
-Kobiety...-
-Nie kobiety, tylko Panna Młoda musi wyglądać pięknie przez całą noc- uśmiechnęłam się i wyszłam z pokoju, a za mną Zbyszek z małą walizeczką.
Myślałam, że to my będziemy ostatni, ale staliśmy na ganku z Ziomkiem, Woickim, Cupkiem i Alkiem. Później powoli schodziła się reszta, komplementując swój wygląd na każdym kroku. Faktycznie, tego dnia wszyscy wyglądali wyjątkowo dobrze :) A widzieć tylu wysokich, dobrze zbudowanych mężczyzn w garniturach to coś niesamowitego, przynajmniej dla mnie. Wszyscy w końcu się zebrali, piękni, pachnący i uśmiechnięci pojechaliśmy samochodami do kościoła.
Uroczystość była piękna tak samo jak Para Młoda, nie mogłam się napatrzeć, tak samo jak reszta. Kiedy Kama wchodziła w pięknej sukni do kościoła, wszyscy patrzyli z zachwytem. Nie myślałam w tej chwili o tym co dzieje sie z Benem, czy jest z Aśką, czy sam.. nie to było ważne w tym momencie. Po zakończeniu pierwsze goście wychodzili z kościoła a na końcu Nowożeńcy, których wszyscy obsypali płatkami kwiatów, grosikami, ryżem, cukierkami :) Setki kolorów latało przed kościołem, słychać było śmiechy i okrzyki zachwytu, na szczęście jakiś kuzyn też interesuje się fotografią i mógł zastąpić Bena w tej chwili. Stałam wśród siatkarzy, wszyscy mieli na twarzy widoczne rządki białych ząbków. Teraz życzenia, każdy poschodził parami, więc zostałam z Bartmanem..Podeszliśmy do Młodej Pary
-No cóż... My zostaliśmy sami, ale za to macie od Nas podwójny prezent- każde z nas wręczyło im pudełko
-A ja nie jestem takim materialistą i życzę Wam dużo szczęścia ze sobą, szczerości, wytrwałości, owocnych nocy i żeby ten piękny uśmiech nigdy nie schodził Wam z buziek- potem oczywiste trzy razy cmok cmok w policzek jak nakazuje polska tradycja i odeszliśmy na bok.
Powoli pozbieraliśmy się do samochodów i pojechaliśmy w stronę domu weselnego. Jechaliśmy w samochodzie z Moniką i Kubiakiem, istny wesoły autobus, no dobra - wesołe auto :D
Wszyscy goście czekali na państwa Zatorskich pod wejściem. Gdy zajechali do nas piękną limuzyną i wysiedli, jak na siatkarzy przystało w górę poleciały... piłki do siatkówki ! Ale oczywiście tak żeby nic nikomu się nie stało. Okrzykom radości, kolejnym życzeniom, śmiechom nie było końca
-Jeść mi się chce..- ktoś wymamrotał pod nosem za moimi plecami. Odwróciłam się i kogo zobaczyłam ? Gregora we własnej osobie.
-Biedny.. ja też bym już coś zjadła..-
-Chcesz?-wyjął z kieszeni mentosy i poczęstował mnie jednym - Na chwilę zabijają głód, ale ileż można..-
-Nie wierze, że masz dość mentosków..-
-Mentosów nigdy dość! Ale jakis normalny posiłek to też bym zjadł-
-I ja też- Dziku założył ręce na brzuchu- już mi burczy w brzuchu-
-Spokojnie chłopaki, zaraz będziemy wcinać tak, że aż się nam odechce.- W tej chwili wszyscy ruszyli w stronę sali, było koło 16 a Słońce pięknie oświetlało okolicę ..
Ustawiliśmy się w wielkim kole (wielkim, bo tyle ludzi i wielkim bo sami wysocy siatkarze xP ) trzymając w ręku kieliszek z szampanem, który każdy dostał przy wejściu na salę i patrzyliśmy jak Paweł przenosi Kamilę na rękach przez próg
-Witamy Państwa Zatorskich!- zawołał wodzirej, wszyscy zaczęli klaskać..
~~~~
kolejny post... mam nadzieję, że się spodobał :) nie mam pojęcia kiedy będzie następny, mam nadzieję, że wena wróci, ale brak telewizora i słaby internet uniemożliwiają mi oglądanie meczy. a zawsze to napawało mnie do tego by pisać :( a do domu nie ma co wracać, bo mam praktyki do 19 lipca.. więc siedzę, opalam się na balkonie i podziwiam piękny Kraków, w końcu jest szansa coś pozwiedzać :P
poniedziałek, 24 czerwca 2013
niedziela, 3 marca 2013
40. Namaluję dzień Twoją ręką na Ziemi pojawi się cud.
Nie wyszłam z pokoju przez cały dzień. Nie miałam siły udawać, że wszystko jest ok, że jestem taka silna.. Słyszałam na korytarzu kroki, wszyscy wszędzie biegali, krzyczeli.. W końcu jutro wielki dzień.. Co jakiś czas ktoś wchodził do mojego pokoju, ale udawałam że śpię. Dopiero gdy Winiarski i Żygadło weszli do mojego pokoju i położyli się obok mnie, nie miałam wyjścia i musiałam otworzyć oczy..
-Mówiłem, że nie śpi-
-Winiar, to myśmy ją obudzili, jak takie cielska się koło niej położyły..-
-Nie spałam-
-Mówiłem- Winiar podniósł się na łokciach i odgarnął kosmyk włosów z mojej twarzy.
-Jak się czujesz?-
-A jak wyglądam?-
-Hmm, Ziomek chyba jest źle...-
-Ja Ci dam!- Rzuciłam się z pięściami na Winiara i zaczęliśmy się szarpać tak mocno, że Ziomek próbował mnie od niego oderwać, ale zamotaliśmy się tak, że Winiar spadł na podłogę, Ziomek miał nogi koło twarzy, a ja głowę pod poduszką, a nogi zwisały mi z łóżka.
-Co tu sie..- Do pokoju weszła Dagmara - acha! Tu się schowaliście, zamiast pomagać w ostatnich poprawkach!- pogroziła im palcem, podeszła do Michała, ale ten złapał ją z a nogi i przewróciła się na łóżko.
Śmialiśmy się tak głośno, że w drzwiach pojawiła się grupka ludzi. Pozbieraliśmy się lekko, obiecałam że się ogarnę i zejdę do nich. Wszyscy wyszli, został tylko Grzesiek Łomacz
-Ładnie wyglądasz jak się uśmiechasz, zdecydowanie wolę tą wersje Ciebie- posłał mi swój promienny uśmiech od ucha do ucha, puścił oczko i zamknął za sobą drzwi. Mimowolnie się uśmiechnęłam, ogarnęłam twarz, nałożyłam chłodzący krem, żeby choć troche zniwelować opuchliznę po płaczu i zeszłam na dół. Większość siedziała w kuchni, rozmawiała, śmiała się. Na szczęście dzisiaj już bez alkoholu. Dosiadłam się do Magneto i Igły, to znaczy, bardziej wcisnęłam się między nich, żeby czuć się bezpiecznie. Dostałam talerz z kawałkiem zapiekanki czy czegoś podobnego, wyglądało średnio, ale smakowało bardzo dobrze, tym bardziej że nie jadłam cały dzień..
Nagle drzwi się otworzyły i wszedł zdyszany Bartman w dresie i dopadł wodę w butelce, która stała na półce. Nikt się nie odzywał, wydało się to trochę dziwne.. Bartman bez słowa wyszedł.
Popatrzyłam znacząco na Kubiaka, wzruszył ramionami i pokazał głową drzwi do wyjścia. Po chwili rozmawaliśmy
-On tak zawsze.-
-Nie rozumiem.-
-Zawsze jak jest zły na coś, po przegranym meczu, niewyspany to bez kija lepiej nie podchodź, stado os, dzikich świń, jeleni i hien jest milsze nawet gdy nie jadło tydzień.-
-A teraz jest zły? Przecież nie ma powodu?-
-Dziewczyna go zdradziła. JEGO, przecież to Zbyszek, każda o nim marzy, żadna nie powinna go zdradzać.-
-Takie ma mniemanie o sobie?-
-Na to wygląda, nikt do tego nie doszedł nigdy, bo nie daje ze sobą pogadać, zawsze się wycofuje i wraca jak jest gotowy..-
-Ale dlaczego?-
-Chciałbym wiedzieć, ale nawet mi się nie zwierzał.-
-Idę do niego.-
-Jesteś pewna?-
-A mam coś do stracenia?-
-W sumie.. A jak się czujesz?-
-Coraz lepiej, jakoś trzeba się trzymać, w końcu muszę być w formie na jutrzejszą zabawę - uśmiechnęłam się i weszliśmy z powrotem do kuchni.
-Em! - Kama mnie odciągnęła - Ja wiem, że nie masz humoru, ochoty itp.. ale w związku z tą sytuacją.. posadziłam Cię i Bartmana koło siebie.. mam nadzieje, że nie masz nic przeciwko ?-
-Nie, co Ty, mi pasuje- uśmiechnęłam się do niej, ale zaraz zniknęła mi z pola widzenia i pobiegła załatwiać milion innych spraw...Poszłam w stronę pokoju Zbyszka. Pukałam ale nikt nie otwierał, nacisnęłam klamkę i drzwi ustąpiły. Weszłam do znanego mi pokoju i stanęłam na balkonie, w pokoju było zimno, wszystkie okna pootwierane. Stałam i patrzyłam w uchylone drzwi łazienki..
Zbyszek nie wychodził dłuższy czas, zaczęłam się już martwić, bo szum wody był jednostajny, czyli nic nie przerywało jego biegu..
-Nie patrzę- weszłam do łazienki z zasłoniętymi oczami. Zobaczyłam Zbyszka siedzącego koło umywalki, w tym samym dresie co wcześniej. Zakręciłam wodę i usiadłam obok niego. Miał schowaną twarz w swoich ramionach. Objęłam go ręką, ledwo, ale jakoś mi się udało. Chwyciłam go za brodę i podniosłam jego twarz, tak że była na wysokości mojej. Miał zamknięte oczy, których lał się potok łez..
-Zbyszek..-
-Zostaw mnie!- odepchnął mnie od siebie, tak że prawie się przewróciłam.
-Nie wyjdę z stąd.- Przybliżyłam się znowu. Chciał się podnieść, ale nie dał rady.Był wycieńczony bieganiem, płaczem..
-Jadłeś coś dzisiaj?-
-Zostaw mnie- zawarczał.
-Popatrz na mnie.- nie podniósł wzroku- popatrz! - złapałam jego nieogoloną twarz w dłonie i zmusiłam zeby patrzył na mnie. -Nie poddam się, nie zostawię Cię tu. Rozumiesz?!-
Wydostał twarz z moich objęć.
-Nie jesteś sam - przytuliłam się do jego pleców
-Jestem, kurwa, sam jestem z tym wszystkim.-
-Bo sam tego chcesz! Nie rozumiesz tego? Nie widzisz, że wszyscy chcą Ci pomóc, a Ty się zamykasz na nich? i potem cierpisz, i myślisz że pobiegasz i Ci minie? Że dzieki temu to zniknie? To nie zniknie, trzeba się nauczyć z tym żyć, bo życie kopie nas w dupę bardzo często, czy tego chcemy, czy nie. Trzeba mieć siłę i chęci. Na jednej osobie świat się nie kończy, choć byłam bliska stwierdzenia że jednak tak. Że tyle lat, byłam z nim, że nic więcej mnie już nie czeka. Ale tak nie jest. Otwórz się do cholery przed kimś raz a porządnie, i nie udawaj pieprzonego chojraka, bo nim nie jesteś.-
Popatrzył na mnie..
Opowiedział mi wtedy o wszystkich jego słabościach, o tym czego się boi, co mu nie pasuje, co mu nie wychodzi, co chce zrobić.. Słuchałam go dopóki nie zasnął.. Jednak podłoga w łazience nie jest zbyt wygodna
-Zbyszek.. Zbyszek, wstań..- lekko nim potrzęsłam. Otworzył oczy, podniósł się lekko, wstał, pomógł mi wstać, wypchnął mnie za drzwi, uśmiechnął się
-Idę się w końcu na serio umyć, współczuję Ci, że musiałaś mnie wąchać- zaśmiał się i zamknął drzwi. Była 2 nad ranem, na korytarzu cisza.. Pobiegłam do kuchni i przygotowałam parę rzeczy i wróciłam szybko do jego pokoju.
-Ubierz coś na siebie- zarządziłam, bo jak zawsze stał w samych bokserkach. Posłusznie się ubrał, jednak jak ubierał koszulkę stanęłam za nim i zawiązałam mu oczy chustką.
-Ej! co się dzieje ?-
-Niespodzianka! Zaraz zobaczysz-
Mieliśmy parę przygód po drodze, prawie rozwaliłam mu nos, wyłamałam bark, bo źle obliczyłam szerokość przejścia, ale w końcu usiadł w kuchni przed blatem
-Nie rób mi więcej takich niespodzianek, proszę.- zaśmiał się. - co to za zapach?-
-Moja niespodzianka dla Ciebie-
-Długo jeszcze, głodny jestem strasznie.-
-Minutka!-
-Mogę już to zdjąć?-
-Nie!- krzyknęłam.
Postawiłam przed nim patelnię, wzięłam widelec i dałam mu spróbować
-Mmmm! pyszna! Odkryłaś mój tajny składnik?-
-Nie, ale starałam się odtworzyć ten smak wszystkim czym się dało i chyba mi się udało - zaśmiałam się, stanęłam koło siedzącego Zbyszka i zdjęłam mu opaskę z oczu. Odwrócił się tylko i.. zaczął mnie całować, oddałam pocałunek, objął mnie mocniej i przysunął do siebie, oderwałam się od niego niechętnie.
-Zjedz bo wystygnie..-
~~~~
no to się dzieje ;)) dzięki że jesteście, to specjalnie dla Was piszę rozdział, a nie uczę sie miliona innych rzeczy które mi są potrzebne do szczęścia, tak jak skakanka babci.
Dziękuje za wszystkie komentarze, im więcej tym lepiej się pisze, więc komentujcie, polecajcie i się uśmiechajcie <3
-Mówiłem, że nie śpi-
-Winiar, to myśmy ją obudzili, jak takie cielska się koło niej położyły..-
-Nie spałam-
-Mówiłem- Winiar podniósł się na łokciach i odgarnął kosmyk włosów z mojej twarzy.
-Jak się czujesz?-
-A jak wyglądam?-
-Hmm, Ziomek chyba jest źle...-
-Ja Ci dam!- Rzuciłam się z pięściami na Winiara i zaczęliśmy się szarpać tak mocno, że Ziomek próbował mnie od niego oderwać, ale zamotaliśmy się tak, że Winiar spadł na podłogę, Ziomek miał nogi koło twarzy, a ja głowę pod poduszką, a nogi zwisały mi z łóżka.
-Co tu sie..- Do pokoju weszła Dagmara - acha! Tu się schowaliście, zamiast pomagać w ostatnich poprawkach!- pogroziła im palcem, podeszła do Michała, ale ten złapał ją z a nogi i przewróciła się na łóżko.
Śmialiśmy się tak głośno, że w drzwiach pojawiła się grupka ludzi. Pozbieraliśmy się lekko, obiecałam że się ogarnę i zejdę do nich. Wszyscy wyszli, został tylko Grzesiek Łomacz
-Ładnie wyglądasz jak się uśmiechasz, zdecydowanie wolę tą wersje Ciebie- posłał mi swój promienny uśmiech od ucha do ucha, puścił oczko i zamknął za sobą drzwi. Mimowolnie się uśmiechnęłam, ogarnęłam twarz, nałożyłam chłodzący krem, żeby choć troche zniwelować opuchliznę po płaczu i zeszłam na dół. Większość siedziała w kuchni, rozmawiała, śmiała się. Na szczęście dzisiaj już bez alkoholu. Dosiadłam się do Magneto i Igły, to znaczy, bardziej wcisnęłam się między nich, żeby czuć się bezpiecznie. Dostałam talerz z kawałkiem zapiekanki czy czegoś podobnego, wyglądało średnio, ale smakowało bardzo dobrze, tym bardziej że nie jadłam cały dzień..
Nagle drzwi się otworzyły i wszedł zdyszany Bartman w dresie i dopadł wodę w butelce, która stała na półce. Nikt się nie odzywał, wydało się to trochę dziwne.. Bartman bez słowa wyszedł.
Popatrzyłam znacząco na Kubiaka, wzruszył ramionami i pokazał głową drzwi do wyjścia. Po chwili rozmawaliśmy
-On tak zawsze.-
-Nie rozumiem.-
-Zawsze jak jest zły na coś, po przegranym meczu, niewyspany to bez kija lepiej nie podchodź, stado os, dzikich świń, jeleni i hien jest milsze nawet gdy nie jadło tydzień.-
-A teraz jest zły? Przecież nie ma powodu?-
-Dziewczyna go zdradziła. JEGO, przecież to Zbyszek, każda o nim marzy, żadna nie powinna go zdradzać.-
-Takie ma mniemanie o sobie?-
-Na to wygląda, nikt do tego nie doszedł nigdy, bo nie daje ze sobą pogadać, zawsze się wycofuje i wraca jak jest gotowy..-
-Ale dlaczego?-
-Chciałbym wiedzieć, ale nawet mi się nie zwierzał.-
-Idę do niego.-
-Jesteś pewna?-
-A mam coś do stracenia?-
-W sumie.. A jak się czujesz?-
-Coraz lepiej, jakoś trzeba się trzymać, w końcu muszę być w formie na jutrzejszą zabawę - uśmiechnęłam się i weszliśmy z powrotem do kuchni.
-Em! - Kama mnie odciągnęła - Ja wiem, że nie masz humoru, ochoty itp.. ale w związku z tą sytuacją.. posadziłam Cię i Bartmana koło siebie.. mam nadzieje, że nie masz nic przeciwko ?-
-Nie, co Ty, mi pasuje- uśmiechnęłam się do niej, ale zaraz zniknęła mi z pola widzenia i pobiegła załatwiać milion innych spraw...Poszłam w stronę pokoju Zbyszka. Pukałam ale nikt nie otwierał, nacisnęłam klamkę i drzwi ustąpiły. Weszłam do znanego mi pokoju i stanęłam na balkonie, w pokoju było zimno, wszystkie okna pootwierane. Stałam i patrzyłam w uchylone drzwi łazienki..
Zbyszek nie wychodził dłuższy czas, zaczęłam się już martwić, bo szum wody był jednostajny, czyli nic nie przerywało jego biegu..
-Nie patrzę- weszłam do łazienki z zasłoniętymi oczami. Zobaczyłam Zbyszka siedzącego koło umywalki, w tym samym dresie co wcześniej. Zakręciłam wodę i usiadłam obok niego. Miał schowaną twarz w swoich ramionach. Objęłam go ręką, ledwo, ale jakoś mi się udało. Chwyciłam go za brodę i podniosłam jego twarz, tak że była na wysokości mojej. Miał zamknięte oczy, których lał się potok łez..
-Zbyszek..-
-Zostaw mnie!- odepchnął mnie od siebie, tak że prawie się przewróciłam.
-Nie wyjdę z stąd.- Przybliżyłam się znowu. Chciał się podnieść, ale nie dał rady.Był wycieńczony bieganiem, płaczem..
-Jadłeś coś dzisiaj?-
-Zostaw mnie- zawarczał.
-Popatrz na mnie.- nie podniósł wzroku- popatrz! - złapałam jego nieogoloną twarz w dłonie i zmusiłam zeby patrzył na mnie. -Nie poddam się, nie zostawię Cię tu. Rozumiesz?!-
Wydostał twarz z moich objęć.
-Nie jesteś sam - przytuliłam się do jego pleców
-Jestem, kurwa, sam jestem z tym wszystkim.-
-Bo sam tego chcesz! Nie rozumiesz tego? Nie widzisz, że wszyscy chcą Ci pomóc, a Ty się zamykasz na nich? i potem cierpisz, i myślisz że pobiegasz i Ci minie? Że dzieki temu to zniknie? To nie zniknie, trzeba się nauczyć z tym żyć, bo życie kopie nas w dupę bardzo często, czy tego chcemy, czy nie. Trzeba mieć siłę i chęci. Na jednej osobie świat się nie kończy, choć byłam bliska stwierdzenia że jednak tak. Że tyle lat, byłam z nim, że nic więcej mnie już nie czeka. Ale tak nie jest. Otwórz się do cholery przed kimś raz a porządnie, i nie udawaj pieprzonego chojraka, bo nim nie jesteś.-
Popatrzył na mnie..
Opowiedział mi wtedy o wszystkich jego słabościach, o tym czego się boi, co mu nie pasuje, co mu nie wychodzi, co chce zrobić.. Słuchałam go dopóki nie zasnął.. Jednak podłoga w łazience nie jest zbyt wygodna
-Zbyszek.. Zbyszek, wstań..- lekko nim potrzęsłam. Otworzył oczy, podniósł się lekko, wstał, pomógł mi wstać, wypchnął mnie za drzwi, uśmiechnął się
-Idę się w końcu na serio umyć, współczuję Ci, że musiałaś mnie wąchać- zaśmiał się i zamknął drzwi. Była 2 nad ranem, na korytarzu cisza.. Pobiegłam do kuchni i przygotowałam parę rzeczy i wróciłam szybko do jego pokoju.
-Ubierz coś na siebie- zarządziłam, bo jak zawsze stał w samych bokserkach. Posłusznie się ubrał, jednak jak ubierał koszulkę stanęłam za nim i zawiązałam mu oczy chustką.
-Ej! co się dzieje ?-
-Niespodzianka! Zaraz zobaczysz-
Mieliśmy parę przygód po drodze, prawie rozwaliłam mu nos, wyłamałam bark, bo źle obliczyłam szerokość przejścia, ale w końcu usiadł w kuchni przed blatem
-Nie rób mi więcej takich niespodzianek, proszę.- zaśmiał się. - co to za zapach?-
-Moja niespodzianka dla Ciebie-
-Długo jeszcze, głodny jestem strasznie.-
-Minutka!-
-Mogę już to zdjąć?-
-Nie!- krzyknęłam.
Postawiłam przed nim patelnię, wzięłam widelec i dałam mu spróbować
-Mmmm! pyszna! Odkryłaś mój tajny składnik?-
-Nie, ale starałam się odtworzyć ten smak wszystkim czym się dało i chyba mi się udało - zaśmiałam się, stanęłam koło siedzącego Zbyszka i zdjęłam mu opaskę z oczu. Odwrócił się tylko i.. zaczął mnie całować, oddałam pocałunek, objął mnie mocniej i przysunął do siebie, oderwałam się od niego niechętnie.
-Zjedz bo wystygnie..-
~~~~
no to się dzieje ;)) dzięki że jesteście, to specjalnie dla Was piszę rozdział, a nie uczę sie miliona innych rzeczy które mi są potrzebne do szczęścia, tak jak skakanka babci.
Dziękuje za wszystkie komentarze, im więcej tym lepiej się pisze, więc komentujcie, polecajcie i się uśmiechajcie <3
piątek, 22 lutego 2013
39. Twoje oczy lubią mnie i to mnie zgubi
Zeszliśmy ze sceny, Winiar przybił mi 'high five' dostaliśmy po kieliszku wódki, ktoś włączył szybką muzykę i wszyscy zaczęli ponownie się bawić. Nikt za bardzo nie zauważył, że zniknęłam. To wszystko mnie juz przerastało powoli, widziałam jak wszyscy na mnie patrzą, że wiedzą.. Weszłam do pokoju zmyłam makijaż, szybki prysznic, ubrałam dres, wyszłam na balkon i.. zobaczyłam jego, jak nerwowo kręci się po okolicy. Ubrałam bluzę, zabrałam czekoladę, którą zostawił Ben, koło kartki z listem do mnie. Nie czytałam go. Ale też go nie wyrzuciłam..
Szłam w stronę fontanny, usiadłam obok i czekałam na jego krok. Jednak siedzieliśmy w zupełnej ciszy patrząc w niebo.. Po jakimś czasie się odezwał
-Dlaczego mi nie powiedziałaś od razu? Winiar wiedział, wszyscy wiedzieli..-
-Miałam się pochwalić tym, że mój facet mnie zdradził z Twoją dziewczyną? -
-Myślałaś, że się nie dowiem? Że będę dalej z Aśką i będę żył w kłamstwie?-
-Jesteś z nią szczęśliwy przecież.-
-Byłem. Choć nawet tego nie jestem teraz pewien.. -
-Nie czas się nad tym zastanawiać co było. Życiem trzeba żyć teraz, no bo kiedy indziej?- lekko się uśmiechnęłam, bo jednak było mi bardzo ciężko, pomyśleć sobie że zaczynam wszystko od nowa, sama.. - Teraz zajmijmy się weselem, później wrócimy do rzeczywistości.- Poczęstowałam go mleczną milką
Zabrał od razu cały rządek, włożył do buzi i popatrzył smutnymi oczami w gwiazdy. Później spojrzał na mnie, pokazał że mam tu siedzieć i gdzieś poszedł. 'No dobra' myślę sobie.. 'ciekawe co mógł wymyślić'.
Zrobiłam podobnie jak on, tyle że nie włożyłam tylu czekoladek do buzi naraz, popatrzyłam w niebo zamknęłam oczy i po moim policzku popłynęła pierwsza łza, a za nią kolejne.. Usłyszałam szelest, Zbyszek pociągnął mnie za rękę w nieznanym mi kierunku. Szliśmy jakieś 10 minut w trawie po kolana, skupiałam się żeby się nie wywalić tak mocno, że zapomniałam o bożym świecie. Zatrzymał się gwałtownie, nawet tego nie zauważyłam bo patrzyłam pod nogi i uderzyłam głową w jego plecy.
-Ałaa- złapałam się za czoło i nos, a z oczu popłynęły łzy
-Nic Ci nie jest?- zapytał i się obrócił - Jezu! Aż tak przywaliłaś?!- zobaczył moje łzy
-Nie, w nos dostałam tylko i tak same poleciały-
-Taa same..- otarł mi łzy i trzymał moją twarz. Nagle ją puścił i mocno się do mnie przytulił. Po chwili odsunął się ode mnie, rozłożył koc, którego nie wiem jakim cudem nie zauważyłam wcześniej i pokazał żebym usiadła. Dopiero po tym zobaczyłam że siedzimy na wzgórzu i mamy niesamowity widok na powoli wschodzące słońce.. Każde z nas siedziało w ciszy i patrzyło na rozjaśniające się niebo.. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam, ale chyba nie trwało to długo, za chwile Zbyszek lekko mną potrząsnął i zobaczyłam chyba najpiękniejszy wschód słońca w życiu.. Zrobiło mi się zimno, przysunęłam się do niego a on objął mnie ramieniem.
-Piękne-
-Wschody słońca są piękniejsze niż zachody, zdecydowanie- pokiwał głową.
Siedzieliśmy, patrzyliśmy i nic nie mówiliśmy..
Obudził mnie... szum. i to nie zwyczajny szum.. tylko szum prysznica w pokoju. Obudziłam się w łóżku, ale dookoła nie było moich rzeczy, czyli to pokój.. Zbyszka ? Zobaczyłam że dochodzi 10. a z łazienki wyszedł Zibi owinięty w pasie ręcznikiem, a z jego ciała spływała masa błyszczących kropelek.
-Nie wiem jak Ty, ale ja zawsze wycieram się od razu po wyjściu z wody..- powiedziałam i zasłoniłam oczy
-A ja lubię być mokry-
-Gupek!- rzuciłam w niego poduszką, chwycił ją ale niebezpiecznie zsunął mu się ręcznik, ale zdążył go złapać.
-Uf, było blisko.-
-Blisko do kompromitacji ?-
-Kompromitacji?! No chyba śnisz dziewczynko, nie mam się czego wstydzić- zbliżył się do mnie - możesz nawet sprawdzić jak chcesz- zaśmiał się cmoknął mnie w czubek głowy i poszedł do łazienki. Wyszedł z szczoteczką w buzi i w bokserkach.
-Czy Ty mnie tu przyniosłeś ?-
-Masz mocny sen, prawie 3 razy sie wywróciłem po drodze, bo trawa mi się plątała między nogami, a Ty nic.- powiedział z pełną buzią, tak że ledwo go zrozumiałam.
-Wystarczyło mnie obudzić..-
-Nie chciałem - przepłukał usta- w sumie tak mocno się do mnie przytuliłaś, że praktycznie nie musiałem Cię trzymac, chyba coś Ci się śniło..-
-Hmm możliwe, nie chce o tym nawet myśleć. Pójdę się umyć i spotkamy się na śniadaniu w kuchni czy jak ?-
-Jakoś to ogarniemy, będę u Ciebie za pół godziny-
Wyszłam w dresie, na korytarzu cisza jak makiem zasiał, gdzieniegdzie było słychać chrapanie..
Wchodząc do pokoju zobaczyłam na łóżku kopertę z listem od Bena... Poszłam pod prysznic, później ubrałam krótkie spodenki, jakąś koszulkę, bo stwierdziłam że wygoda przed wszystkim, bo prawdopodobnie czekać nas będzie masa sprzątania. Usiadłam na łóżku i zabrałam kopertę do ręki.. Przeczytałam jego słowa chyba 10 razy.. cały czas nie mogłam uwierzyć w to co się stało..
Przepraszam, choć wiem że to nic nie pomoże na zranione serce...
Nie mam wytłumaczenia na to co się stało, ale chce żebyś wiedziała, że dla mnie zawsze będziesz najważniejsza, najpiękniejsza i ta jedyna. Tyle czasu zmarnowałem wcześniej, zanim zrozumiałem co do Ciebie czuję, teraz chciałbym móc wspominać te dodatkowe lata które mogliśmy razem spędzić. Żałuję, ale wiem że zasłużyłem na to co się stało. Ważne, że mam wspomnienia, których nikt mi nie zabierze, są idealne, nic się nie liczyło tylko my. Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie.. B.
Płakałam, bardzo płakałam. To miłość mojego życia, o nią walczyłam jak lwica, mimo wad, dla mnie było to coś idealnego. To było spełnienie moich marzeń, nie wszystkich, ale jednak..
Zbyszek znalazł mnie skuloną w kącie na balkonie. Dzień był pochmurny mimo pięknego wschodu słońca, zaczynał padać deszcz.. Idealny dzień żeby płakać.
~~~~
przepraszam za spóźnienie, ale studenckie imprezy mogą wykończyć człowieka ;)
Popłakałam się przy pisaniu końcówki, mam nadzieje że Wy jednak nie będziecie musiały ocierać łez :)) ozdrawiam i dziękuje za każdy komentarz :*
Szłam w stronę fontanny, usiadłam obok i czekałam na jego krok. Jednak siedzieliśmy w zupełnej ciszy patrząc w niebo.. Po jakimś czasie się odezwał
-Dlaczego mi nie powiedziałaś od razu? Winiar wiedział, wszyscy wiedzieli..-
-Miałam się pochwalić tym, że mój facet mnie zdradził z Twoją dziewczyną? -
-Myślałaś, że się nie dowiem? Że będę dalej z Aśką i będę żył w kłamstwie?-
-Jesteś z nią szczęśliwy przecież.-
-Byłem. Choć nawet tego nie jestem teraz pewien.. -
-Nie czas się nad tym zastanawiać co było. Życiem trzeba żyć teraz, no bo kiedy indziej?- lekko się uśmiechnęłam, bo jednak było mi bardzo ciężko, pomyśleć sobie że zaczynam wszystko od nowa, sama.. - Teraz zajmijmy się weselem, później wrócimy do rzeczywistości.- Poczęstowałam go mleczną milką
Zabrał od razu cały rządek, włożył do buzi i popatrzył smutnymi oczami w gwiazdy. Później spojrzał na mnie, pokazał że mam tu siedzieć i gdzieś poszedł. 'No dobra' myślę sobie.. 'ciekawe co mógł wymyślić'.
Zrobiłam podobnie jak on, tyle że nie włożyłam tylu czekoladek do buzi naraz, popatrzyłam w niebo zamknęłam oczy i po moim policzku popłynęła pierwsza łza, a za nią kolejne.. Usłyszałam szelest, Zbyszek pociągnął mnie za rękę w nieznanym mi kierunku. Szliśmy jakieś 10 minut w trawie po kolana, skupiałam się żeby się nie wywalić tak mocno, że zapomniałam o bożym świecie. Zatrzymał się gwałtownie, nawet tego nie zauważyłam bo patrzyłam pod nogi i uderzyłam głową w jego plecy.
-Ałaa- złapałam się za czoło i nos, a z oczu popłynęły łzy
-Nic Ci nie jest?- zapytał i się obrócił - Jezu! Aż tak przywaliłaś?!- zobaczył moje łzy
-Nie, w nos dostałam tylko i tak same poleciały-
-Taa same..- otarł mi łzy i trzymał moją twarz. Nagle ją puścił i mocno się do mnie przytulił. Po chwili odsunął się ode mnie, rozłożył koc, którego nie wiem jakim cudem nie zauważyłam wcześniej i pokazał żebym usiadła. Dopiero po tym zobaczyłam że siedzimy na wzgórzu i mamy niesamowity widok na powoli wschodzące słońce.. Każde z nas siedziało w ciszy i patrzyło na rozjaśniające się niebo.. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam, ale chyba nie trwało to długo, za chwile Zbyszek lekko mną potrząsnął i zobaczyłam chyba najpiękniejszy wschód słońca w życiu.. Zrobiło mi się zimno, przysunęłam się do niego a on objął mnie ramieniem.
-Piękne-
-Wschody słońca są piękniejsze niż zachody, zdecydowanie- pokiwał głową.
Siedzieliśmy, patrzyliśmy i nic nie mówiliśmy..
Obudził mnie... szum. i to nie zwyczajny szum.. tylko szum prysznica w pokoju. Obudziłam się w łóżku, ale dookoła nie było moich rzeczy, czyli to pokój.. Zbyszka ? Zobaczyłam że dochodzi 10. a z łazienki wyszedł Zibi owinięty w pasie ręcznikiem, a z jego ciała spływała masa błyszczących kropelek.
-Nie wiem jak Ty, ale ja zawsze wycieram się od razu po wyjściu z wody..- powiedziałam i zasłoniłam oczy
-A ja lubię być mokry-
-Gupek!- rzuciłam w niego poduszką, chwycił ją ale niebezpiecznie zsunął mu się ręcznik, ale zdążył go złapać.
-Uf, było blisko.-
-Blisko do kompromitacji ?-
-Kompromitacji?! No chyba śnisz dziewczynko, nie mam się czego wstydzić- zbliżył się do mnie - możesz nawet sprawdzić jak chcesz- zaśmiał się cmoknął mnie w czubek głowy i poszedł do łazienki. Wyszedł z szczoteczką w buzi i w bokserkach.
-Czy Ty mnie tu przyniosłeś ?-
-Masz mocny sen, prawie 3 razy sie wywróciłem po drodze, bo trawa mi się plątała między nogami, a Ty nic.- powiedział z pełną buzią, tak że ledwo go zrozumiałam.
-Wystarczyło mnie obudzić..-
-Nie chciałem - przepłukał usta- w sumie tak mocno się do mnie przytuliłaś, że praktycznie nie musiałem Cię trzymac, chyba coś Ci się śniło..-
-Hmm możliwe, nie chce o tym nawet myśleć. Pójdę się umyć i spotkamy się na śniadaniu w kuchni czy jak ?-
-Jakoś to ogarniemy, będę u Ciebie za pół godziny-
Wyszłam w dresie, na korytarzu cisza jak makiem zasiał, gdzieniegdzie było słychać chrapanie..
Wchodząc do pokoju zobaczyłam na łóżku kopertę z listem od Bena... Poszłam pod prysznic, później ubrałam krótkie spodenki, jakąś koszulkę, bo stwierdziłam że wygoda przed wszystkim, bo prawdopodobnie czekać nas będzie masa sprzątania. Usiadłam na łóżku i zabrałam kopertę do ręki.. Przeczytałam jego słowa chyba 10 razy.. cały czas nie mogłam uwierzyć w to co się stało..
Przepraszam, choć wiem że to nic nie pomoże na zranione serce...
Nie mam wytłumaczenia na to co się stało, ale chce żebyś wiedziała, że dla mnie zawsze będziesz najważniejsza, najpiękniejsza i ta jedyna. Tyle czasu zmarnowałem wcześniej, zanim zrozumiałem co do Ciebie czuję, teraz chciałbym móc wspominać te dodatkowe lata które mogliśmy razem spędzić. Żałuję, ale wiem że zasłużyłem na to co się stało. Ważne, że mam wspomnienia, których nikt mi nie zabierze, są idealne, nic się nie liczyło tylko my. Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie.. B.
Płakałam, bardzo płakałam. To miłość mojego życia, o nią walczyłam jak lwica, mimo wad, dla mnie było to coś idealnego. To było spełnienie moich marzeń, nie wszystkich, ale jednak..
Zbyszek znalazł mnie skuloną w kącie na balkonie. Dzień był pochmurny mimo pięknego wschodu słońca, zaczynał padać deszcz.. Idealny dzień żeby płakać.
~~~~
przepraszam za spóźnienie, ale studenckie imprezy mogą wykończyć człowieka ;)
Popłakałam się przy pisaniu końcówki, mam nadzieje że Wy jednak nie będziecie musiały ocierać łez :)) ozdrawiam i dziękuje za każdy komentarz :*
wtorek, 12 lutego 2013
38. My wpatrzeni, zakochani tak współcześni aż do granic
Był tak blisko.. Delikatnie musnął moje usta i poszedł.. Stanęłam jak wryta i nie wiedziałam co ze sobą zrobić, jednak stwierdziłam, że to alkohol i tyle. Wyszłam na chwilę na balkon, przewietrzyć się, zamknęłam pokój i poszłam w stronę głośnej zabawy.
Weszłam na salę, od razu porwano mnie do tańca. Wirowałam z siatkarzami i ich wybrankami, jak przedszkolaki które zjadły za dużo cukru. Starałam rozglądać się za Benem, ale widocznie gdzieś zniknął.. Chwila przerwy na małe co nieco, pizza wjechała na stoły. Wiem, że z Brna żarłok, to poszłam go poszukać, bo później będzie narzekał że głodny. Udałam się w stronę pokoju. Stanęłam przed drzwiami i usłyszałam jakieś głosy. Uchyliłam drzwi i zobaczyłam, że Ben robi zdjęcia Asi, w bieliźnie i w pościeli. Nie ruszyło mnie to, no bo to tylko zdjęcia w końcu, ale... Aśka uklękła na łóżku i pociągnęła do siebie Bena i wpiła się w jego usta. Nie zrobiłam nic. Stałam i patrzyłam, starając się powstrzymać łzy.. Wróciłam na salę.
Siedziałam koło Moniki i Kubiaka.
-Emma, coś się stało?-
-Nie, nic..-
-Wyglądasz jakbyś była smutna.-
-Wydaje się Wam.-
-Uśmiechnij się bo zaraz usłyszysz więcej takich pytań- Monika objęła mnie ramieniem i pogłaskała po ramieniu.
Na salę wszedł Ben, odszukał mnie wzrokiem i szedł w moją stronę, chwilę później przyszła Aśka. Ben usiadł koło mnie. Złapałam go za rękę i wyszeptałam do ucha
-Weź to i wynoś się z mojego życia jak najszybciej.- powiedziałam i włożyłam w jego dłoń pierścionek zaręczynowy.
-Ale..- nie wiedział co powiedzieć
-Nie rób scen, idź się spakować, nie psujmy im tego szczęśliwego czasu.- popatrzyłam w stronę przyszłej pary młodej, od której aż biło po oczach szczęściem.
-Ale dlaczego? Porozmawiajmy.-
-Nie mamy o czym, zniknij z mojego życia. Widziałam wystarczająco, żeby wiedzieć co działo się w naszym pokoju później.- Popatrzyłam na niego bez emocji. Wstał i wyszedł z sali nawet nie patrząc na innych. Obserwowałam po cichu Asię, która chwile wcześniej się nam przyglądała.
Monika z Miśkiem popatrzyli na mnie, domyślali się że coś się stało. Monia wzięła mnie 'na stronę' chwilę później.
-Gdzie Ben?-
Wyciągnęłam przed siebie dłoń, pokazałam pusty palec i powiedziałam
-Jego już nie ma w moim życiu-
O nic nie pytała, tylko mnie przytuliła, nie uroniłam jeszcze żadnej łzy, choć byłam bardzo blisko.
Wróciłam n a salę, Kurek już był wstawiony, tańczył z Magneto na środku, traktując go jako rurkę do tańców erotycznych, było koło 1 w nocy, więc wszyscy mieli mały kryzys. Usiadłam pod ścianą, po chwili doszedł do mnie Winiar, w bluzie, pod którą miał butelkę wódki.
-Chodź, pogadamy.- Widocznie informacje tutaj rozchodzą się szybciej niż na osiedlu, na którym mieszkają wszystkowidzące i wiedzące staruszki.
Wyszliśmy przed budynek i usiedliśmy na ławeczce z której widzieliśmy wszystko, a nas nie było widać. Upiłam łyka wódki i popatrzyłam na budynek z którego wychodził Ben z walizką. Razem z nim Aśka. Wsiedli w nasz samochód i odjechali. Asia kierowała, bo przecież dieta modelki nie pozwala na alkohol.. przynajmniej czasem. Ben patrzył w szybę, w naszą stronę, przez chwilę miałam wrażenie że mnie widzi, jednak to tylko złudzenie.. Miał smutne oczy. Wtedy z moich oczu wypłynęły pierwsze łzy. Winiar o nic nie pytał, objął mnie ramieniem, wyjął chusteczki z kieszeni i mi je wręczył.
-Nie był wart..-
-Nic nie mów.. Byliśmy ze sobą tak długo i w jedną noc to wszystko zepsuł. Wolałabym żyć chyba w kłamstwie, nic nie wiedząc.. że też musiałam to zobaczyć! A może to nie pierwszy raz?!-
Winiar napił się wódki i podał mi ją. Siedzieliśmy w ciszy.
-Kurwa- wyrwało mi się.. Alkohol szumiał mi w głowie, łzy już nie leciały. Dopijaliśmy resztki z butelki, na szczęście nie była pełna, bo pewnie bym tu skończyła marnie..
-Zbierajmy się, musze poprawić makijaż i wracamy się bawić, ktoś musi rozruszać towarzystwo.- Uśmiechnęłam się i wstałam lekko się chwiejąc. -Upiłeś mnie!-
-I wzajemnie- Winiar śmiał się, złapał mnie pod ramię i poszliśmy w stronę mojego pokoju.
Zakryłam czerwone ślady od łez, wytarłam rozmazany tusz, były to chyba najcięższe porawki jakie mogły być. Śmialiśmy się z Winiarem jak głupi i śpiewaliśmy 'mój jest ten kawałek podłogi'
-Co tu się dzieje ?- Do pokoju wszedł Bartman
-Nie poganiaj mnie bo gubię ryyytm!- zaśpiewałam mu, zmieniając repertuar.
-Upiliście się...-
-No tak, a co Ty robiłeś że Cię nie było?- Winiar wstał i podszedł do Zibiego
-Spałem.. nie wiecie gdzie Asia?-
-Nie masz żadnej informacji od niej?-
-Chwila, chwila..- poszedł do siebie i wrócił po sekundzie z kartką w ręce
Zbyszku,
Wypadła mi naprawdę ważna sprawa. Nie będę dostępna przez parę dni. Później Ci wszystko wyjaśnię, chyba że dowiesz się szybciej.
J.
-O co w tym chodzi?-
-Teraz Joanna jest w trakcie odwożenia Bena do domu-
-Ale..- chciał zapytać ale pokazałam mu pusty palec -Co się stało?-
-Pokłóciliśmy się, nie ważne.-Winiar tylko spojrzał na mnie znacząco
-Jak się czujesz?-
-Wiesz, nie chce o tym mówić teraz, chodźmy się zabawić!-
Koło konsoli siedział Woicki i coś kombinował, zobaczyliśmy że trwa właśnie karaoke i wszyscy dobrze się bawią.
Na scenie stała Kama z Zatim i śpiewali 'kocham Cię kochanie moje'
później Kurek z Jaroszem musieli coś odwalić i zaśpiewali 'Miłość rośnie wokół nas' z Króla Lwa. Nikt za bardzo nie wyrywał się do śpiewania, dlatego my z Winiarem, jako że byliśmy w dobrych humorach, zgłosiliśmy nasz duet. Wszyscy zgodnie zdecydowali, że Dumka na dwa serca będzie idealna..
Zaczęłam,
Mój sokole chmurnooki, pytaj o mnie..
i uwolnij mnie..
Mimowolnie zrobiło mi się troche smutno, jednak starałam się ukryć emocje.. w czasie zwrotki Michała, rozejrzałam się po sali i zobaczyłam Zbyszka żywo gestykulującego z Kubiakiem.. aha czyli się dowiedział..
Mój miłyyyyy
Jakże pytać mam kozaka
Co nam miłość chorą zapadł
On bez żalu świat podpalił gdyby stracił Cię/mnie..
Popatrzyliśmy wtedy na siebie w półmroku.. zapytał tylko bezgłośnie 'dlaczego?' i szedł w stronę drzwi
My wpatrzeni, zakochani tak współcześni aż do granic, w ciemnym kinie po kryjomu ocieramy łzę..
Wszyscy zaczęli klaskać, Dziewczyny wtuliły się w swoich partnerów, a za Zbyszkiem zamknęły się drzwi..
~~~~
Nieskromnie mówiąc, jakoś dobrze mi się pisało to, choć prawie się popłakałam :D
Dziękuje za komentarze, napędzają mnie równo ! :) :**
Dwuuuudziestolatka od soboty, z tatuażem :D życie jest faaaaaajne :))
Weszłam na salę, od razu porwano mnie do tańca. Wirowałam z siatkarzami i ich wybrankami, jak przedszkolaki które zjadły za dużo cukru. Starałam rozglądać się za Benem, ale widocznie gdzieś zniknął.. Chwila przerwy na małe co nieco, pizza wjechała na stoły. Wiem, że z Brna żarłok, to poszłam go poszukać, bo później będzie narzekał że głodny. Udałam się w stronę pokoju. Stanęłam przed drzwiami i usłyszałam jakieś głosy. Uchyliłam drzwi i zobaczyłam, że Ben robi zdjęcia Asi, w bieliźnie i w pościeli. Nie ruszyło mnie to, no bo to tylko zdjęcia w końcu, ale... Aśka uklękła na łóżku i pociągnęła do siebie Bena i wpiła się w jego usta. Nie zrobiłam nic. Stałam i patrzyłam, starając się powstrzymać łzy.. Wróciłam na salę.
Siedziałam koło Moniki i Kubiaka.
-Emma, coś się stało?-
-Nie, nic..-
-Wyglądasz jakbyś była smutna.-
-Wydaje się Wam.-
-Uśmiechnij się bo zaraz usłyszysz więcej takich pytań- Monika objęła mnie ramieniem i pogłaskała po ramieniu.
Na salę wszedł Ben, odszukał mnie wzrokiem i szedł w moją stronę, chwilę później przyszła Aśka. Ben usiadł koło mnie. Złapałam go za rękę i wyszeptałam do ucha
-Weź to i wynoś się z mojego życia jak najszybciej.- powiedziałam i włożyłam w jego dłoń pierścionek zaręczynowy.
-Ale..- nie wiedział co powiedzieć
-Nie rób scen, idź się spakować, nie psujmy im tego szczęśliwego czasu.- popatrzyłam w stronę przyszłej pary młodej, od której aż biło po oczach szczęściem.
-Ale dlaczego? Porozmawiajmy.-
-Nie mamy o czym, zniknij z mojego życia. Widziałam wystarczająco, żeby wiedzieć co działo się w naszym pokoju później.- Popatrzyłam na niego bez emocji. Wstał i wyszedł z sali nawet nie patrząc na innych. Obserwowałam po cichu Asię, która chwile wcześniej się nam przyglądała.
Monika z Miśkiem popatrzyli na mnie, domyślali się że coś się stało. Monia wzięła mnie 'na stronę' chwilę później.
-Gdzie Ben?-
Wyciągnęłam przed siebie dłoń, pokazałam pusty palec i powiedziałam
-Jego już nie ma w moim życiu-
O nic nie pytała, tylko mnie przytuliła, nie uroniłam jeszcze żadnej łzy, choć byłam bardzo blisko.
Wróciłam n a salę, Kurek już był wstawiony, tańczył z Magneto na środku, traktując go jako rurkę do tańców erotycznych, było koło 1 w nocy, więc wszyscy mieli mały kryzys. Usiadłam pod ścianą, po chwili doszedł do mnie Winiar, w bluzie, pod którą miał butelkę wódki.
-Chodź, pogadamy.- Widocznie informacje tutaj rozchodzą się szybciej niż na osiedlu, na którym mieszkają wszystkowidzące i wiedzące staruszki.
Wyszliśmy przed budynek i usiedliśmy na ławeczce z której widzieliśmy wszystko, a nas nie było widać. Upiłam łyka wódki i popatrzyłam na budynek z którego wychodził Ben z walizką. Razem z nim Aśka. Wsiedli w nasz samochód i odjechali. Asia kierowała, bo przecież dieta modelki nie pozwala na alkohol.. przynajmniej czasem. Ben patrzył w szybę, w naszą stronę, przez chwilę miałam wrażenie że mnie widzi, jednak to tylko złudzenie.. Miał smutne oczy. Wtedy z moich oczu wypłynęły pierwsze łzy. Winiar o nic nie pytał, objął mnie ramieniem, wyjął chusteczki z kieszeni i mi je wręczył.
-Nie był wart..-
-Nic nie mów.. Byliśmy ze sobą tak długo i w jedną noc to wszystko zepsuł. Wolałabym żyć chyba w kłamstwie, nic nie wiedząc.. że też musiałam to zobaczyć! A może to nie pierwszy raz?!-
Winiar napił się wódki i podał mi ją. Siedzieliśmy w ciszy.
-Kurwa- wyrwało mi się.. Alkohol szumiał mi w głowie, łzy już nie leciały. Dopijaliśmy resztki z butelki, na szczęście nie była pełna, bo pewnie bym tu skończyła marnie..
-Zbierajmy się, musze poprawić makijaż i wracamy się bawić, ktoś musi rozruszać towarzystwo.- Uśmiechnęłam się i wstałam lekko się chwiejąc. -Upiłeś mnie!-
-I wzajemnie- Winiar śmiał się, złapał mnie pod ramię i poszliśmy w stronę mojego pokoju.
Zakryłam czerwone ślady od łez, wytarłam rozmazany tusz, były to chyba najcięższe porawki jakie mogły być. Śmialiśmy się z Winiarem jak głupi i śpiewaliśmy 'mój jest ten kawałek podłogi'
-Co tu się dzieje ?- Do pokoju wszedł Bartman
-Nie poganiaj mnie bo gubię ryyytm!- zaśpiewałam mu, zmieniając repertuar.
-Upiliście się...-
-No tak, a co Ty robiłeś że Cię nie było?- Winiar wstał i podszedł do Zibiego
-Spałem.. nie wiecie gdzie Asia?-
-Nie masz żadnej informacji od niej?-
-Chwila, chwila..- poszedł do siebie i wrócił po sekundzie z kartką w ręce
Zbyszku,
Wypadła mi naprawdę ważna sprawa. Nie będę dostępna przez parę dni. Później Ci wszystko wyjaśnię, chyba że dowiesz się szybciej.
J.
-O co w tym chodzi?-
-Teraz Joanna jest w trakcie odwożenia Bena do domu-
-Ale..- chciał zapytać ale pokazałam mu pusty palec -Co się stało?-
-Pokłóciliśmy się, nie ważne.-Winiar tylko spojrzał na mnie znacząco
-Jak się czujesz?-
-Wiesz, nie chce o tym mówić teraz, chodźmy się zabawić!-
Koło konsoli siedział Woicki i coś kombinował, zobaczyliśmy że trwa właśnie karaoke i wszyscy dobrze się bawią.
Na scenie stała Kama z Zatim i śpiewali 'kocham Cię kochanie moje'
później Kurek z Jaroszem musieli coś odwalić i zaśpiewali 'Miłość rośnie wokół nas' z Króla Lwa. Nikt za bardzo nie wyrywał się do śpiewania, dlatego my z Winiarem, jako że byliśmy w dobrych humorach, zgłosiliśmy nasz duet. Wszyscy zgodnie zdecydowali, że Dumka na dwa serca będzie idealna..
Zaczęłam,
Mój sokole chmurnooki, pytaj o mnie..
i uwolnij mnie..
Mimowolnie zrobiło mi się troche smutno, jednak starałam się ukryć emocje.. w czasie zwrotki Michała, rozejrzałam się po sali i zobaczyłam Zbyszka żywo gestykulującego z Kubiakiem.. aha czyli się dowiedział..
Mój miłyyyyy
Jakże pytać mam kozaka
Co nam miłość chorą zapadł
On bez żalu świat podpalił gdyby stracił Cię/mnie..
Popatrzyliśmy wtedy na siebie w półmroku.. zapytał tylko bezgłośnie 'dlaczego?' i szedł w stronę drzwi
My wpatrzeni, zakochani tak współcześni aż do granic, w ciemnym kinie po kryjomu ocieramy łzę..
Wszyscy zaczęli klaskać, Dziewczyny wtuliły się w swoich partnerów, a za Zbyszkiem zamknęły się drzwi..
~~~~
Nieskromnie mówiąc, jakoś dobrze mi się pisało to, choć prawie się popłakałam :D
Dziękuje za komentarze, napędzają mnie równo ! :) :**
Dwuuuudziestolatka od soboty, z tatuażem :D życie jest faaaaaajne :))
wtorek, 5 lutego 2013
37. Ja ujwielbiam Go. On tu jest i tańczy dla mnie.
Spaliłam troche buraka ale musiałam być pewna siebie, żeby nikt nie wykorzystał niewinnego króliczka :)
Wlazły z Igłą od razu zaczęli robić zdjęcia, nie spodziewałam się, ale praktycznie każdy chciał mieć ze mną zdjęcie. Raz stałam przodem do obiektywu, wiadomo z Jarskim i Kurasiem raz tyłem, milion innych ujęć, bo Kuraś zamknął oczy, a to Jarski miał złe światło i krzywy uśmiech.
W końcu miałam chwilę luzu, zobaczyłam że macha na mnie Kubiak z Moniką
-Wspołczujemy Ci -
-Teraz już wiem, że nie wolno zakładać się z siatkarzami..-
-Masz napij się, bo chyba Ty masz prowadzić wszystkie dzisiejsze zabawy- Monika podała mi kieliszek i szklankę z sokiem.
Rozglądnęłam się tylko dookoła, by obczaić sytuację i zobaczyłam Bena z Aśką zażarcie dyskutujących. Machnęłam ręką i poszłam w stronę DJ którym tego wieczoru był Winiar, Zibi i pół reprezentacji która kłóciła się o to co ma za chwilę polecieć...
-Ej chłopaki! Ktoś jest w miare trzeźwy i mi pomoże ?-
-A co trzeba Księżniczce? - Kłos już miał troche wlane.
-Po pierwsze, ustalmy mini listę przebojów, która sobie sama poleci, po drugie Winiar musisz mi pomóc później, ale to na osobności...-
-UUU! Zaczynam się bać, co tu się będzie działo..-
-I słusznie Winiar, słusznie..-
Muzyka sobie grała a ja z Winiarem ogarniałam mój plan. Było mi potrzebne okołu 7 siatkarzy, najlepiej jeden odważniejszy od drugiego.. Obgadaliśmy szczegóły i Winiar przeszedł się po sali i poszeptał komu trzeba, co trzeba..
Jednak zabawę rozpoczęliśmy trochę inaczej...
Zawiązaliśmy oczy Kamili i posadziliśmy paru siatkarzy na krzesłach. Jej zadaniem było usiąść na każdych kolanach i zgadnąć które należą do jej wybranka. Nie obyło się bez podskoków, gładzenia po udach, na szczęście chłopaki dzielnie wytrzymali i nie wydali z siebie dzwięku choć było ciężko jak przypadkiem ręka Kamy dotknęła intymnej części ciała Grześka Łomacza, który dotarł do nas chwile wcześniej robiąc wszystkim niespodziankę. Na szczęście to jej nie zmyliło i wybrała poprawnie kolana Pawła. Dla niego też mieliśmy przygotowaną podobną konkurencję. Z zawiązanymi oczami stał na środku sali i po kolei przychodziła do niego jedna dziewczyna i dawała mu buziaka, krwistoczerwonymi ustami. Niestety to okazało się troche zbyt trudne, dlatego dodatkowo mógł złapać każdą za dłoń. Zati miał małe problemy, każda z kobiet miała drobne rączki, ale dodatkowo wymyślił, że teraz on pocałuje każdą, to na pewno zgadnie i tak właśnie było. Siatkarze na sali strasznie mu zazdrościli, obwieszczając to całemu światu słowami 'chciałbym być na Twoim miejscu' co Paweł skwitował 'Nic nie stoi na przeszkodzie', na te słowa większość milkła.
Wszyscy bawili się w najlepsze, miałam chwile wolnego więc postanowiłam poszukać Bena, ale zobaczyłam że zażarcie rozmawia z Aśką, wymachuje rękami, śmieje się... Już miałam podejść, jednak ktoś złapał mnie w pół i zabrał na parkiet. Oczywiście nie kto inny jak... Jarosz z Kurkiem, Otoczyli mnie i wykonywali dookoła mnie swój taniec godowy, strasznie mnie bawił ten widok, każdemu udzielił się nastrój i wszyscy po chwili tańczyliśmy w kółeczku jak szaleni.
Wszyscy byli pozytywnie wstawieni, nikt na razie nie przesadził z alkoholem za bardzo więc był to idealny moment na 'mój' prezent dla Kamili.
Winiar skrzyknął chłopaków, 10 minut i wszystko było przygotowane.
Włączyliśmy nastrojową muzykę i na salę wszedł...
Ziomek w kurtce i czapce.. pokręcił się seksowinie wokół Kamy, która siedziała teraz na środku sali i zrzucił... czapkę i zniknął. Po nim był Wlazły, już bez czapki, za to kusząco rozpinający kurtkę i posyłający oczko dla przyszłej Panny Młodej.
Po nim Zibi, który nonszalancko rozpinał guziki koszuli i oblizywał wargi.
Później w podkoszulku wbiegł Łomacz, położył się na podłodze, przyturlał do Kamy i patrząc jej w oczy... zdjął buty.
Po szalonym Grześku na salę wkroczyli niczym modele Alex i Cupko i niczym zawodowi striptizerzy wykonywali swój taniec a na koniec... zdjęli skarpetki, nikt nie wytrzymał i wszyscy zaczęli się histerycznie śmiać.
Chwila minęła zanim się uspokoiliśmy a po niej na salę wszedł Igła bez skarpet, w podkoszulku i spodniach. stanął tyłem przed Kamą, pochylił się do przodu i czekał na klapsa. Chłopaki serio się wczuli w swoje role, później obrócił się do niej przodem, stanął nad nią i jednym szybkim ruchem zdjął, opinający go podkoszulek :D
Z mroku wyłoniła się kolejna wysoka postać, Kuraś na czworaka skradał się do Kamy w przetartych jeansach. Doszedł do niej, wspiął się od jej stóp aż do twarzy i zaczął poruszać bioderkami i rozpinać pasek i guziki... zsunął je do kostek, zakołysał ostatni raz biodrami i zniknął. Muzyka przycichła..
-Kama, oto Twój prezent ode mnie, wiem że masz go dość często, ale liczę, że teraz - wręczyłam jej przebitą igłą prezerwatywę- będzie to skuteczne spotkanie- uśmiechnęłam się. - Masz jeszcze jedną, na noc poślubną, tak dla pewności- wszyscy się zaśmiali, a na salę wszedł Zatorski w bokserkach, podszedł do Kamy i zaprosił ją na prywatny taniec i tyle ich widzieliśmy...
-Gratuluje pomysłu- Powiedziała Paulina, która wszystko dokumentowała swoim aparatem.
-Dzięki- cieszyłam się, że się im podobało. -Kuuuuuuuuuraś!!-
-Co jest?-
-Dzika sexbomboooo, mogę się już rozebrać?!-
-Ależ proszę bardzo, nie krępuj się chętnie popatrzymy.- Zachęcił mnie
-Wiesz o co mi chodzi...-
-Wiem, wiem, możesz, zasłużyłaś żeby dobrze się bawić, a chyba ten strój nie jest zbyt wygodny..- dał mi buziaka w czoło i tyle go widziałam.
Poszłam do pokoju i próbowałam się rozebrać, ale zamek chyba sie zaciął, bo za nic nie chciał się rozpiąć, tym bardziej że był na plecach... Wyszłam przed pokój, żeby kogoś zawołać, ale na szczęście do drzwi na przeciwko wchodził akurat Zibi.
-o! pomożesz?- zapytałam, odwróciłam się i pokazałam zamek,
-Jasne..-
-Co się stało?-
-Nic.-
-Źle się bawisz?-
-Jest fajnie. Pomóc Ci jeszcze w czymś?-
-Nie, dam sobie radę, a Ty ?-
-Czemu miałbym nie dać?-
-Widzę, że coś Cię gryzie.. Pokłóciliście się?-
-Taa... żebyśmy jeszcze mieli kiedy..-
-Aaa, no ja z Benem też nie mam dzisiaj kontaktu, wiesz może o czym oni gadają w ogole przez ten cały czas?- zapytałam i weszłam do łazienki zostawiając uchylone drzwi.
-Ona opowiada o swoich podróżach, modelingu, on o zdjęciach i fryzurach. Nie dało się nawet chwili dłużej z nimi siedzieć, nie moje klimaty, dlatego szedłem do pokoju.-
-I tak chciałeś skończyć imprezę ? Chyba sobie żartujesz! - Podeszłam do niego żeby zapiął mi tym razem zamek, który ciągnął się przez całe gołe plecy. Poczułam jego ręce na swoich ramionach.. odwróciłam się i spojrzałam mu w oczy.. jakaś mocna siła przyciągała nasze twarze coraz bliżej...
~~~~
no i znowu przerywam w takim momencie :D mam nadzieje, że się spodoba, komentujcie, myślcie o siatkarzach, śnijcie o nich i w ogóle moje słodziaki :*
Wlazły z Igłą od razu zaczęli robić zdjęcia, nie spodziewałam się, ale praktycznie każdy chciał mieć ze mną zdjęcie. Raz stałam przodem do obiektywu, wiadomo z Jarskim i Kurasiem raz tyłem, milion innych ujęć, bo Kuraś zamknął oczy, a to Jarski miał złe światło i krzywy uśmiech.
W końcu miałam chwilę luzu, zobaczyłam że macha na mnie Kubiak z Moniką
-Wspołczujemy Ci -
-Teraz już wiem, że nie wolno zakładać się z siatkarzami..-
-Masz napij się, bo chyba Ty masz prowadzić wszystkie dzisiejsze zabawy- Monika podała mi kieliszek i szklankę z sokiem.
Rozglądnęłam się tylko dookoła, by obczaić sytuację i zobaczyłam Bena z Aśką zażarcie dyskutujących. Machnęłam ręką i poszłam w stronę DJ którym tego wieczoru był Winiar, Zibi i pół reprezentacji która kłóciła się o to co ma za chwilę polecieć...
-Ej chłopaki! Ktoś jest w miare trzeźwy i mi pomoże ?-
-A co trzeba Księżniczce? - Kłos już miał troche wlane.
-Po pierwsze, ustalmy mini listę przebojów, która sobie sama poleci, po drugie Winiar musisz mi pomóc później, ale to na osobności...-
-UUU! Zaczynam się bać, co tu się będzie działo..-
-I słusznie Winiar, słusznie..-
Muzyka sobie grała a ja z Winiarem ogarniałam mój plan. Było mi potrzebne okołu 7 siatkarzy, najlepiej jeden odważniejszy od drugiego.. Obgadaliśmy szczegóły i Winiar przeszedł się po sali i poszeptał komu trzeba, co trzeba..
Jednak zabawę rozpoczęliśmy trochę inaczej...
Zawiązaliśmy oczy Kamili i posadziliśmy paru siatkarzy na krzesłach. Jej zadaniem było usiąść na każdych kolanach i zgadnąć które należą do jej wybranka. Nie obyło się bez podskoków, gładzenia po udach, na szczęście chłopaki dzielnie wytrzymali i nie wydali z siebie dzwięku choć było ciężko jak przypadkiem ręka Kamy dotknęła intymnej części ciała Grześka Łomacza, który dotarł do nas chwile wcześniej robiąc wszystkim niespodziankę. Na szczęście to jej nie zmyliło i wybrała poprawnie kolana Pawła. Dla niego też mieliśmy przygotowaną podobną konkurencję. Z zawiązanymi oczami stał na środku sali i po kolei przychodziła do niego jedna dziewczyna i dawała mu buziaka, krwistoczerwonymi ustami. Niestety to okazało się troche zbyt trudne, dlatego dodatkowo mógł złapać każdą za dłoń. Zati miał małe problemy, każda z kobiet miała drobne rączki, ale dodatkowo wymyślił, że teraz on pocałuje każdą, to na pewno zgadnie i tak właśnie było. Siatkarze na sali strasznie mu zazdrościli, obwieszczając to całemu światu słowami 'chciałbym być na Twoim miejscu' co Paweł skwitował 'Nic nie stoi na przeszkodzie', na te słowa większość milkła.
Wszyscy bawili się w najlepsze, miałam chwile wolnego więc postanowiłam poszukać Bena, ale zobaczyłam że zażarcie rozmawia z Aśką, wymachuje rękami, śmieje się... Już miałam podejść, jednak ktoś złapał mnie w pół i zabrał na parkiet. Oczywiście nie kto inny jak... Jarosz z Kurkiem, Otoczyli mnie i wykonywali dookoła mnie swój taniec godowy, strasznie mnie bawił ten widok, każdemu udzielił się nastrój i wszyscy po chwili tańczyliśmy w kółeczku jak szaleni.
Wszyscy byli pozytywnie wstawieni, nikt na razie nie przesadził z alkoholem za bardzo więc był to idealny moment na 'mój' prezent dla Kamili.
Winiar skrzyknął chłopaków, 10 minut i wszystko było przygotowane.
Włączyliśmy nastrojową muzykę i na salę wszedł...
Ziomek w kurtce i czapce.. pokręcił się seksowinie wokół Kamy, która siedziała teraz na środku sali i zrzucił... czapkę i zniknął. Po nim był Wlazły, już bez czapki, za to kusząco rozpinający kurtkę i posyłający oczko dla przyszłej Panny Młodej.
Po nim Zibi, który nonszalancko rozpinał guziki koszuli i oblizywał wargi.
Później w podkoszulku wbiegł Łomacz, położył się na podłodze, przyturlał do Kamy i patrząc jej w oczy... zdjął buty.
Po szalonym Grześku na salę wkroczyli niczym modele Alex i Cupko i niczym zawodowi striptizerzy wykonywali swój taniec a na koniec... zdjęli skarpetki, nikt nie wytrzymał i wszyscy zaczęli się histerycznie śmiać.
Chwila minęła zanim się uspokoiliśmy a po niej na salę wszedł Igła bez skarpet, w podkoszulku i spodniach. stanął tyłem przed Kamą, pochylił się do przodu i czekał na klapsa. Chłopaki serio się wczuli w swoje role, później obrócił się do niej przodem, stanął nad nią i jednym szybkim ruchem zdjął, opinający go podkoszulek :D
Z mroku wyłoniła się kolejna wysoka postać, Kuraś na czworaka skradał się do Kamy w przetartych jeansach. Doszedł do niej, wspiął się od jej stóp aż do twarzy i zaczął poruszać bioderkami i rozpinać pasek i guziki... zsunął je do kostek, zakołysał ostatni raz biodrami i zniknął. Muzyka przycichła..
-Kama, oto Twój prezent ode mnie, wiem że masz go dość często, ale liczę, że teraz - wręczyłam jej przebitą igłą prezerwatywę- będzie to skuteczne spotkanie- uśmiechnęłam się. - Masz jeszcze jedną, na noc poślubną, tak dla pewności- wszyscy się zaśmiali, a na salę wszedł Zatorski w bokserkach, podszedł do Kamy i zaprosił ją na prywatny taniec i tyle ich widzieliśmy...
-Gratuluje pomysłu- Powiedziała Paulina, która wszystko dokumentowała swoim aparatem.
-Dzięki- cieszyłam się, że się im podobało. -Kuuuuuuuuuraś!!-
-Co jest?-
-Dzika sexbomboooo, mogę się już rozebrać?!-
-Ależ proszę bardzo, nie krępuj się chętnie popatrzymy.- Zachęcił mnie
-Wiesz o co mi chodzi...-
-Wiem, wiem, możesz, zasłużyłaś żeby dobrze się bawić, a chyba ten strój nie jest zbyt wygodny..- dał mi buziaka w czoło i tyle go widziałam.
Poszłam do pokoju i próbowałam się rozebrać, ale zamek chyba sie zaciął, bo za nic nie chciał się rozpiąć, tym bardziej że był na plecach... Wyszłam przed pokój, żeby kogoś zawołać, ale na szczęście do drzwi na przeciwko wchodził akurat Zibi.
-o! pomożesz?- zapytałam, odwróciłam się i pokazałam zamek,
-Jasne..-
-Co się stało?-
-Nic.-
-Źle się bawisz?-
-Jest fajnie. Pomóc Ci jeszcze w czymś?-
-Nie, dam sobie radę, a Ty ?-
-Czemu miałbym nie dać?-
-Widzę, że coś Cię gryzie.. Pokłóciliście się?-
-Taa... żebyśmy jeszcze mieli kiedy..-
-Aaa, no ja z Benem też nie mam dzisiaj kontaktu, wiesz może o czym oni gadają w ogole przez ten cały czas?- zapytałam i weszłam do łazienki zostawiając uchylone drzwi.
-Ona opowiada o swoich podróżach, modelingu, on o zdjęciach i fryzurach. Nie dało się nawet chwili dłużej z nimi siedzieć, nie moje klimaty, dlatego szedłem do pokoju.-
-I tak chciałeś skończyć imprezę ? Chyba sobie żartujesz! - Podeszłam do niego żeby zapiął mi tym razem zamek, który ciągnął się przez całe gołe plecy. Poczułam jego ręce na swoich ramionach.. odwróciłam się i spojrzałam mu w oczy.. jakaś mocna siła przyciągała nasze twarze coraz bliżej...
~~~~
no i znowu przerywam w takim momencie :D mam nadzieje, że się spodoba, komentujcie, myślcie o siatkarzach, śnijcie o nich i w ogóle moje słodziaki :*
niedziela, 20 stycznia 2013
36. Somewhere over the rainbow
Ben wrócił z zakupów z chłopakami i gdy zobaczył mnie siedzącą przed pokojem tylko zrobił wielkiego facepalma i podbiegł do mnie
-Przepraszam, zapomniałem, przepraszam..- zaczął szukać kluczy
-Przestań, nawet wygodnie się mi siedziało..- podniosłam tyłek z podłogi i zabrałam reklamówkę od chłopaków, której Ben nawet nie zauważył, bo.. zaczął mnie całować.
-Tęskniłem-
-Nie było mnie tylko parę dni-
-Liczyłem na inną odpowiedz..- powiedział muskając moją szyję.
-Nie miałam czasu tęsknić, sam wiesz co tu się dzieje..-
Nie odpowiedział tylko zachłannie wpił się w moje usta i oparł plecami o ścianę. Jego dłonie błądziły po moich plecach, pośladkach i udach. Wskoczyłam mu na biodra i zaniósł mnie do łóżka, byliśmy tak stęsknieni, że szybko zrywaliśmy z siebie ubrania...
Po wszystkim leżąc i ciężko oddychając na łóżku ktoś zapukał do drzwi, szybko narzuciłam na siebie jakieś ciuchy, a Ben poszedł do łazienki.
-Co tak długo ?- usłyszałam gdy tylko otworzyłam drzwi. Ale gdy tylko Igła zobaczył moje rozczochrane włosy szybko domyślił się co się działo zanim przyszedł.
-Tak wyszło..- zaczerwieniłam się.
-Spoko, nie tłumacz się- zaśmiał się Igła - nic co ludzkie nie jest mi obce, ale i tak potrzebujemy Ciebie, to znaczy Was na dole-
-Ok, zaraz zejdziemy.-
Weszliśmy do kuchni i zobaczyliśmy co tam sie dzieje, nikt nad niczym nie panował..
-Ej ludzie!- aż podskoczyłam, gdy Ben krzyknął, ale w chwili się wszyscy uspokoili i spojrzeli na nas, czego mój kochany chyba się nie spodziewał bo wydał się być zakłopotany - no więc.. yyy Emma chce coś powiedzieć- i popatrzył na mnie
-Ja?! A no tak.. Więc podzielmy się na grupy- powiedziałam - kto ma jakieś pojęcie o elektryczności ? Ktoś umie gotować? Ktoś ma jakiś zmysł do robienia dekoracji ? Ktoś zna jakieś gry i zabawy ?-
Parę osób się zglosiło, jednak musiałam przydzielić części zadania, nie wiem czy tacy skromni są że przyznać się nie chcieli czy na serio nic nie umieją..W kuchni jakieś przekąski przygotowywały Paulina, Dagmara, Aga i parę innych dziewczyn, Ben z paroma siatkarzami starali się podłączyć jakiś sprzęt który był na sali do ich laptopów i coś zrobili z oświetleniem, ja z dziewczyną Możdżonka i paroma wyższymi osobnikami przygotowywaliśmy dekoracje, iście pod wieczory panieńskie
Część gości poszła już się przygotowywać do wieczoru, część siedziała i roiła listę gier które możemy przeprowadzić, a w zasadzie ja poprowadzę, gdyż przez Jarosza i Kurasia wszyscy naraz zaczęli głosować właśnie na mnie..
W kuchni przystawki czekały na półmiskach, wymyśliliśmy, że zrobimy wielkie pizze sami, taniej nas to wyjdzie. Dlatego może nie zdziwił mnie fakt, gdy weszłam do kuchni i zobaczyłam Aleksa i Cupka całych w mące..
-Co wy tu rob...-
-Przyjechali niedawno i chcieli pomóc to ... no wyrabiają sobie ciasto- powiedziała Paulina ledwo hamując śmiech.
-Hello, nice to meet you guys!- pomachałam im, a oni tylko kiwnęli głową i wyszczerzyli się od ucha do ucha.
-Za 10 minut wszystko bedzie gotowe, póżniej tylko włożyć do pieca, więc możesz iść się szykować jak chcesz- powiedział Bartek
-Co Ty taki miły się zrobiłeś?-
-Już Ty wiesz czemu potrzebujesz więcej czasu..- i posłał mi porozumiewawcze spojrzenie
**
-Emma, Emma !-
-Tak ?-
-Pomogłabyś mi z makijażem ? No nie tylko mi ?- Zza pleców Kamy zobaczyłam jeszcze parę dziewczyn
-Ale się nie wyrobimy..-
-Ale my tylko potrzebujemy paru wskazówek..-
-A może każda z nas użyje czerwonej szminki ? taki element który bedzie łączył nas wszystkie-
-Dobry pomysł!-
Poszłam z dziewczynami do mojego pokoju, dobrałam do każdej odpowiedni odcień, nałożyłam bazę, żeby szminka się trzymała dłużej, dałam parę wskazówek jak się pomalować, żeby powiększyć oczy itp. Gdy dziewczyny wychodziły, do pokoju weszła Kama.
-Emma...- zaczęła
-Siadać i dawaj tą swoją buźkę, zaraz coś na niej wyczaruję- zaśmiałam się, w końcu przyszłej pannie młodej nie wolno odmawiać.
Zrobiłam jej kuszący, ale nie wyzywający makijaż, obowiązkowo pomalowałam usta czerwona szminką. Gdy wychodziła zobaczyłam że zostało mi 15 minut..
-Pięknie, jeszcze się spóźnię..- powiedziałam do siebie - Ben ?! gdzie Ty jesteś ?-
-Wołałaś mnie ? - wbiegł zdyszany do pokoju
-Gdzie Ty byłeś ?-
-Byłem u .. taki wysoki.. śmieszny, troche rudy, zapomniałem jak sie nazywa, bo było tam nas więcej..- trochę się mieszał - no ale umyłem się przynajmniej, bo tu było tyle osób, że chyba bym nie doszedł do łazienki dzisiaj..-
- U Jarskiego ? Piliście..-
-Ta Jarski, dokładnie! Oj tam kochanie po kieliszeczku tylko- uśmiechnął się
-Hahah uważaj na siebie, dawno nie piłeś, a oni to raczej mocni zawodnicy- smoknęłam go w policzek
-Uważam uważam mamusiu, a teraz Ty sie szykuj, a ja już idę na dół, pomogę coś może- i tyle go widziałam
Włączyłam sobie muzykę z telefonu i poszłam pod prysznic, szybko umyłam głowę i ciało, owinęłam siew ręcznik i stanęłam przed lustrem.. mój makijaż musiał pasować do mojego stroju, który przyszykowali mi siatkarze.. Zrobiłam kreski, doczepiłam rzęsy, na policzki trochę brokatu, tak samo na dekolt. Teraz trzeba się ubrać.. Wyszłam z łazienki i dostałam prawie zawału
-Co Ty tu robisz?!-
-Czekam na Ciebie. tak jak w sumie większość na dole.-
-Co ? Czemu ?-
-Masz 15 minut spóźnienia, Ben powiedział że tu jesteś, no i.... chciałem Cię zobaczyć jako pierwszy w tym swoim stroju.- próbował stłumić swój śmiech
-Śmiej się kurwa śmiej, jeszcze pożałujesz Bartman!-
-A tak poza tym, to ładnie śpiewasz-
-Spadaj!- rzuciłam w niego rajstopami
-To Ci chyba będzie potrzebne- odrzucił je w moją stronę
Zabrałam rzeczy i weszłam do łazienki... Matko, kto mi kazał się z nimi zakładać... Ubrałam to co mi przynieśli, całkiem nieźle wyglądałam, jednak troche było mi głupio w tym wyjść do ludzi
-Bartman!-
-Co? Pomóc Ci ubrać ogonek ?-
-Zamknij się kurde, idź na dół, nalej wszystkim, wznieście toast za przyszłą młodą parę-
-A Ty?-
-A ja zaraz dołączę, tylko daj im wszystkim troche alkoholu!- zaśmiałam się
-Nie pokażesz mi się ?- powiedział z udawanym smutkiem
-Nie, idź tam lepiej to za chwile zobaczysz.-
Wyglądałam mniej więcej T A K , ogonek na tyłku, body, mankiety, kołnierzyk, kabaretki i uszka..
-Już ja im się odpłacę- pomyślałam, głęboko odetchnęłam i wyszłam z pokoju.
Z daleka dobiegały do mnie głosy zabawy, grająca muzyka, gwar rozmów i zapach jedzenia i wódki.
Przydałby mi się taki shot na odwagę, dlatego lekko się przestraszyłam gdy zobaczyłam przed sobą Kurka z Jaroszem i butelką wódki.
-Pięknie wyglądasz, króliczku-
-Zabije Was, nie mogliście nic innego wymyślić ? Albo coś wygodniejszego i więcej zakrywającego?-
-Masz napij się na odwagę, bo my i tak nie zmienimy zdania, spędzisz w tym stroju resztę wieczoru, będzie fajnie- zaśmiali się, przechyliłam kieliszek, wyrwałam butelkę Jaroszowi, nalałam sobie drugi i też wypiłam. Później otworzyłam drzwi prowadzące na sale z której dobiegały hałasy. Że też akurat w momencie mojego wejścia musiała się zmienić piosenką i wszyscy popatrzyli na mnie..
~~~~
takie troche masło maślane, ale lepiej tego nie umiałam opisać. Teraz dopiero się zacznie zabawa :) Egzaminy, a ja pisze rozdziały, o wiele to wolę niż naukę.. Psychologio zgiń !
Buziaki dla wszystkich, polecajcie dalej, komentujcie i uśmiechajcie się :*
-Przepraszam, zapomniałem, przepraszam..- zaczął szukać kluczy
-Przestań, nawet wygodnie się mi siedziało..- podniosłam tyłek z podłogi i zabrałam reklamówkę od chłopaków, której Ben nawet nie zauważył, bo.. zaczął mnie całować.
-Tęskniłem-
-Nie było mnie tylko parę dni-
-Liczyłem na inną odpowiedz..- powiedział muskając moją szyję.
-Nie miałam czasu tęsknić, sam wiesz co tu się dzieje..-
Nie odpowiedział tylko zachłannie wpił się w moje usta i oparł plecami o ścianę. Jego dłonie błądziły po moich plecach, pośladkach i udach. Wskoczyłam mu na biodra i zaniósł mnie do łóżka, byliśmy tak stęsknieni, że szybko zrywaliśmy z siebie ubrania...
Po wszystkim leżąc i ciężko oddychając na łóżku ktoś zapukał do drzwi, szybko narzuciłam na siebie jakieś ciuchy, a Ben poszedł do łazienki.
-Co tak długo ?- usłyszałam gdy tylko otworzyłam drzwi. Ale gdy tylko Igła zobaczył moje rozczochrane włosy szybko domyślił się co się działo zanim przyszedł.
-Tak wyszło..- zaczerwieniłam się.
-Spoko, nie tłumacz się- zaśmiał się Igła - nic co ludzkie nie jest mi obce, ale i tak potrzebujemy Ciebie, to znaczy Was na dole-
-Ok, zaraz zejdziemy.-
Weszliśmy do kuchni i zobaczyliśmy co tam sie dzieje, nikt nad niczym nie panował..
-Ej ludzie!- aż podskoczyłam, gdy Ben krzyknął, ale w chwili się wszyscy uspokoili i spojrzeli na nas, czego mój kochany chyba się nie spodziewał bo wydał się być zakłopotany - no więc.. yyy Emma chce coś powiedzieć- i popatrzył na mnie
-Ja?! A no tak.. Więc podzielmy się na grupy- powiedziałam - kto ma jakieś pojęcie o elektryczności ? Ktoś umie gotować? Ktoś ma jakiś zmysł do robienia dekoracji ? Ktoś zna jakieś gry i zabawy ?-
Parę osób się zglosiło, jednak musiałam przydzielić części zadania, nie wiem czy tacy skromni są że przyznać się nie chcieli czy na serio nic nie umieją..W kuchni jakieś przekąski przygotowywały Paulina, Dagmara, Aga i parę innych dziewczyn, Ben z paroma siatkarzami starali się podłączyć jakiś sprzęt który był na sali do ich laptopów i coś zrobili z oświetleniem, ja z dziewczyną Możdżonka i paroma wyższymi osobnikami przygotowywaliśmy dekoracje, iście pod wieczory panieńskie
- Słomki w kształcie penisków, nawet te święcące w ciemności
- Niektóre balony były.. z gumek
- Plakaty z roznegliżowanymi panienkami, Kurek się przy nich upierał
- Boa, piórka i czerwone lampki które nadawały atmosferę temu miejscu.
Część gości poszła już się przygotowywać do wieczoru, część siedziała i roiła listę gier które możemy przeprowadzić, a w zasadzie ja poprowadzę, gdyż przez Jarosza i Kurasia wszyscy naraz zaczęli głosować właśnie na mnie..
W kuchni przystawki czekały na półmiskach, wymyśliliśmy, że zrobimy wielkie pizze sami, taniej nas to wyjdzie. Dlatego może nie zdziwił mnie fakt, gdy weszłam do kuchni i zobaczyłam Aleksa i Cupka całych w mące..
-Co wy tu rob...-
-Przyjechali niedawno i chcieli pomóc to ... no wyrabiają sobie ciasto- powiedziała Paulina ledwo hamując śmiech.
-Hello, nice to meet you guys!- pomachałam im, a oni tylko kiwnęli głową i wyszczerzyli się od ucha do ucha.
-Za 10 minut wszystko bedzie gotowe, póżniej tylko włożyć do pieca, więc możesz iść się szykować jak chcesz- powiedział Bartek
-Co Ty taki miły się zrobiłeś?-
-Już Ty wiesz czemu potrzebujesz więcej czasu..- i posłał mi porozumiewawcze spojrzenie
**
-Emma, Emma !-
-Tak ?-
-Pomogłabyś mi z makijażem ? No nie tylko mi ?- Zza pleców Kamy zobaczyłam jeszcze parę dziewczyn
-Ale się nie wyrobimy..-
-Ale my tylko potrzebujemy paru wskazówek..-
-A może każda z nas użyje czerwonej szminki ? taki element który bedzie łączył nas wszystkie-
-Dobry pomysł!-
Poszłam z dziewczynami do mojego pokoju, dobrałam do każdej odpowiedni odcień, nałożyłam bazę, żeby szminka się trzymała dłużej, dałam parę wskazówek jak się pomalować, żeby powiększyć oczy itp. Gdy dziewczyny wychodziły, do pokoju weszła Kama.
-Emma...- zaczęła
-Siadać i dawaj tą swoją buźkę, zaraz coś na niej wyczaruję- zaśmiałam się, w końcu przyszłej pannie młodej nie wolno odmawiać.
Zrobiłam jej kuszący, ale nie wyzywający makijaż, obowiązkowo pomalowałam usta czerwona szminką. Gdy wychodziła zobaczyłam że zostało mi 15 minut..
-Pięknie, jeszcze się spóźnię..- powiedziałam do siebie - Ben ?! gdzie Ty jesteś ?-
-Wołałaś mnie ? - wbiegł zdyszany do pokoju
-Gdzie Ty byłeś ?-
-Byłem u .. taki wysoki.. śmieszny, troche rudy, zapomniałem jak sie nazywa, bo było tam nas więcej..- trochę się mieszał - no ale umyłem się przynajmniej, bo tu było tyle osób, że chyba bym nie doszedł do łazienki dzisiaj..-
- U Jarskiego ? Piliście..-
-Ta Jarski, dokładnie! Oj tam kochanie po kieliszeczku tylko- uśmiechnął się
-Hahah uważaj na siebie, dawno nie piłeś, a oni to raczej mocni zawodnicy- smoknęłam go w policzek
-Uważam uważam mamusiu, a teraz Ty sie szykuj, a ja już idę na dół, pomogę coś może- i tyle go widziałam
Włączyłam sobie muzykę z telefonu i poszłam pod prysznic, szybko umyłam głowę i ciało, owinęłam siew ręcznik i stanęłam przed lustrem.. mój makijaż musiał pasować do mojego stroju, który przyszykowali mi siatkarze.. Zrobiłam kreski, doczepiłam rzęsy, na policzki trochę brokatu, tak samo na dekolt. Teraz trzeba się ubrać.. Wyszłam z łazienki i dostałam prawie zawału
-Co Ty tu robisz?!-
-Czekam na Ciebie. tak jak w sumie większość na dole.-
-Co ? Czemu ?-
-Masz 15 minut spóźnienia, Ben powiedział że tu jesteś, no i.... chciałem Cię zobaczyć jako pierwszy w tym swoim stroju.- próbował stłumić swój śmiech
-Śmiej się kurwa śmiej, jeszcze pożałujesz Bartman!-
-A tak poza tym, to ładnie śpiewasz-
-Spadaj!- rzuciłam w niego rajstopami
-To Ci chyba będzie potrzebne- odrzucił je w moją stronę
Zabrałam rzeczy i weszłam do łazienki... Matko, kto mi kazał się z nimi zakładać... Ubrałam to co mi przynieśli, całkiem nieźle wyglądałam, jednak troche było mi głupio w tym wyjść do ludzi
-Bartman!-
-Co? Pomóc Ci ubrać ogonek ?-
-Zamknij się kurde, idź na dół, nalej wszystkim, wznieście toast za przyszłą młodą parę-
-A Ty?-
-A ja zaraz dołączę, tylko daj im wszystkim troche alkoholu!- zaśmiałam się
-Nie pokażesz mi się ?- powiedział z udawanym smutkiem
-Nie, idź tam lepiej to za chwile zobaczysz.-
Wyglądałam mniej więcej T A K , ogonek na tyłku, body, mankiety, kołnierzyk, kabaretki i uszka..
-Już ja im się odpłacę- pomyślałam, głęboko odetchnęłam i wyszłam z pokoju.
Z daleka dobiegały do mnie głosy zabawy, grająca muzyka, gwar rozmów i zapach jedzenia i wódki.
Przydałby mi się taki shot na odwagę, dlatego lekko się przestraszyłam gdy zobaczyłam przed sobą Kurka z Jaroszem i butelką wódki.
-Pięknie wyglądasz, króliczku-
-Zabije Was, nie mogliście nic innego wymyślić ? Albo coś wygodniejszego i więcej zakrywającego?-
-Masz napij się na odwagę, bo my i tak nie zmienimy zdania, spędzisz w tym stroju resztę wieczoru, będzie fajnie- zaśmiali się, przechyliłam kieliszek, wyrwałam butelkę Jaroszowi, nalałam sobie drugi i też wypiłam. Później otworzyłam drzwi prowadzące na sale z której dobiegały hałasy. Że też akurat w momencie mojego wejścia musiała się zmienić piosenką i wszyscy popatrzyli na mnie..
~~~~
takie troche masło maślane, ale lepiej tego nie umiałam opisać. Teraz dopiero się zacznie zabawa :) Egzaminy, a ja pisze rozdziały, o wiele to wolę niż naukę.. Psychologio zgiń !
Buziaki dla wszystkich, polecajcie dalej, komentujcie i uśmiechajcie się :*
piątek, 4 stycznia 2013
35. Is there any way that i could stay in your arms ?
Zjedliśmy jak zawsze pyszną jajecznicę, Zbyszek ciągle nie chciał mi zdradzić tajemnego składnika o co prawie sie pokłóciliśmy. Nasze krzyki widocznie obudziły Igłę, bo lekko zaspany wszedł do kuchni.
-Czemu tak głośno..- skrzywił się
-Oj Krzysiu.. trzeba tyle nie pić tyle chyba- mówiąc to poklepał go po plecach
-Stary, ratuj mnie, bo chyba zaraz umrę.. a coś mi się wydaje że nie tylko ja- powiedział, bo do kuchni wszedł Kubiak, cały rozczochrany
-Oj ja widzę, że chyba trzeba zajść do sklepu po jogurciki bo zaraz nam tu poumieracie- powiedział, złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą.
-W pore się zmyliśmy, zaraz przyjdzie reszta jęczących.-
-Jesteś taki nieczuły! Zamiast im współczuć..-
-Ej no ale myśmy też pili, a tak nie wyglądamy. Więc trzeba mieć umiar kochana- uśmiechnął się i otworzył mi drzwi. -A teraz uratujmy ich, bo zamierzam się dobrze bawić na panieńsko kawalerskim!-
Wróciliśmy do kuchni i zobaczyliśmy masę zwieszonych głów. Zbyszek otworzył drzwi i zawołał
-Mam coś dla Was!-
-Nie tak głośno!-
-Pojebało Cię ? -
-Oj tam, oj tam, nie narzekajcie. Zaraz ożyjecie i bierzemy się za sprzątanie, bo gdyby właściciel to widział..- powiedziałam, a Zbyszek rozdał jogurty i maślanki. Wszyscy rzucili się i pili, po chwili
-Zbychu, jesteś naszym bogiem..-
Sprzątaliśmy chwilę, na kacu na serio ciężko to idzie.. Co chwile słyszeliśmy tylko jak Kama poucza reszte, że mają się nie obijać, tylko sprzątać. Wynosiłam właśnie śmieci na tyły budynku gdy zobaczyłam z dala nadjeżdżające auto, i to nie byle jakie auto tylko... nasze auto!
Szybko rzuciłam worek i pobiegłam w stronę wejścia. Stanęłam na ganku i patrzyłam jak nadjeżdża Ben.. z Asią!! stanęłam jak wmurowana i zdążyłam tylko powiedzieć
-Co do chole..- gdy na ganek wyszedł Zbyszek z komórką przy uchu
-No widzę, widzę. Czekam.-
Popatrzyłam na niego lekko zdziwiona..
-Asi popsuło się auto po drodze, a że akurat jechał Ben to chciał jej pomóc i się zgadali że jadą w to samo miejsce i zostawili auto na najbliższym parkingu-
-Aa..- kiwnęłam głową i zeszłam ze schodków..
Ben wyszedł z auta i podszedł do mnie. Wziął mnie za ręce i okręcił dookoła i pocałował.
-Co Ty tu robisz tak wcześnie ? -
-Mile mnie witasz..- zaśmiał się i położył na ziemi.- Gdybyś miała włączony telefon to wiedziałabyś że jadę, bo Błażej dał mi wolne-
-No tak.. pewnie jest gdzieś w pokoju..-
-To ja się mogę martwić.. Dobrze ze Asię spotkałem, nie musiałem się już tak martwić, bo zadzwoniła do Zbyszka..- Złapałam go za rękę i pociągnęłam za sobą. Po drodze zobaczyłam uwieszoną na szyi Bartmana Asię i jego który wlepiał w nią swoje zielone ślepia.
-Chodźmy, każde ręce się przydadzą do sprzątania..-
-O nie nie nie kochanie! Ben się zatrzymał, ja z Asią zabierzemy bagaże i się rozpakujemy, a wy naśmieciliście to posprzątacie- zaśmiał się i mrugnął do Aśki.
-To niesprawiedliwe!- skrzywił się Zibi. Asia wspięła się na palce i cmoknęła go w policzek, po czym udała się w stronę samochodu, by po chwili wyciągnąć z niego wielki worek na ubrania, pewnie ze swoją kreacją.
Przysunęłam się do Zbyszka
-Daj mi mój klucz-powiedziałam
-O kurde, faktycznie ja go mam- zrobił zaskoczone oczy, wyjął klucz z tylnej kieszeni, z innej wyciągnął swój i rzucił do Bena i Aśki, instruując gdzie znajdują się pokoje.
Chwile jeszcze posprzątaliśmy, ale podczas naszej nieobecności siatkarze dali sobię doskonale radę.
-Gotowe- rzucił radosny Kubiak i wskoczył Zibiemu na plecy. Ten tylko się skrzywił z bólu, ale pobiegł z Kubiakiem na rundkę dookoła stołu.
-Słuchajcie, jest sprawa- powiedział ak głośno Zati, że nawet śmiejący się do szaleństwa Kubiak i Igła przestali na moment. W tym czasie do kuchni zeszli roześmiani Ben i Aśka - może dziewczyny zrobią listę co nam jest potrzebne na dzisiejszy wieczór, my zajdziemy na zakupy, podzielimy się na grupy i przygotujemy nasz panieńsko-kawalerski wieczór część pierwsza ? Najlepiej zrobić zakupy na jutrzejszy poranek i jutrzejszy dzień, żeby móc się lenic resztę czasu.-
-Ty to masz łeb stary.- poklepał go po plecach Wlazły
-Dobra dziewczyny, to robimy listę zakupów- zawołała Paulina W. i wokół niej utworzyło się koło wzajemnej adoracji.
Stworzyłyśmy listę co może być nam potrzebne. Złożyliśmy się, bo stwierdziliśmy, że to w naszej intencji jest zorganizowanie takiego wieczoru. Odesłaliśmy przyszłe małżeństwo do ich apartamentu i obiecaliśmy, że zajmiemy się wszystkim i nie mają się o co martwić. Kama tylko przewróciła oczami i spojrzała na Kurka i Jarosza szepczącego coś na boku..
**
W drodze do pokoju zatrzymał mnie Winiar, który szedł pod rękę z żoną
-Mała pamiętaj co mi obiecałaś-
-Ja Ci obiecywałam? To Ty mi obiecałeś!- Dagmara podejrzanie na nas patrzyła i zapytała
-Czy mogę dowiedzieć się o czym mówicie?!-
-Po prostu mamy jeden obiecany taniec.. Spokojnie kochanie- cmoknął ją w policzek, puścił mi oczko i poszedł.
Po drodze zobaczyłam Bartmana z Aśką, Cichego Pita który biegł spóźniony za chłopakami go sklepu, Igłę z aparatem, który biegł za nim i krzyczał, żeby poczekał. Stanęłam przed jednym z okien z widokiem na wjazd i zobaczyłam parkujący samochód. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom- wysiadł z niego sam Łukasz Żygadło z żoną, szczena mi opadła. Jeden z najlepszych rozgrywających Polski... pokręciłam trochę głową z niedowierzaniem i poszłam.
Stałam przed pokojem, ale nie mogłam go otworzyć, bo mój mistrz Ben zabrał klucze ze sobą i poszedł do sklepu z siatkarzami. Nagle ktoś złapał mnie od tyłu, zasłonił usta i trzymał za ręce, i prowadził w kierunku jakiegoś pokoju. Usłyszałam tylko śmiechy i chichy, i poznałam do kogo należą...
Gdy tylko mnie puścili powiedziałam
-Jarosz! Kurek! idioto ! chcecie żebym zawału dostała ? -
-Nie hahaha.. my tylko... hahhaa- Kuba nie mógł się opanować
-Wymyśliliśmy co masz zrobić....- Bartek pękał ze śmiechu.
-Więc cwaniaczki, co macie dla mnie ? -
-Choć z nami do pokoju to wszystkiego się dowiesz- tajemniczo powiedział Bartek i pociągnął mnie za sobą do wielkiego pokoju w którym był zakwaterowany i pokazał mi tajemniczą torbę...
-Wiesz co trzeba z tym zrobić?- pokiwał głową i wystawił za drzwi
"już ja im pokaże' pomyślałam..
~~
Wszystkiego dobrego kochane w 2013, żeby ta 13 nie była pechowa dla nikogo :*
znowu taka przerwa... przepraszam, jedynie to słowo kolejny raz przychodzi mi do głowy.. aktualnie siedzę w domu, cały czas na tyłku bo...
-Czemu tak głośno..- skrzywił się
-Oj Krzysiu.. trzeba tyle nie pić tyle chyba- mówiąc to poklepał go po plecach
-Stary, ratuj mnie, bo chyba zaraz umrę.. a coś mi się wydaje że nie tylko ja- powiedział, bo do kuchni wszedł Kubiak, cały rozczochrany
-Oj ja widzę, że chyba trzeba zajść do sklepu po jogurciki bo zaraz nam tu poumieracie- powiedział, złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą.
-W pore się zmyliśmy, zaraz przyjdzie reszta jęczących.-
-Jesteś taki nieczuły! Zamiast im współczuć..-
-Ej no ale myśmy też pili, a tak nie wyglądamy. Więc trzeba mieć umiar kochana- uśmiechnął się i otworzył mi drzwi. -A teraz uratujmy ich, bo zamierzam się dobrze bawić na panieńsko kawalerskim!-
Wróciliśmy do kuchni i zobaczyliśmy masę zwieszonych głów. Zbyszek otworzył drzwi i zawołał
-Mam coś dla Was!-
-Nie tak głośno!-
-Pojebało Cię ? -
-Oj tam, oj tam, nie narzekajcie. Zaraz ożyjecie i bierzemy się za sprzątanie, bo gdyby właściciel to widział..- powiedziałam, a Zbyszek rozdał jogurty i maślanki. Wszyscy rzucili się i pili, po chwili
-Zbychu, jesteś naszym bogiem..-
Sprzątaliśmy chwilę, na kacu na serio ciężko to idzie.. Co chwile słyszeliśmy tylko jak Kama poucza reszte, że mają się nie obijać, tylko sprzątać. Wynosiłam właśnie śmieci na tyły budynku gdy zobaczyłam z dala nadjeżdżające auto, i to nie byle jakie auto tylko... nasze auto!
Szybko rzuciłam worek i pobiegłam w stronę wejścia. Stanęłam na ganku i patrzyłam jak nadjeżdża Ben.. z Asią!! stanęłam jak wmurowana i zdążyłam tylko powiedzieć
-Co do chole..- gdy na ganek wyszedł Zbyszek z komórką przy uchu
-No widzę, widzę. Czekam.-
Popatrzyłam na niego lekko zdziwiona..
-Asi popsuło się auto po drodze, a że akurat jechał Ben to chciał jej pomóc i się zgadali że jadą w to samo miejsce i zostawili auto na najbliższym parkingu-
-Aa..- kiwnęłam głową i zeszłam ze schodków..
Ben wyszedł z auta i podszedł do mnie. Wziął mnie za ręce i okręcił dookoła i pocałował.
-Co Ty tu robisz tak wcześnie ? -
-Mile mnie witasz..- zaśmiał się i położył na ziemi.- Gdybyś miała włączony telefon to wiedziałabyś że jadę, bo Błażej dał mi wolne-
-No tak.. pewnie jest gdzieś w pokoju..-
-To ja się mogę martwić.. Dobrze ze Asię spotkałem, nie musiałem się już tak martwić, bo zadzwoniła do Zbyszka..- Złapałam go za rękę i pociągnęłam za sobą. Po drodze zobaczyłam uwieszoną na szyi Bartmana Asię i jego który wlepiał w nią swoje zielone ślepia.
-Chodźmy, każde ręce się przydadzą do sprzątania..-
-O nie nie nie kochanie! Ben się zatrzymał, ja z Asią zabierzemy bagaże i się rozpakujemy, a wy naśmieciliście to posprzątacie- zaśmiał się i mrugnął do Aśki.
-To niesprawiedliwe!- skrzywił się Zibi. Asia wspięła się na palce i cmoknęła go w policzek, po czym udała się w stronę samochodu, by po chwili wyciągnąć z niego wielki worek na ubrania, pewnie ze swoją kreacją.
Przysunęłam się do Zbyszka
-Daj mi mój klucz-powiedziałam
-O kurde, faktycznie ja go mam- zrobił zaskoczone oczy, wyjął klucz z tylnej kieszeni, z innej wyciągnął swój i rzucił do Bena i Aśki, instruując gdzie znajdują się pokoje.
Chwile jeszcze posprzątaliśmy, ale podczas naszej nieobecności siatkarze dali sobię doskonale radę.
-Gotowe- rzucił radosny Kubiak i wskoczył Zibiemu na plecy. Ten tylko się skrzywił z bólu, ale pobiegł z Kubiakiem na rundkę dookoła stołu.
-Słuchajcie, jest sprawa- powiedział ak głośno Zati, że nawet śmiejący się do szaleństwa Kubiak i Igła przestali na moment. W tym czasie do kuchni zeszli roześmiani Ben i Aśka - może dziewczyny zrobią listę co nam jest potrzebne na dzisiejszy wieczór, my zajdziemy na zakupy, podzielimy się na grupy i przygotujemy nasz panieńsko-kawalerski wieczór część pierwsza ? Najlepiej zrobić zakupy na jutrzejszy poranek i jutrzejszy dzień, żeby móc się lenic resztę czasu.-
-Ty to masz łeb stary.- poklepał go po plecach Wlazły
-Dobra dziewczyny, to robimy listę zakupów- zawołała Paulina W. i wokół niej utworzyło się koło wzajemnej adoracji.
Stworzyłyśmy listę co może być nam potrzebne. Złożyliśmy się, bo stwierdziliśmy, że to w naszej intencji jest zorganizowanie takiego wieczoru. Odesłaliśmy przyszłe małżeństwo do ich apartamentu i obiecaliśmy, że zajmiemy się wszystkim i nie mają się o co martwić. Kama tylko przewróciła oczami i spojrzała na Kurka i Jarosza szepczącego coś na boku..
**
W drodze do pokoju zatrzymał mnie Winiar, który szedł pod rękę z żoną
-Mała pamiętaj co mi obiecałaś-
-Ja Ci obiecywałam? To Ty mi obiecałeś!- Dagmara podejrzanie na nas patrzyła i zapytała
-Czy mogę dowiedzieć się o czym mówicie?!-
-Po prostu mamy jeden obiecany taniec.. Spokojnie kochanie- cmoknął ją w policzek, puścił mi oczko i poszedł.
Po drodze zobaczyłam Bartmana z Aśką, Cichego Pita który biegł spóźniony za chłopakami go sklepu, Igłę z aparatem, który biegł za nim i krzyczał, żeby poczekał. Stanęłam przed jednym z okien z widokiem na wjazd i zobaczyłam parkujący samochód. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom- wysiadł z niego sam Łukasz Żygadło z żoną, szczena mi opadła. Jeden z najlepszych rozgrywających Polski... pokręciłam trochę głową z niedowierzaniem i poszłam.
Stałam przed pokojem, ale nie mogłam go otworzyć, bo mój mistrz Ben zabrał klucze ze sobą i poszedł do sklepu z siatkarzami. Nagle ktoś złapał mnie od tyłu, zasłonił usta i trzymał za ręce, i prowadził w kierunku jakiegoś pokoju. Usłyszałam tylko śmiechy i chichy, i poznałam do kogo należą...
Gdy tylko mnie puścili powiedziałam
-Jarosz! Kurek! idioto ! chcecie żebym zawału dostała ? -
-Nie hahaha.. my tylko... hahhaa- Kuba nie mógł się opanować
-Wymyśliliśmy co masz zrobić....- Bartek pękał ze śmiechu.
-Więc cwaniaczki, co macie dla mnie ? -
-Choć z nami do pokoju to wszystkiego się dowiesz- tajemniczo powiedział Bartek i pociągnął mnie za sobą do wielkiego pokoju w którym był zakwaterowany i pokazał mi tajemniczą torbę...
-Wiesz co trzeba z tym zrobić?- pokiwał głową i wystawił za drzwi
"już ja im pokaże' pomyślałam..
~~
Wszystkiego dobrego kochane w 2013, żeby ta 13 nie była pechowa dla nikogo :*
znowu taka przerwa... przepraszam, jedynie to słowo kolejny raz przychodzi mi do głowy.. aktualnie siedzę w domu, cały czas na tyłku bo...
sobota, 17 listopada 2012
34. Za każdą chwilę z Tobą oddałbym to co najdroższe maleńka..
Weszliśmy z uśmiechami na taras, ciągle trzymając się za rękę. Nawet nie zauważyłam, że to robimy, to było takie naturalne. Dopiero jak nawalony Cichy Pit powiedział, że ładnie wyglądamy, zorientowaliśmy się o co chodzi i lekko od siebie odsunęliśmy zawstydzeni. Dobrze, że większość poszła do kuchni po zapasy chipsów i alkoholu
-No to pijemy- krzyknął Igła niosąc butelkę wódki.
-No to pijemy..- powiedział Zibi i usiadł na wolnym miejscu koło Kubiaka, a ja po skosie na ławce koło Kamili. Igła od razu stwierdził, że musi nam nalać 'karniaki' bo jesteśmy do tyłu. Wypiliśmy po 3 shoty na szybko, bo więcej w tak krótkim czasie mogłoby mnie zabić przecież :)
Impreza się rozkręcała, tym co byli wcześniej dużo do szczescia nie było potrzebne, gdyż swoje już każdy miał wlane. Mi przyjemnie szumiało w głowie, dlatego zgodziłam się na spacer z Kamą.
Odeszłyśmy kawałek i Kama zaczęła
-Ja wiem, że mam już coś wlane i w ogóle... ale pasujecie do siebie ze Zbyszkiem-
-Co ? Hahaha też Cie kocham Mała - cmoknęłam w powietrzu
-Jak mogłoby być mi źle z kimś takim, cały czas się dziwię, że mnie to spotkało w ogóle.. Jak bajka. No ale mów mi jak Ty się czujesz, w końcu w sobotę najważniejszy dzień życia..-
-Nawet nie mów, stres jest, ale dobrze że jesteście tu wszyscy, przynajmniej nie wariuję, jak co godzinę ktoś inny każe mi się uspokoić - zaśmiała się i powoli wracałyśmy na taras, gdzie zaczęłam grać jakaś muzyka. Z daleka podbiegł do nas Igła z Pitem i zaciągnęli do tańca. Wszyscy już ledwo trzymali się na nogach, ja już też powoli zaczynałam odlatywać, bo podczas tańca Kurek częstował nas jeszcze shotami. W końcu film mi się urwał.
Obudziłam się rano ledwo żywa, no ale nie takie kace w życiu się już przeżyło. Tyle że ten kac był inny, strasznie ciężki... Powoli otworzyłam oko i zobaczyłam sufit, ten sam, pięknie ozdobiony jak wczoraj. Popatrzyłam w prawo- okno, słońce świeci, ptaki śpiewają. Popatrzyłam w lewo... i zobaczyłam wielkie plecy. Pamiętacie jak zobaczyłam plecy Kurka? Niby przesłoniły mi cały świat, ale te... one go przesłaniają dwa razy. Zaczęłam krzyczeć i próbowałam się wydostać, ale byliśmy tak pozawijani kołdrą, że się nie dało
-Matko, jedyna.. Co to się dzieje- mój towarzysz odwrócił się. Zobaczyłam twarz Zbyszka, miała lekko szarawy kolor z nadmiaru alkoholu, pewnie tak samo jak moja, choć ja to mogłam mieć jeszcze rozmazany tusz.
-Co Ty tu robisz?- zapytałam
-O to samo chciałem zapytać Ciebie.-
-Nie wiem, tańczyłam, a reszty nie pamiętam..-
-To tak jak ja...-
-Myślisz, że inni pamiętają ?-
-Biorąc pod uwagę to, że piliśmy z nimi dopiero wieczorem, a oni pili wcześniej, to śmiem wątpić, że ktokolwiek pamięta coś z wczoraj...-
Zrobiłam zamyśloną minę, nagle się przeraziłam i podniosłam kołdrę. Byłam w samej bieliźnie... Z dwojga złego, dobrze że ją miałam.
-Myślisz, że my...-
-Wątpie, że któreś z nas byłoby w stanie- nerwowo zaśmiał się Zbyszek.
-W sumie fakt..- Rozejrzałam się po pokoju i stwierdziłam, że jesteśmy u mnie. Nasze ubrania leżały dookoła, tak jakby coś serio się stało wczoraj.. W całym 'pałacyku' było jeszcze cicho. Leżałam tak chwilę i myślałam co by było gdyby, gdy usłyszałam ciche sapanie. Bartman zasnął. Szturchnęłam go, żeby się obudził, ale to nic nie poskutkowało. Wybudziłam się na tyle, że wydostałam się z łóżka, poszłam do łazienki, nabrałam wody do dwóch kubków, oczywiście lodowatej i udałam się na pokoju. Tam niestety nie zastałam Zbyszka, za to poczułam na plecach coś mokrego. Ten idiota obudziła się jak poszłam i oblał mnie z tyłu butelką z wodą. w odruchu polałam bo jednym kubkiem, chciałam drugim, ale złapał mnie za rękę i nie dopuścił do tego, przepychaliśmy się jeszcze trochę, aż padliśmy na łóżko, a kubek z wodą polał mniej więcej po równo mnie i jego. Biorąc pod uwagę to, że byliśmy w samej bieliźnie, sytuacja wyglądała dwuznacznie.. Śmialiśmy się jak nienormalni, ale zdałam sobie sprawę, że ktoś może nas usłyszeć i zajrzeć do pokoju, a to nie byłoby za dobre. Dlatego zasłoniłam bartmanowe usta dłońmi, ten chąc się wydostać, zaczął mnie lizać po nich.
-hahahaha idiota, nie rób tak- zaczęłam się zwijać ze śmiechu
-No to co mi zakrywasz usta ? -
-Lepiej, żeby nikt nas nie zastał w takiej sytuacji-
Wtedy on lekko uniósł się na łokciach, pomyślał chwilę i wstał.
-No faktycznie.. Dobra to ja lecę do siebie, póki oni śpią, spotkamy się za pół godziny w kuchni ? -
-No dobra, może się wyrobię - pokazałam mu język. On za to szybko ubrał pogniecioną koszulkę i jeansy, resztę zabrał pod pachę i wyszedł.
Leżałam chwilę na mokrym łóżku... eh.. mogłabym tak codziennie..
Jednak nie było co rozmyślać, trzeba iść się umyć. Stanęłam pod prysznicem, włączyłam idealną wodę, umyłam włosy, namydliłam ciało.. Woda tak przyjemnie spływała po moim ciele.. W końcu wyszłam, zmyłam z twarzy resztki wczorajszego dnia i owinięta w ręcznik weszłam do pokoju. Tam zobaczyłam, że kołdra i prześcieradło wisi sobie na balkonie i schnie a koło nich stoi Zbyszek i patrzy na mnie.
-Zamykaj drzwi, każdy mógłby tu wejść.-
-Ja się niczego nie boję.- Podeszłam do niego. - Uwielbiam balkony -
-Dziwna rzecz do uwielbiania- zaśmiał się i obrócił w stronę drzew, łąk i ogólnie pięknego widoku.
-Długo czekasz ? Strasznie fajnie mi się stało pod prysznicem..-
-Chwilę tylko, z ciekawości sprawdziłem czy już poszłaś, ale usłyszałem szum wody, to zostałem.-
-Dzięki za rozwieszenie rzeczy-
-Spoko, przecież też przeze mnie są mokre.- zaśmiał się - No to może się ubierzesz i pójdziemy ? - spojrzał na mnie. No tak, stoję sobie w ręczniku..
-A muszę ? -
-Jak dla mnie to możesz chodzić nawet nago, ale nie wiem jak inni by to odebrali- zaśmiał się i popatrzył w dal. Szybko nałożyłam na siebie bieliznę, krótkie spodenki i luźny t-shirt, włosów nawet nie poczesałam, lekko tylko machnęłam tuszem rzęsy i spryskałam się perfumami.
-Możemy iść - stanęłam w drzwiach łazienki
-Serio jesteś kobietą ? Za szybko się szykujesz - puścił mi oczko
-Poczekaj do soboty, wtedy się pokaże ile na serio zajmuje zrobienie sie na bóstwo.-
-Przekonamy się może nawet szybciej- powiedział tajemniczo- a teraz chodź, na śniadanie, bo już południe.-
-To bardziej obiad może ?-
-Nie, to śniadanie, obiad będzie później, a kolacja to w nocy, bo dzisiaj panieńsko-kawalerski część pierwsza, bo dopiero środa.-
-Będą trzy części?-
-Nie, tylko dwie, w piątek każdy musi dobrze już wyglądać, żeby na sobotę być w idealnym stanie-
-Będą striptizerzy ?-
-Nie wystarczy, że my się rozbierzemy?-
-Hm.. ujdzie..-
-Co ? już ja Ci dam, zbliżył się do mnie, przewiesił przez ramię, zamknął drzwi na klucz, włożył go sobie do kieszeni i poszliśmy na dół. Weszliśmy do kuchni, gdzie panował mały bałagan. Słowo mało to oczywiście ironia, to tak jakby powiedzieć, że Bartman nisko skacze. Odstawił mnie na wysokie barowe krzesło
-Czego sobie Pani życzy ?-
-Hmm może jajecznica z tajemniczym dodatkiem ?-
-Ależ proszę bardzo-
Zabrał się za przygotowanie, ja w tym czasie pozbierałam wszystkie puszki, butelki i opakowania po chipsach do worków. Cześć szklanek wstawiałam do zmywarki, gdy usłyszałam
-Zapraszam do stołu- Odwróciłam się i zobaczyłam mniej więcej to co u siebie, patelnia na środku stołu, dwa widelce i bułeczki.
~~~~
znowu tak długo musiałyście czekać... najgorsze to, że wiem co pisać ale nie chce mi się tego przelewać na ekran.. Ale dokończę to opowiadanie.
przepraszam, wiem że trochę zbyt często powtarzam to słowo. W nagrodę, albo mi się wydaję rozdział jest troche dłuższy :)
Przyjemnego czytania ! :))
niedziela, 28 października 2012
33. Trying not to love you..
P O L E C A M
10000 wyświetleeen !! oh oh oh !!
Dojechaliśmy na miejsce, wcześniej zadzwoniłam do Kamy, że za chwilę będziemy.
-Cześć kochana- rzuciła mi się na szyję i wycałowała, to samo zrobiła z Bartmanem. i nerwowo się śmiała ciągle. Wymieniłam porozumiewawcze spojrzenia z Zibim i wiedzieliśmy, żę na trzeźwo to chyba nikt nie będzie spędzał tu tych ostatnich dni przed weselem..
Podszedł do nas Bartek i pomógł zanieść rzeczy do naszych pokoi, dobrze że on jeszcze w miarę ogarnięty. Weszłam do swojego pokoju, aż mi dech zaparło, wielkie łoże, uroczy stolik, komoda, i fotele, do tego łazienka w uroczym stylu lat 40.. Nagle wparował do niego też Zibi, strasznie podekscytowany
-Wow, Twój też jest taki.. fajny- i rzucił się na łóżko
-No jeeeeeest- przeciągnęłam i wskoczyłam na łóżko koło niego tak, że przyturlał się do mnie, ja straciłam równowagę i stworzyliśmy swego rodzaju krzyżyk. Zaczęliśmy się tak panicznie śmiać, że nie mogliśmy się uspokoić, aż do pokoju wpadła Kama, Jarski, Zati i Cichy Pit. Dziwnie na nas popatrzyli dopóki Pit nie zawołał KANAPKA! i wszyscy rzucili się na nas.. Biedny Zibi na dole, choć leżał na bardzo wygodnym i miękkim łóżku to i tak wydawał z siebie dziwne dźwięki :)
Wszyscy już tak śmiesznie wyglądali, a była dopiero 15.. dlatego stwierdzili, że teraz nasza kolej na wypróbowanie weselnej wódki i zaciągnęli nas na doł do kuchni. W ośrodku nikogo nie było aż do piątku rana, właściciele zostawili go dla nas, bo Kama i Zati chcą urządzić sobie podwójny kawalersko-panieński.
Usiedliśmy wokół wielkiego blatu wypiliśmy po 2 kolejki i ulotniliśmy się jak reszta. Zibi stwierdził, że idziemy na spacer, bo obiecywałam mu jak tam jest pięknie. Wyszliśmy na ganek, który pięknie obrosły jakieś kolorowe pnącza, w takiej scenerii to chyba wszyscy chcieliby brać ślub. Szliśmy chwilę śmiejąc się z Pita który cały czas się uśmiechał z niewiadomego powodu, gdy zobaczyliśmy fontannę w kształcie tańczącej pary. Jak już mówiłam piękny widok, a Zibi stwierdził, że jakbyśmy tak stanęli to wyglądałoby lepiej. Zaczęliśmy się wygłupiać, stanęliśmy na murku i robiliśmy głupie pozycje, jak baletnice, jakieś góralki czy tańczące roboty. Myślałam, że pęknę ze śmiechu, właśnie odstawialiśmy taniec robota, gdy Zibi machnął tak ręką, że straciłam równowagę i ... wpadłam do wody na tyłek. Na początku byłam wściekła i zrobiłam taką minę, ale widząc przerażenie w oczach Zbyszka coś wpadło mi do głowy..
-No podaj mi rękę, masz szczęście że nic mi nie jest- Wyciągnął dłoń, złapałam za nią obiema rękami i pociągnęłam do siebie. Taki plusk, że bałam się że całą woda z fontanny wyleci :D dobrze że wyszliśmy bez telefonów, bo pewnie nie przetrwałyby tego pojedynku, chlapaliśmy się jak małe dzieci, co w moim wypadku jakoś brzmi, ale MAŁE w przypadku BARTMANA to już sprzeczność totalna.. Po wyczerpującej walce usiedliśmy na brzegu murka i patrzyliśmy w zachodzące słońce, dobrze że to sierpień i było gorąco, dlatego ubrania powoli na nas wysychały..
-Asia na serio jest fajna-powiedział nagle
-Czy ja coś mówię?-
-Nie, ale przez to co ja mówiłem o niej może masz o niej jakieś inne zdanie.. -
-Praca jak każda inna, czemu miałabym mieć inne zdanie? Temu że jesteś ZB9 i każda inna dziewczyna siedziałaby na dupie w domu i skakała dookoła Ciebie, bo masz fajną klatę i tatuaż ? no i zarabiasz kupe forsy ? No i w ogóle czemu miałabym mieć dobre zdanie o niej, zależy Ci na tym?- wow, tyle słów w jednej wypowiedzi.
-Serio myślisz, że mam fajną klatę ? - no nie wierzę, że tylko tyle wychwycił z tej wypowiedzi! już miałam coś powiedzieć, kiedy dodał - Tak po prostu jakbyście się polubiły, to może byłaby okazja się częściej widywać..-
-Czyli trzeba jakieś specjalnej okazji, żeby się widywać ?-
-Wcale nie, gdyby się dało to ja bym nawet chętnie z Wami zamieszkał, żeby widzieć codziennie ten dołeczek w Twojej brodzie jak się uśmiechasz.-
-Bartman, bo się zaczerwienię !- poczochrałam go po włosach, żeby rozluźnić atmosferę, bo stawała się trochę niezręczna..
Wstaliśmy i jeszcze trochę mokrzy wróciliśmy do miejsca wyjścia. Z daleka było słychać śmiechy i czuć zapach grilla. Stanęliśmy na ganku w lekkim osłupieniu, a przynajmniej ja stanęłam. Była tam cała kadra, cała bełchatowska skra, pół jastrzębia, resovii, zaksy i Bóg wie kto jeszcze. Myślałam, że zemdleje z wrażenia, Igła podskoczył na nasz widok i rzucił się do przytulania, a Wlazły zaczął robic zdjęcia. I takim oto sposobem poznałam elitę polskiej siatkówki...
-Ej, czy Ty masz mokry tyłek ?- zapytał Kubiak podczas tego jak porwał mnie na ręce na dzien dobry, a raczej dobry wieczór.
-Upsiii, z wrażenia...- zaśmiałam się z Zibi ze mną, tylko Kubiak odskoczył jak poparzony i wszysy na nas dziwnie popatrzyli..
-Wpadliśmy do fontanny- powiedział Zbyszek.
-Taaa, tak sie teraz mówi- zaśmiał się Winiar
-To my się pójdziemy przebrać i zaraz do Was przychodzimy, nie pijcie bez nas !- krzyknął Zibi i delikatnie popchnął mnie w stronę drzwi.
-15 minut Ci wystarczy?-
-20 i wychodzę piękna i pachnąca i przede wszystkim sucha.-
-No dobra, za 20 minut czekam tutaj.-
-Nie musisz-
-Czego nie muszę ?-
-Czekać.-
-Ale chcę.-
i każde z nas weszło do swoich pokoi.
Napisałam do Bena, że są tu praktycznie wszyscy siatkarze i już może żałować, że dotrze dopiero w piątek, do tego cmok i odłożyłam telefon na szafkę.
Szybki prysznic, włosów nawet nie suszę, lekki podkład, rzęsy, rurki, kolorowa koszulka i lekki sweterek, w sumie nie ma daleko, to jak zrobi się zimno, mogę po coś zajść, o ile będą siły, żeby to zrobić.. ;>
Zobaczyłam że mam jeszcze dwie minuty, położyłam sie na łóżku i wpatrywałam się w piękne motywy na suficie, i zastanawiałam się czy jestem w jakieś bajce, czy mi się to śni.. to zbyt piękne.
Usłyszałam lekkie pukanie i zobaczyłam ciemną czuprynę wyłaniającą się zza nich
-Gotowa?-
-Tak, chodźmy, bo nie zostanie nic dla nas - uśmiechnęłam się i chwyciłam wyciągniętą w moją stronę dłoń..
~~
Tyle wejść, kocham Was :* każdy komentarz się liczy dla mnie bardzo bardzo, lepiej mi się pisze, jak wiem, że mam dla kogo :
10000 wyświetleeen !! oh oh oh !!
Dojechaliśmy na miejsce, wcześniej zadzwoniłam do Kamy, że za chwilę będziemy.
-Cześć kochana- rzuciła mi się na szyję i wycałowała, to samo zrobiła z Bartmanem. i nerwowo się śmiała ciągle. Wymieniłam porozumiewawcze spojrzenia z Zibim i wiedzieliśmy, żę na trzeźwo to chyba nikt nie będzie spędzał tu tych ostatnich dni przed weselem..
Podszedł do nas Bartek i pomógł zanieść rzeczy do naszych pokoi, dobrze że on jeszcze w miarę ogarnięty. Weszłam do swojego pokoju, aż mi dech zaparło, wielkie łoże, uroczy stolik, komoda, i fotele, do tego łazienka w uroczym stylu lat 40.. Nagle wparował do niego też Zibi, strasznie podekscytowany
-Wow, Twój też jest taki.. fajny- i rzucił się na łóżko
-No jeeeeeest- przeciągnęłam i wskoczyłam na łóżko koło niego tak, że przyturlał się do mnie, ja straciłam równowagę i stworzyliśmy swego rodzaju krzyżyk. Zaczęliśmy się tak panicznie śmiać, że nie mogliśmy się uspokoić, aż do pokoju wpadła Kama, Jarski, Zati i Cichy Pit. Dziwnie na nas popatrzyli dopóki Pit nie zawołał KANAPKA! i wszyscy rzucili się na nas.. Biedny Zibi na dole, choć leżał na bardzo wygodnym i miękkim łóżku to i tak wydawał z siebie dziwne dźwięki :)
Wszyscy już tak śmiesznie wyglądali, a była dopiero 15.. dlatego stwierdzili, że teraz nasza kolej na wypróbowanie weselnej wódki i zaciągnęli nas na doł do kuchni. W ośrodku nikogo nie było aż do piątku rana, właściciele zostawili go dla nas, bo Kama i Zati chcą urządzić sobie podwójny kawalersko-panieński.
Usiedliśmy wokół wielkiego blatu wypiliśmy po 2 kolejki i ulotniliśmy się jak reszta. Zibi stwierdził, że idziemy na spacer, bo obiecywałam mu jak tam jest pięknie. Wyszliśmy na ganek, który pięknie obrosły jakieś kolorowe pnącza, w takiej scenerii to chyba wszyscy chcieliby brać ślub. Szliśmy chwilę śmiejąc się z Pita który cały czas się uśmiechał z niewiadomego powodu, gdy zobaczyliśmy fontannę w kształcie tańczącej pary. Jak już mówiłam piękny widok, a Zibi stwierdził, że jakbyśmy tak stanęli to wyglądałoby lepiej. Zaczęliśmy się wygłupiać, stanęliśmy na murku i robiliśmy głupie pozycje, jak baletnice, jakieś góralki czy tańczące roboty. Myślałam, że pęknę ze śmiechu, właśnie odstawialiśmy taniec robota, gdy Zibi machnął tak ręką, że straciłam równowagę i ... wpadłam do wody na tyłek. Na początku byłam wściekła i zrobiłam taką minę, ale widząc przerażenie w oczach Zbyszka coś wpadło mi do głowy..
-No podaj mi rękę, masz szczęście że nic mi nie jest- Wyciągnął dłoń, złapałam za nią obiema rękami i pociągnęłam do siebie. Taki plusk, że bałam się że całą woda z fontanny wyleci :D dobrze że wyszliśmy bez telefonów, bo pewnie nie przetrwałyby tego pojedynku, chlapaliśmy się jak małe dzieci, co w moim wypadku jakoś brzmi, ale MAŁE w przypadku BARTMANA to już sprzeczność totalna.. Po wyczerpującej walce usiedliśmy na brzegu murka i patrzyliśmy w zachodzące słońce, dobrze że to sierpień i było gorąco, dlatego ubrania powoli na nas wysychały..
-Asia na serio jest fajna-powiedział nagle
-Czy ja coś mówię?-
-Nie, ale przez to co ja mówiłem o niej może masz o niej jakieś inne zdanie.. -
-Praca jak każda inna, czemu miałabym mieć inne zdanie? Temu że jesteś ZB9 i każda inna dziewczyna siedziałaby na dupie w domu i skakała dookoła Ciebie, bo masz fajną klatę i tatuaż ? no i zarabiasz kupe forsy ? No i w ogóle czemu miałabym mieć dobre zdanie o niej, zależy Ci na tym?- wow, tyle słów w jednej wypowiedzi.
-Serio myślisz, że mam fajną klatę ? - no nie wierzę, że tylko tyle wychwycił z tej wypowiedzi! już miałam coś powiedzieć, kiedy dodał - Tak po prostu jakbyście się polubiły, to może byłaby okazja się częściej widywać..-
-Czyli trzeba jakieś specjalnej okazji, żeby się widywać ?-
-Wcale nie, gdyby się dało to ja bym nawet chętnie z Wami zamieszkał, żeby widzieć codziennie ten dołeczek w Twojej brodzie jak się uśmiechasz.-
-Bartman, bo się zaczerwienię !- poczochrałam go po włosach, żeby rozluźnić atmosferę, bo stawała się trochę niezręczna..
Wstaliśmy i jeszcze trochę mokrzy wróciliśmy do miejsca wyjścia. Z daleka było słychać śmiechy i czuć zapach grilla. Stanęliśmy na ganku w lekkim osłupieniu, a przynajmniej ja stanęłam. Była tam cała kadra, cała bełchatowska skra, pół jastrzębia, resovii, zaksy i Bóg wie kto jeszcze. Myślałam, że zemdleje z wrażenia, Igła podskoczył na nasz widok i rzucił się do przytulania, a Wlazły zaczął robic zdjęcia. I takim oto sposobem poznałam elitę polskiej siatkówki...
-Ej, czy Ty masz mokry tyłek ?- zapytał Kubiak podczas tego jak porwał mnie na ręce na dzien dobry, a raczej dobry wieczór.
-Upsiii, z wrażenia...- zaśmiałam się z Zibi ze mną, tylko Kubiak odskoczył jak poparzony i wszysy na nas dziwnie popatrzyli..
-Wpadliśmy do fontanny- powiedział Zbyszek.
-Taaa, tak sie teraz mówi- zaśmiał się Winiar
-To my się pójdziemy przebrać i zaraz do Was przychodzimy, nie pijcie bez nas !- krzyknął Zibi i delikatnie popchnął mnie w stronę drzwi.
-15 minut Ci wystarczy?-
-20 i wychodzę piękna i pachnąca i przede wszystkim sucha.-
-No dobra, za 20 minut czekam tutaj.-
-Nie musisz-
-Czego nie muszę ?-
-Czekać.-
-Ale chcę.-
i każde z nas weszło do swoich pokoi.
Napisałam do Bena, że są tu praktycznie wszyscy siatkarze i już może żałować, że dotrze dopiero w piątek, do tego cmok i odłożyłam telefon na szafkę.
Szybki prysznic, włosów nawet nie suszę, lekki podkład, rzęsy, rurki, kolorowa koszulka i lekki sweterek, w sumie nie ma daleko, to jak zrobi się zimno, mogę po coś zajść, o ile będą siły, żeby to zrobić.. ;>
Zobaczyłam że mam jeszcze dwie minuty, położyłam sie na łóżku i wpatrywałam się w piękne motywy na suficie, i zastanawiałam się czy jestem w jakieś bajce, czy mi się to śni.. to zbyt piękne.
Usłyszałam lekkie pukanie i zobaczyłam ciemną czuprynę wyłaniającą się zza nich
-Gotowa?-
-Tak, chodźmy, bo nie zostanie nic dla nas - uśmiechnęłam się i chwyciłam wyciągniętą w moją stronę dłoń..
~~
Tyle wejść, kocham Was :* każdy komentarz się liczy dla mnie bardzo bardzo, lepiej mi się pisze, jak wiem, że mam dla kogo :
sobota, 20 października 2012
32. What am I suppose to do when the best part of me was always you.
L I S T E N
żeby napisać ten rozdział, musiałam przeczytać pół swojego bloga, żeby przypomnieć sobie co tam sie miało dziać :P
~~
Tydzień przed ślubem Zatorskich przyjechała Aga z Jaroszem, chwilę u nas posiedzieli, a potem pojechali w stronę Bełchatowa. Ja planowałam w czasie jak w jeden poranek przygotować pannę młodą, siebie, Agę i pewnie znajdą się jeszcze jakieś ciotki które też chętnie skorzystają, no bo przecież 'jak już tu jesteś..' :)
4 dni przed ślubem zadzwoniła do mnie Kama z prośbą, żebym już przyjechała, że będę mieszkała już w miejscu gdzie odbędzie się wesele z siatkarzami którzy są wcześniej, a z moim zmysłem pomogę trochę w dekorowaniu sali, otoczenia i ogolnie będę wsparciem dla Kamy która strasznie panikuje.. Zgodziłam się od razu
-Ben- zakręciłam się koło niego, gdy wyszedł z łazienki- od kiedy masz wolne ? -
-Dopiero piątek mam wolny, w czwartek jeszcze mam masę klientek-
-I nie da się nic z tym zrobić ?
-No nie, obiecałem już.. a co się stało?-
-Dzwoniła Kama i chce, żebym już tam pojechała, bo się strasznie stresuje i chce żebym jej pomogła..- objęłam go w pasie i delikatnie chwyciłam za ręcznik, który miał tam przewiązany.
-No nie wiem, nie wiem-nachylił się nade mną-ale pojedziesz pociągiem? Bo nie będziemy potem wracać na dwa auta..- ah! jaki on romantyczny.
-No dobra..- przeciągnełam ostatnią literkę a palcem zakreśliłam linię od jego szyi do pasa, on w tym czasie zaczął gryźć moją szyję
-Spóźnię się do pracy- wycharczał mi do ucha, ale nie przestawał dotykać mojego ciała
-Nie pierwszy i nie ostatni raz- powiedziałam i jednym ruchem zdjęłam ręcznik z jego bioder. Nie pozostał mi dłużny i szybko zrzucił ze mnie moją długą koszulkę do spania, tak że zostałam w samych majtkach. Jednak nawet ich nie miałam długo na sobie...
Ben wyszedł do pracy, a ja zaczęłam pakować najpotrzebniejsze rzeczy, kufer z kosmetykami... uzbierało się tego na serio dużo.. Zastanawiałam się jak to zabrać, gdy zadzwonił telefon
-Halo ? - nawet nie popatrzyłam na wyświetlacz
-Dzwoniła do mnie Kama, i jadę właśnie z Żywca ze swoimi rzeczami i mogę Was zabrać po drodze jak chcecie-
-Po pierwsze CZEŚĆ Panie Bartman, po drugie spadasz mi z nieba, bo Ben dołączy do nas dopiero w piątek i miałam jechać pociągiem a mam milion rzeczy do zabrania...-
-Milion? Tyle mi się nie zmieści do auta, ale pół bagażnika ewentualnie możesz zapełnić- zaśmiał się.
-I Kama tak specjalnie do Ciebie dzwoniła ? -
-Ja dzwoniłem do niej, że już jadę i ona wspomniała coś o Was to stwierdziłem że mogę pomóc i się przydać-
-Czy Ty prowadzisz i ze mną rozmawiasz ? -
-Tak, ale na głośnomówiącym, więc spokojnie. Twój głos rozbrzmiewa mi po całym samochodzie- powiedział, a ja się uśmiechnęłam.
-O której będziesz?-
-Za 10 minut-
-Co ? Jedziesz z Żywca i dopiero teraz mi dzwonisz? przecież jeszcze muszę dopakować parę rzeczy..-
-Spokojnie, poczekam, mam nadzieję że masz cos w lodówce ?-
-Coś tam się znajdzie..-
-To do zobaczenia za chwilę- powiedział i się rozłączył
zaczęłam biegać po mieszkaniu i panikować, zamiast spokojnie rozplanować co zrobić.. Stwierdziłam że może się ubiorę, choć przecież muszę się pakować, a Zbyszek pewnie głodny i co ja mam teraz zrobić? Miotałam się tak chwilę, gdy usłyszałam klakson. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam jego. W jeansach, sportowych butach, t-shircie, a na nim koszula w kratkę.. do tego okulary przeciwsłoneczne i ten uśmiech, gdy zobaczył Chucka merdającego ogonem na jego widok..
Otworzył sobie bramę i wjechał do środka. Wyszedł z samochodu, a ja otworzyłam drzwi do domu. Zrobił trochę dziwną minę, ale przyszedł i mocno mnie przytulił, i jak to ma w zwyczaju podniósł mnie jeszcze do góry.
-Miałeś tak nie robić- powiedziałam
-Po pierwsze to CZEŚĆ. Po drugie witasz mnie w majtkach i koszulce, po trzecie, lubię Cię tak podnosić.-
teraz sobie uświadomiłam że stoje przed nim w swojej pseudo piżamie, dobrze że chociaż majtki ubrałam :D
-Wejdź, ja się pójdę przebrać a Ty się rozgość-
Byle jaki kok z włosów, make-up no make-up, luzny t-shirt i krótkie spodenki ze starych jeansów, 7 minut i już byłam w kuchni, skąd dochodziły do mnie tajemnicze zapachy
-Co to ?- starałam sie zobaczyć, jednak wielkie ciało siatkarza mi zasłaniało kuchenkę.
-To moja magiczna jajecznica, nie możesz paczeć!-
-Magiczna ? Mam nadzieję, że nie używałeś magicznych grzybków do niej ?-
-Nie znalazłem nigdzie w kuchni, a masz?- zapytał z poważną miną, ale momentalnie zaczął się śmiać.
-Wyjmę jakieś talerze-
-Nie, po co? nie będziemy brudzić, zjemy z patelni, to się nazywa oszczędność moja droga- powiedział i położył patelnie z jajecznicą z pomidorami i szynką przede mną, wręczył mi widelec do ręki, postawił koło tego bułki, które pewnie przywiózł ze sobą, bo ja miałam dopiero iść na zakupy.
-Smacznego- powiedział i zaczął jeść. Jako że byłam nawet głodna, to nie musiał mnie dług zachęcać
-Mmmhmmm pyszne- powiedziałam z pełną buzią- co to za magiczny skladnik?-
-Moja tajemnica, mówiłem, może kiedyś się dowiesz jak zasłużysz- podniósł brwi do góry i uśmiechnął się- a teraz to wcinaj, musisz mieć dużo siły na wesele, bo zamierzam się wytańczyć za wsze czasy- zaśmiał się i dał Chuckowi plasterek szynki, bo ten nie odstępował go na krok. Po zjedzeniu pozbierałam naczynia i chciałam je umyć
-O nie nie, ja zmywam, a Ty idz się pakować bo nie dojedziemy tam dzisiaj..- powiedział i włączył radio.
Szybko spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, przyniosłam je pod drzwi, a Zbyś mył sobie naczynia, nawet te po wczorajszej kolacji..
Przyczaiłam się z tyłu i uderzyłam go w tyłek z całej siły. Przestraszył się podskoczył i głową uderzył w szafkę
-Kobieto! Krzywdę mi kiedyś zrobisz- powiedział i odłożył ostatnią szklankę do półki. Odwrócił się i pochlapał mnie wodą, która ociekała po jego dłoniach.
-Ej, zimne!-
-Może w zamian za guza na głowie miałem jeszcze chlapać Cię ciepłą wodą ?! Nie ma tak dobrze.- Zaśmiał się i zbliżył i.. wytarł ręce w moją koszulkę
-Co Ty robisz ?! jesteś głuuuuuuuuuuuuuuuuuupi- krzyknęłam, ale on tylko objął mnie, podniósł lekko i posadził na blacie. Patrzyliśmy sobie w oczy, nasze twarze sie zbliżyły, jednak w ostatnim momencie odwróciliśmy je tak, że się przytuliliśmy. Odsunął się lekko ode mnie, nieśmiało uśmiechnął i
-Komu w drogę temu czas- powiedział, podał mi rękę żebym mogła zejść i udaliśmy się do samochodu. Chuck został, Ben miał go w piątek odwieźć do znajomych zanim do nas dojedzie.
Usiedliśmy w aucie i az do wyjazdu z Krakowa jechaliśmy w ciszy, potem w radiu zaczęły lecieć fajne piosenki, więc darliśmy się na całego, nawet przy otwartych oknach. Po drodze wstąpiliśmy na gofry, o których ktoś wspomniał w radiu i musieliśmy zatrzymać się koło jakieś budki. Oczywiście Bartman musiał się umazać i dalszą podróż jechał bez koszulki. Panowi z TIR'ów, innych samochodów i chodnika dziwnie na nas patrzyli, miałam już tego dość, dlatego też zdjęłam swoją koszulkę.
Zbyszek tylko popatrzył, pokiwał głową i jechał dalej z uśmiechem na ustach, śpiewając wszystko co leci.
~~~~
przepraszam, że tak długo musiałyście czekać ! :*
pozdrawiam :* :)
żeby napisać ten rozdział, musiałam przeczytać pół swojego bloga, żeby przypomnieć sobie co tam sie miało dziać :P
~~
Tydzień przed ślubem Zatorskich przyjechała Aga z Jaroszem, chwilę u nas posiedzieli, a potem pojechali w stronę Bełchatowa. Ja planowałam w czasie jak w jeden poranek przygotować pannę młodą, siebie, Agę i pewnie znajdą się jeszcze jakieś ciotki które też chętnie skorzystają, no bo przecież 'jak już tu jesteś..' :)
4 dni przed ślubem zadzwoniła do mnie Kama z prośbą, żebym już przyjechała, że będę mieszkała już w miejscu gdzie odbędzie się wesele z siatkarzami którzy są wcześniej, a z moim zmysłem pomogę trochę w dekorowaniu sali, otoczenia i ogolnie będę wsparciem dla Kamy która strasznie panikuje.. Zgodziłam się od razu
-Ben- zakręciłam się koło niego, gdy wyszedł z łazienki- od kiedy masz wolne ? -
-Dopiero piątek mam wolny, w czwartek jeszcze mam masę klientek-
-I nie da się nic z tym zrobić ?
-No nie, obiecałem już.. a co się stało?-
-Dzwoniła Kama i chce, żebym już tam pojechała, bo się strasznie stresuje i chce żebym jej pomogła..- objęłam go w pasie i delikatnie chwyciłam za ręcznik, który miał tam przewiązany.
-No nie wiem, nie wiem-nachylił się nade mną-ale pojedziesz pociągiem? Bo nie będziemy potem wracać na dwa auta..- ah! jaki on romantyczny.
-No dobra..- przeciągnełam ostatnią literkę a palcem zakreśliłam linię od jego szyi do pasa, on w tym czasie zaczął gryźć moją szyję
-Spóźnię się do pracy- wycharczał mi do ucha, ale nie przestawał dotykać mojego ciała
-Nie pierwszy i nie ostatni raz- powiedziałam i jednym ruchem zdjęłam ręcznik z jego bioder. Nie pozostał mi dłużny i szybko zrzucił ze mnie moją długą koszulkę do spania, tak że zostałam w samych majtkach. Jednak nawet ich nie miałam długo na sobie...
Ben wyszedł do pracy, a ja zaczęłam pakować najpotrzebniejsze rzeczy, kufer z kosmetykami... uzbierało się tego na serio dużo.. Zastanawiałam się jak to zabrać, gdy zadzwonił telefon
-Halo ? - nawet nie popatrzyłam na wyświetlacz
-Dzwoniła do mnie Kama, i jadę właśnie z Żywca ze swoimi rzeczami i mogę Was zabrać po drodze jak chcecie-
-Po pierwsze CZEŚĆ Panie Bartman, po drugie spadasz mi z nieba, bo Ben dołączy do nas dopiero w piątek i miałam jechać pociągiem a mam milion rzeczy do zabrania...-
-Milion? Tyle mi się nie zmieści do auta, ale pół bagażnika ewentualnie możesz zapełnić- zaśmiał się.
-I Kama tak specjalnie do Ciebie dzwoniła ? -
-Ja dzwoniłem do niej, że już jadę i ona wspomniała coś o Was to stwierdziłem że mogę pomóc i się przydać-
-Czy Ty prowadzisz i ze mną rozmawiasz ? -
-Tak, ale na głośnomówiącym, więc spokojnie. Twój głos rozbrzmiewa mi po całym samochodzie- powiedział, a ja się uśmiechnęłam.
-O której będziesz?-
-Za 10 minut-
-Co ? Jedziesz z Żywca i dopiero teraz mi dzwonisz? przecież jeszcze muszę dopakować parę rzeczy..-
-Spokojnie, poczekam, mam nadzieję że masz cos w lodówce ?-
-Coś tam się znajdzie..-
-To do zobaczenia za chwilę- powiedział i się rozłączył
zaczęłam biegać po mieszkaniu i panikować, zamiast spokojnie rozplanować co zrobić.. Stwierdziłam że może się ubiorę, choć przecież muszę się pakować, a Zbyszek pewnie głodny i co ja mam teraz zrobić? Miotałam się tak chwilę, gdy usłyszałam klakson. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam jego. W jeansach, sportowych butach, t-shircie, a na nim koszula w kratkę.. do tego okulary przeciwsłoneczne i ten uśmiech, gdy zobaczył Chucka merdającego ogonem na jego widok..
Otworzył sobie bramę i wjechał do środka. Wyszedł z samochodu, a ja otworzyłam drzwi do domu. Zrobił trochę dziwną minę, ale przyszedł i mocno mnie przytulił, i jak to ma w zwyczaju podniósł mnie jeszcze do góry.
-Miałeś tak nie robić- powiedziałam
-Po pierwsze to CZEŚĆ. Po drugie witasz mnie w majtkach i koszulce, po trzecie, lubię Cię tak podnosić.-
teraz sobie uświadomiłam że stoje przed nim w swojej pseudo piżamie, dobrze że chociaż majtki ubrałam :D
-Wejdź, ja się pójdę przebrać a Ty się rozgość-
Byle jaki kok z włosów, make-up no make-up, luzny t-shirt i krótkie spodenki ze starych jeansów, 7 minut i już byłam w kuchni, skąd dochodziły do mnie tajemnicze zapachy
-Co to ?- starałam sie zobaczyć, jednak wielkie ciało siatkarza mi zasłaniało kuchenkę.
-To moja magiczna jajecznica, nie możesz paczeć!-
-Magiczna ? Mam nadzieję, że nie używałeś magicznych grzybków do niej ?-
-Nie znalazłem nigdzie w kuchni, a masz?- zapytał z poważną miną, ale momentalnie zaczął się śmiać.
-Wyjmę jakieś talerze-
-Nie, po co? nie będziemy brudzić, zjemy z patelni, to się nazywa oszczędność moja droga- powiedział i położył patelnie z jajecznicą z pomidorami i szynką przede mną, wręczył mi widelec do ręki, postawił koło tego bułki, które pewnie przywiózł ze sobą, bo ja miałam dopiero iść na zakupy.
-Smacznego- powiedział i zaczął jeść. Jako że byłam nawet głodna, to nie musiał mnie dług zachęcać
-Mmmhmmm pyszne- powiedziałam z pełną buzią- co to za magiczny skladnik?-
-Moja tajemnica, mówiłem, może kiedyś się dowiesz jak zasłużysz- podniósł brwi do góry i uśmiechnął się- a teraz to wcinaj, musisz mieć dużo siły na wesele, bo zamierzam się wytańczyć za wsze czasy- zaśmiał się i dał Chuckowi plasterek szynki, bo ten nie odstępował go na krok. Po zjedzeniu pozbierałam naczynia i chciałam je umyć
-O nie nie, ja zmywam, a Ty idz się pakować bo nie dojedziemy tam dzisiaj..- powiedział i włączył radio.
Szybko spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, przyniosłam je pod drzwi, a Zbyś mył sobie naczynia, nawet te po wczorajszej kolacji..
Przyczaiłam się z tyłu i uderzyłam go w tyłek z całej siły. Przestraszył się podskoczył i głową uderzył w szafkę
-Kobieto! Krzywdę mi kiedyś zrobisz- powiedział i odłożył ostatnią szklankę do półki. Odwrócił się i pochlapał mnie wodą, która ociekała po jego dłoniach.
-Ej, zimne!-
-Może w zamian za guza na głowie miałem jeszcze chlapać Cię ciepłą wodą ?! Nie ma tak dobrze.- Zaśmiał się i zbliżył i.. wytarł ręce w moją koszulkę
-Co Ty robisz ?! jesteś głuuuuuuuuuuuuuuuuuupi- krzyknęłam, ale on tylko objął mnie, podniósł lekko i posadził na blacie. Patrzyliśmy sobie w oczy, nasze twarze sie zbliżyły, jednak w ostatnim momencie odwróciliśmy je tak, że się przytuliliśmy. Odsunął się lekko ode mnie, nieśmiało uśmiechnął i
-Komu w drogę temu czas- powiedział, podał mi rękę żebym mogła zejść i udaliśmy się do samochodu. Chuck został, Ben miał go w piątek odwieźć do znajomych zanim do nas dojedzie.
Usiedliśmy w aucie i az do wyjazdu z Krakowa jechaliśmy w ciszy, potem w radiu zaczęły lecieć fajne piosenki, więc darliśmy się na całego, nawet przy otwartych oknach. Po drodze wstąpiliśmy na gofry, o których ktoś wspomniał w radiu i musieliśmy zatrzymać się koło jakieś budki. Oczywiście Bartman musiał się umazać i dalszą podróż jechał bez koszulki. Panowi z TIR'ów, innych samochodów i chodnika dziwnie na nas patrzyli, miałam już tego dość, dlatego też zdjęłam swoją koszulkę.
Zbyszek tylko popatrzył, pokiwał głową i jechał dalej z uśmiechem na ustach, śpiewając wszystko co leci.
~~~~
przepraszam, że tak długo musiałyście czekać ! :*
pozdrawiam :* :)
niedziela, 7 października 2012
31. Say my name, say my name, say babe I love you.
W Ł Ą C Z N A D O B R Y P O C Z Ą T E K
Po igrzyskach pojechaliśmy do domu, szybko zasnęliśmy bo przez wielkie korki nasza droga do domu trochę się przeciągnęła. Siatkarze też już wrócili z sali do wioski, tak mówiono w polskiej telewizji, którą udało nam się tam wychwycić. Powoli zasypialiśmy gdy dostałam sms
'dasz radę się spotkać..?'
'teraz?!'
'Tak. Daj adres, będę za chwile, przejdziemy się..'
Wysłałam smsa z adresem i po ciuchu wymknęłam się z łóżka, dobrze że Ben ma taki mocny sen. Ubrałam dresowe spodnie [ chyba zostanę dresiarzem, bo wśród moich ubrań 60 % to dresy..] zabrałam klucze i wymknęłam sie z mieszkania. Zbyszek czekał na ławce niedaleko. Latarnie dokładnie oświetlały drogę, widziałam Zibiego siedzącego na ławce, twarz chował w dłoniach, gdy się zbliżyłam zobaczyłam, że jego ciało drży. Usiadłam obok i położyłam dłoń na jego plecach. On nawet nie spojrzał na mnie tylko mocno się do mnie przytulił. Cały drżał, jakby wstrzymywał się od płaczu. Ręką gładziłam go po plecach. Pociągnął nosem, czyli płakał. Nie dziwie mu się, wszyscy tak na nich liczyli.. Ale ja się nie zawiodłam, wiedziałam, że dali z siebie wszyscy to mogli wtedy dać. Nie musiał nic mówić, ta cisza tłumaczyła wszystko. Tuliliśmy się tak dłuższą chwilę, aż jego oddech się uspokoił. Lekko odsunął się i spojrzał mi w oczy swoimi smutnymi, zielonymi, wilgotnymi od łez oczami i.. wpił się w moje usta. Całował zachłannie, a ja.. nie broniłam się. No która normalna dziewczyna broniłaby się przed takim czymś. Całował bardzo namiętnie, tak jakby tego nie robił długi czas, palcami przeczesywał moje włosy, a ja trzymałam dłonie na jego policzku i wielkim, umięśnionym karku. Nasz języki tańczyły ze sobą jak para tancerzy, znających się od 5 roku życia.. Nie mogliśmy się od siebie oderwać, były to tylko krótkie chwilę gdy nabieraliśmy powietrza. Jego dłonie coraz mocniej przyciągały moje ciało do jego, ręce z włosów przeszły na plecy, lecz gdy jego ręka wsunęła się pod moją bluzę osunęłam się od niego.
-Zbyszek..-
-Przepraszam.- spojrzał na mnie, a ja opuściłam głowę - Ben, Asia...-
-Chyba wtedy nie myślałeś o nich..-
-No nie.. przepraszam-
-Nie używaj tego słowa tak często, mów go tylko wtedy gdy na prawdę jest potrzebne i gdy czegoś żałujesz. Żałujesz? - podniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy
-Nie. Choć przyznam się, że to była chwila słabości, potrzebowałem tej bliskości i nie wiedziałem do kogo się odezwać, bo przecież nie będę się przytulał do Kubiego.. Asia pojechała, nawet nie zadzwoniła. Czasem mam dość tej jej pracy, ale przecież ja robie tak samo, nie ma mnie w domu, nie mam czasu dzwonić, bo treningi, zgrupowania, mecze.. Nie umiemy się zgrać, jak ja mam wolne, to ona ma sesje na drugim końcu świata..-popatrzył w dal i zapytał -Co teraz?-
-Może teraz zmienisz o mnie zdanie, ale niech to zostanie miedzy nami. Nikt nie musi wiedzieć.- patrzyłam pod nogi, bo jednak sytuacja była trochę niezręczna.
-Nie chcę, żeby to co się teraz stało zmieniło coś między nami. Chcę móc zadzwonić do Ciebie i pomęczyć Cię swoimi problemami, wiem że to egoistyczne z mojej strony, ale - nie skończył
-Nic się nie zmieniło, dzwoń zawsze o każdej porze. Tylko daj mi trochę czasu, żeby się trochę oswoić, bo po tym co się stało przed chwilą trochę ciężko wrócić mi do rzeczywistości.-
-Co masz na myśli?- zaciekawiło go to co powiedziałam
-Weź, a jakbyś się czuł gdyby pocałowała Cię Angelina Jolie ? -
-Angelina? Chyba bym się posikał ze szczęścia-
-Hahaha, wariat, teraz rozumiesz o co mi chodzi?-
-Ale przecież nie jestem gwiazdą pokroju Angeliny..-
-Ale jesteś Zbyszek Bartman i to mi wystarczy- uśmiechnęłam się, co on odwzajemnił.
Wstałam, dałam mu buziaka w policzek i powiedziałam
-czas spać, Wy przecież nie możecie tak po prostu sobie wychodzić z wioski..-
-Tajemne przejście znalazłem- poruszał brwiami, zaśmiałam się i odeszłam..
Lipiec mijał sobie spokojnie, cały świat wieszał psy na siatkarzach za to, że nic nie przywieźli z IO. Zbyszek napisał smsa, że jedzie z Asią na wakacje. Między mną a Benem wszystko się układało, Ben pracował a ja szukałam pracy, kręciłam filmiki, biegałam, chodziłam na basen, chociaż musiałąm trochę zwolnić, bo coraz częściej kręciło mi się w głowie, mimo że kupiłam już jakieś witaminy. Wmawiałam sobie, że pójdę do lekarza, ale ciągle odkładałam to w czasie.
Kama wpadła do mnie na parę dni, wróciła pięknie opalona z wakacji z Zatim, zrobiłyśmy parę próbnych makijaży, i wybrałyśmy nasz ideał. Kama stwierdziła, że przyda mi się trochę więcej słońca bo strasznie jestem blada. Byłyśmy oczywiście na zakupach, buty, dodatki, to coś co kochamy obie :D
Do tego Bartek się odezwał. Chciał się spotkać i przedstawić nam swoją.. nową dziewczynę. Chciał spędzić jak najwięcej czasu ze znajomymi zanim wyjedzie do Rosji. Niestety ale pierwsze spotkanie szykowało się najwcześniej w dniu ślubu Zatorskiego. Przeprosił mnie też za swoje zachowanie, ale był przeładowany testosteronem, jak to sam ujął.
~~~~
przepraszam że tak długo musiałyście czekać, muszę wszystko sobie rozplanować w czasie, w końcu studia to poważna sprawa ;p
no i dziękuje, że jesteście ! :*
Po igrzyskach pojechaliśmy do domu, szybko zasnęliśmy bo przez wielkie korki nasza droga do domu trochę się przeciągnęła. Siatkarze też już wrócili z sali do wioski, tak mówiono w polskiej telewizji, którą udało nam się tam wychwycić. Powoli zasypialiśmy gdy dostałam sms
'dasz radę się spotkać..?'
'teraz?!'
'Tak. Daj adres, będę za chwile, przejdziemy się..'
Wysłałam smsa z adresem i po ciuchu wymknęłam się z łóżka, dobrze że Ben ma taki mocny sen. Ubrałam dresowe spodnie [ chyba zostanę dresiarzem, bo wśród moich ubrań 60 % to dresy..] zabrałam klucze i wymknęłam sie z mieszkania. Zbyszek czekał na ławce niedaleko. Latarnie dokładnie oświetlały drogę, widziałam Zibiego siedzącego na ławce, twarz chował w dłoniach, gdy się zbliżyłam zobaczyłam, że jego ciało drży. Usiadłam obok i położyłam dłoń na jego plecach. On nawet nie spojrzał na mnie tylko mocno się do mnie przytulił. Cały drżał, jakby wstrzymywał się od płaczu. Ręką gładziłam go po plecach. Pociągnął nosem, czyli płakał. Nie dziwie mu się, wszyscy tak na nich liczyli.. Ale ja się nie zawiodłam, wiedziałam, że dali z siebie wszyscy to mogli wtedy dać. Nie musiał nic mówić, ta cisza tłumaczyła wszystko. Tuliliśmy się tak dłuższą chwilę, aż jego oddech się uspokoił. Lekko odsunął się i spojrzał mi w oczy swoimi smutnymi, zielonymi, wilgotnymi od łez oczami i.. wpił się w moje usta. Całował zachłannie, a ja.. nie broniłam się. No która normalna dziewczyna broniłaby się przed takim czymś. Całował bardzo namiętnie, tak jakby tego nie robił długi czas, palcami przeczesywał moje włosy, a ja trzymałam dłonie na jego policzku i wielkim, umięśnionym karku. Nasz języki tańczyły ze sobą jak para tancerzy, znających się od 5 roku życia.. Nie mogliśmy się od siebie oderwać, były to tylko krótkie chwilę gdy nabieraliśmy powietrza. Jego dłonie coraz mocniej przyciągały moje ciało do jego, ręce z włosów przeszły na plecy, lecz gdy jego ręka wsunęła się pod moją bluzę osunęłam się od niego.
-Zbyszek..-
-Przepraszam.- spojrzał na mnie, a ja opuściłam głowę - Ben, Asia...-
-Chyba wtedy nie myślałeś o nich..-
-No nie.. przepraszam-
-Nie używaj tego słowa tak często, mów go tylko wtedy gdy na prawdę jest potrzebne i gdy czegoś żałujesz. Żałujesz? - podniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy
-Nie. Choć przyznam się, że to była chwila słabości, potrzebowałem tej bliskości i nie wiedziałem do kogo się odezwać, bo przecież nie będę się przytulał do Kubiego.. Asia pojechała, nawet nie zadzwoniła. Czasem mam dość tej jej pracy, ale przecież ja robie tak samo, nie ma mnie w domu, nie mam czasu dzwonić, bo treningi, zgrupowania, mecze.. Nie umiemy się zgrać, jak ja mam wolne, to ona ma sesje na drugim końcu świata..-popatrzył w dal i zapytał -Co teraz?-
-Może teraz zmienisz o mnie zdanie, ale niech to zostanie miedzy nami. Nikt nie musi wiedzieć.- patrzyłam pod nogi, bo jednak sytuacja była trochę niezręczna.
-Nie chcę, żeby to co się teraz stało zmieniło coś między nami. Chcę móc zadzwonić do Ciebie i pomęczyć Cię swoimi problemami, wiem że to egoistyczne z mojej strony, ale - nie skończył
-Nic się nie zmieniło, dzwoń zawsze o każdej porze. Tylko daj mi trochę czasu, żeby się trochę oswoić, bo po tym co się stało przed chwilą trochę ciężko wrócić mi do rzeczywistości.-
-Co masz na myśli?- zaciekawiło go to co powiedziałam
-Weź, a jakbyś się czuł gdyby pocałowała Cię Angelina Jolie ? -
-Angelina? Chyba bym się posikał ze szczęścia-
-Hahaha, wariat, teraz rozumiesz o co mi chodzi?-
-Ale przecież nie jestem gwiazdą pokroju Angeliny..-
-Ale jesteś Zbyszek Bartman i to mi wystarczy- uśmiechnęłam się, co on odwzajemnił.
Wstałam, dałam mu buziaka w policzek i powiedziałam
-czas spać, Wy przecież nie możecie tak po prostu sobie wychodzić z wioski..-
-Tajemne przejście znalazłem- poruszał brwiami, zaśmiałam się i odeszłam..
Lipiec mijał sobie spokojnie, cały świat wieszał psy na siatkarzach za to, że nic nie przywieźli z IO. Zbyszek napisał smsa, że jedzie z Asią na wakacje. Między mną a Benem wszystko się układało, Ben pracował a ja szukałam pracy, kręciłam filmiki, biegałam, chodziłam na basen, chociaż musiałąm trochę zwolnić, bo coraz częściej kręciło mi się w głowie, mimo że kupiłam już jakieś witaminy. Wmawiałam sobie, że pójdę do lekarza, ale ciągle odkładałam to w czasie.
Kama wpadła do mnie na parę dni, wróciła pięknie opalona z wakacji z Zatim, zrobiłyśmy parę próbnych makijaży, i wybrałyśmy nasz ideał. Kama stwierdziła, że przyda mi się trochę więcej słońca bo strasznie jestem blada. Byłyśmy oczywiście na zakupach, buty, dodatki, to coś co kochamy obie :D
Do tego Bartek się odezwał. Chciał się spotkać i przedstawić nam swoją.. nową dziewczynę. Chciał spędzić jak najwięcej czasu ze znajomymi zanim wyjedzie do Rosji. Niestety ale pierwsze spotkanie szykowało się najwcześniej w dniu ślubu Zatorskiego. Przeprosił mnie też za swoje zachowanie, ale był przeładowany testosteronem, jak to sam ujął.
~~~~
przepraszam że tak długo musiałyście czekać, muszę wszystko sobie rozplanować w czasie, w końcu studia to poważna sprawa ;p
no i dziękuje, że jesteście ! :*
niedziela, 30 września 2012
30.It's like wishing for rain when you're standing in destert.
Spędziłam jeszcze w Krakowie parę samotnych dni, Ben dzwonił, ale tylko raz dziennie, bo miał dużo pracy..
Siatkarze też się nie odzywali za bardzo bo trwały przygotowania do Memoriału Wagnera. Siedziałam w domu sama i nudziłam się, aż do czwartku przed memoriałem. Siedziałam z kubkiem kakaa w kuchni gdy nagle.
-Mam dla Ciebie niespodziankę!- krzyknął na wejściu Ben
-Ben? Co Ty tu robisz? Przecież miałeś wrócić dopiero w niedziele..-
-Uciekłem, powiedzieli że jestem za dobry i wysłali mnie do domu.-
-Ta, jasne już Ci wierze.. Jaka niespodzianka?!-
-Nic za darmo, daj całusa- rzuciłam się na niego i cmoknęłam w usta.
-Tylko tyle?-
-Powiedz co to za niespodzianka, to może będzie więcej...- usiadłam na blacie, rozchyliłam nogi tak, że stał pomiędzy nimi, twarzą do mnie. Wyjął jakąś kopertę z tylnej kieszeni i zamachał mi przed nosem.
-Co to ? - wyrwałam mu ją -Aaaa! nie wierze!- rzuciłam się na niego i zaczęłam namiętnie całować. Rękami błądziłam po jego ciele, a on po moim. Nasze stęsknione siebie ciała szybko połączyły się w jedność na kuchennej podłodze. A na blacie leżała koperta z której wystawały dwa bilety do Londynu..
***
Ben miał wolny piątek więc spożytkowaliśmy jak najlepiej ten czas.. oczywiście w łóżku. Od czasu do czasu wychodziliśmy posiedzieć na huśtawce czy w kuchni na przygotowaniu jedzenia. W całym tym zamieszaniu nie myślałam o tym, że prawie całowałam sie z Bartmanem... No dobra troche myślałam, ale nie tyle żeby się tym zaniepokoić.
W piątek wieczorem otuleni kocem, z gorącym kakao usiedliśmy przed TV i obejrzeliśmy mecz Polska- Iran, bo zaczął się już memoriał. Oczywiście ten mecz wygraliśmy do zera. Tak samo jak kolejne następnych dni. Odbierając złoto i nagrody indywidualne cieszyłam się bardzo że znam właśnie tych ludzi.
Po niedzielnym meczu i dekoracji Ben poszedł się umyć, a ja siedziałam na huśtawce i patrzyłam w gwiazdy.
'Nam nadzieje że patrzysz teraz w niebo tak jak ja. To był dobry weekend, miejmy nadzieję, że forma nie zniknie do igrzysk..'
'Też mam taką nadzieje Zibi. No i znowu zgadłeś, siedzę i patrzę w niebo, wyjątkowo piękne dzisiaj ;)'
'Ben wrócił ? Czy sama siedzisz?'
'Jest, zrobił mi niespodziankę w czwartek wrócił z.... BILETAMI DO LONDYNU!!-
'Fajnie, że będziesz :) nawet nie wiesz jak się cieszę. Asia też ma być, może w jakiś wieczór uda nam sie wyjść z wioski razem, co Ty na to?'
'Z Tobą zawsze. :) a tak w ogóle to gratuluje zwycięstwa! Pozdrów chłopaków ode mnie, bo lecę do Bena. Buźka :*'
'Chłopaki dziękują, a ja lece spać, jutro wielkie pakowanie i Londyn czeka.. całuski :* '
uśmiechnęłam się po odczytaniu tej wiadomości, jakie to słodkie gdy taki wielki mężczyzna używa takich słów jak 'całuski' :)
W poniedziałek we wszystkich wiadomościach można było natknąć się na wzmiankę o siatkarzach.. teraz sobie przypomnieli. Koło południa odlecieli trenować. A ja... pakowałam nasze rzeczy, nocujemy w kolegi Bena, więc o tyle mamy taniej, że nie musimy wydawać na hotele. Wylecieliśmy 3 dni później, pozwiedzaliśmy trochę miasta, obejrzeliśmy inaugurację w telewizji, byliśmy na 3 meczach... 3 przegranych.. Widziałam miny chłopaków, po 1 meczu, jeszcze mieli w oczach nadzieję.. po 3 już nie było w nich nic.. każdy z nich szedł ze spuszczoną głową i gdzieniegdzie pojawiły się pojedyncze łzy, każdy z nich przytulił się do kogoś z rodziny kto był na meczu. Stałam koło barierki, gdy przechodził Zbyszek i mnie zauważył przecisnął się między ludźmi i mocno się do mnie przytulił. Tulił się i tulił, nie potrzebował żadnych słów.. Szepnął tylko, że 'Asia musiała po 1 meczu jechać..' głos mu drżał.. Brakowało mi oddechu, bo tak mocno mnie tulił, ale nie przeszkadzało mi to. W końcu puścił i bez słowa odszedł z resztą w stronę szatni.
-Co to było ?!- zapytał Ben
-Przyjacielski uścisk-
-Tak długo?-
-Zrozum, przegrali, a wszyscy na nich liczyli.. pomyśl co teraz czują, każdy z nim potrzebuje wsparcia, tym bardziej że jego dziewczyna musiała wyjechać i jest tu sam.-
Na słowa jego dziewczyna, Ben jakoś spuścił z tonu. Wyszliśmy z hali.
~~
jeny, tyle wejść, 8 komentarzy pod ostatnim postem.. coś niesamowitego, postaram się poprawić, no ale od jutra zajecia. :) Ciekawe czy uda sie to wszystko połączyć. Niby wena mi zniknęła, ale ustawiłam motywujące tapety z siatkarzami więc jest lepiej :)
Pozdrowienia z Krakooowa :*
Siatkarze też się nie odzywali za bardzo bo trwały przygotowania do Memoriału Wagnera. Siedziałam w domu sama i nudziłam się, aż do czwartku przed memoriałem. Siedziałam z kubkiem kakaa w kuchni gdy nagle.
-Mam dla Ciebie niespodziankę!- krzyknął na wejściu Ben
-Ben? Co Ty tu robisz? Przecież miałeś wrócić dopiero w niedziele..-
-Uciekłem, powiedzieli że jestem za dobry i wysłali mnie do domu.-
-Ta, jasne już Ci wierze.. Jaka niespodzianka?!-
-Nic za darmo, daj całusa- rzuciłam się na niego i cmoknęłam w usta.
-Tylko tyle?-
-Powiedz co to za niespodzianka, to może będzie więcej...- usiadłam na blacie, rozchyliłam nogi tak, że stał pomiędzy nimi, twarzą do mnie. Wyjął jakąś kopertę z tylnej kieszeni i zamachał mi przed nosem.
-Co to ? - wyrwałam mu ją -Aaaa! nie wierze!- rzuciłam się na niego i zaczęłam namiętnie całować. Rękami błądziłam po jego ciele, a on po moim. Nasze stęsknione siebie ciała szybko połączyły się w jedność na kuchennej podłodze. A na blacie leżała koperta z której wystawały dwa bilety do Londynu..
***
Ben miał wolny piątek więc spożytkowaliśmy jak najlepiej ten czas.. oczywiście w łóżku. Od czasu do czasu wychodziliśmy posiedzieć na huśtawce czy w kuchni na przygotowaniu jedzenia. W całym tym zamieszaniu nie myślałam o tym, że prawie całowałam sie z Bartmanem... No dobra troche myślałam, ale nie tyle żeby się tym zaniepokoić.
W piątek wieczorem otuleni kocem, z gorącym kakao usiedliśmy przed TV i obejrzeliśmy mecz Polska- Iran, bo zaczął się już memoriał. Oczywiście ten mecz wygraliśmy do zera. Tak samo jak kolejne następnych dni. Odbierając złoto i nagrody indywidualne cieszyłam się bardzo że znam właśnie tych ludzi.
Po niedzielnym meczu i dekoracji Ben poszedł się umyć, a ja siedziałam na huśtawce i patrzyłam w gwiazdy.
'Nam nadzieje że patrzysz teraz w niebo tak jak ja. To był dobry weekend, miejmy nadzieję, że forma nie zniknie do igrzysk..'
'Też mam taką nadzieje Zibi. No i znowu zgadłeś, siedzę i patrzę w niebo, wyjątkowo piękne dzisiaj ;)'
'Ben wrócił ? Czy sama siedzisz?'
'Jest, zrobił mi niespodziankę w czwartek wrócił z.... BILETAMI DO LONDYNU!!-
'Fajnie, że będziesz :) nawet nie wiesz jak się cieszę. Asia też ma być, może w jakiś wieczór uda nam sie wyjść z wioski razem, co Ty na to?'
'Z Tobą zawsze. :) a tak w ogóle to gratuluje zwycięstwa! Pozdrów chłopaków ode mnie, bo lecę do Bena. Buźka :*'
'Chłopaki dziękują, a ja lece spać, jutro wielkie pakowanie i Londyn czeka.. całuski :* '
uśmiechnęłam się po odczytaniu tej wiadomości, jakie to słodkie gdy taki wielki mężczyzna używa takich słów jak 'całuski' :)
W poniedziałek we wszystkich wiadomościach można było natknąć się na wzmiankę o siatkarzach.. teraz sobie przypomnieli. Koło południa odlecieli trenować. A ja... pakowałam nasze rzeczy, nocujemy w kolegi Bena, więc o tyle mamy taniej, że nie musimy wydawać na hotele. Wylecieliśmy 3 dni później, pozwiedzaliśmy trochę miasta, obejrzeliśmy inaugurację w telewizji, byliśmy na 3 meczach... 3 przegranych.. Widziałam miny chłopaków, po 1 meczu, jeszcze mieli w oczach nadzieję.. po 3 już nie było w nich nic.. każdy z nich szedł ze spuszczoną głową i gdzieniegdzie pojawiły się pojedyncze łzy, każdy z nich przytulił się do kogoś z rodziny kto był na meczu. Stałam koło barierki, gdy przechodził Zbyszek i mnie zauważył przecisnął się między ludźmi i mocno się do mnie przytulił. Tulił się i tulił, nie potrzebował żadnych słów.. Szepnął tylko, że 'Asia musiała po 1 meczu jechać..' głos mu drżał.. Brakowało mi oddechu, bo tak mocno mnie tulił, ale nie przeszkadzało mi to. W końcu puścił i bez słowa odszedł z resztą w stronę szatni.
-Co to było ?!- zapytał Ben
-Przyjacielski uścisk-
-Tak długo?-
-Zrozum, przegrali, a wszyscy na nich liczyli.. pomyśl co teraz czują, każdy z nim potrzebuje wsparcia, tym bardziej że jego dziewczyna musiała wyjechać i jest tu sam.-
Na słowa jego dziewczyna, Ben jakoś spuścił z tonu. Wyszliśmy z hali.
~~
jeny, tyle wejść, 8 komentarzy pod ostatnim postem.. coś niesamowitego, postaram się poprawić, no ale od jutra zajecia. :) Ciekawe czy uda sie to wszystko połączyć. Niby wena mi zniknęła, ale ustawiłam motywujące tapety z siatkarzami więc jest lepiej :)
Pozdrowienia z Krakooowa :*
sobota, 22 września 2012
29. Ze mna można tylko pójść na wrzosowisko i zapomnieć wszystko.
Wracałam samochodem z Warszawy do Krakowa. Była noc, bo obudziliśmy się dopiero koło 17, i mimo sprzeciwu chłopaków i tak pojechałam, przynajmniej uniknę korków. Na samą myśl o tym co działo się w nocy cała trzęsę się ze śmiechu. Jadę w krótkich spodenkach Zibiego, które sięgają mi do połowy łydki i w jego koszulce, która jest dłuższa od moich sukienek. Chuck siedział sobie z tyłu i opierał głowę na mojej torbie, Biedny trochę przeżył tej nocy.
Wyszliśmy z taxi i wepchnęliśmy Bartka do windy. Na 4 piętrze musieliśmy wysiąść, bo mistrzowi zrobiło się niedobrze. 3 piętra od ściany do barierki..3 schody do góry, dwa do dołu, ważne ze 1 na plusie został :) Chyba godzine wchodziliśmy i zatykaliśmy Kurasiowi buzię żeby tyle nie mówił, bo sąsiadów obudzi. Gdy doszliśmy Bartek od razu poszedł do sypialni spać, a ja do łazienki zmyć makijaż.
-Idziemy na spacer?- zajrzał do łazienki Zibi. Dziwnie na niego spojrzałam- w sensie z Chuckiem.-
-No jasne, tylko... pożycz jakąś bluzę, proszę- Założyłam na stanik to co mi podał, wielka bluza z kapturem, do tego znalazłam jakieś legginsy. Jeszcze przy wyjściu zobaczyliśmy czy z Bartkiem ok, ale ten spał jak małe dziecko. Zabraliśmy Chucka i wyszliśmy z mieszkania. Spacer w ciszy, to coś co lubię.
-Nie jest Ci zimno?-
-Nie, Twoja bluza jest wyjątkowo ciepła- uśmiechnęłam się - Dziękuje.-
-Ale nie tylko za bluzę dziękuje, za to że mogę się u Ciebie zatrzymać.-
-Daj spokój. Przyjemność po mojej stronie.- ukłonił się. Uderzyłam go po ramieniu i zaczęłam uciekać.
-Ała, za co to ?! Chuck ! gonimy ją !- i rzucili się w pogoń za mną.. No gdzie ja tam do uciekania.. Zbyszek złapał mnie i przewiesił sobie przez ramię.
-Powoli zaczynam się przyzwyczajać do tego, że wszędzie mnie nosisz-
-Proszę bardzo. Takie obciążenie to dla mnie nic - zaśmiał się i postawił mnie na ławce, stałam i pierwszy raz byłam od niego wyższa. Odwrócił się żeby odpiąć Chucka, gdy się wyprostował wskoczyłam mu na plecy
-Wio koniku!-
Myślałąm że zacznie jęczeć i mnie odstawi, a on zaczał biec po parku, między drzewkami, tak że musiałam się w niego wtulić, żeby nie przywalić głową w jakieś drzewo. W końcu padł zmęczony i zeszłam z niego.
-Gupek z Ciebie! Mam do Ciebie radę na przyszłość, nie zostawiaj mnie z Bartkiem sam na sam już.-
-Hahaha a co Ci zrobiła ta wielka małpa?-
-Jeszcze nic, ale kto to wie co on tam ma w głowie-
Usiedliśmy na ławce, słońce lekko wysuwało się już nad horyzont.
-Asia doleciała?-
-Tak napisała sms..-
-Nie dzwoniła?-
-Nie, musiała lecieć się ogarnać na na sesję..-
-Chciałabym tak, ale tylko na parę dni-
-Mogę zostać Twoim fotografem-
-Mam swojego w domu-
-No fakt, Ban robi fajne zdjęcia-
-To nie zdjecia są fajne, tylko ja na nich-
-Skromność przede wszystkim-
-No a jak!- dumnie wypięłam pierś.-
-Zróbmy sobie zdjecie!- wyjął telefon
-Ale że taką sweet focie z ręki ?-
-No dajesz!-
Przysunęłam się do niego, tak że nasze policzki się stykały,
-To może pierwsze zróbmy takie normalne..- nie zrozumiałam o co chodzi.
Uśmiechnęłam się i zrobił zdjęcie, nawet bez makijażu dobrze wyglądam- skromność przede wszystkim!
-Głupie miny teraz -
-Co? - zapytałam z zdziwieniem i dziwnie na niego popatrzyłam, ale on pokazał język i zrobił zdjęcie. Miałam otwartą buzię i uniesione brwi w geście zdziwienia.
-Jeszcze raz, bo nie byłam gotowa!- I tym razem oboje wpadliśmy na pomysł żeby pokazać języki.
-Ale fajnie wyszło!-
-No bo z takimi to nie ma wyjścia, żeby wyszło inaczej-
-Teraz to Ty jesteś taki skromny, że chyba muszę się od Ciebie tego nauczyć-zaśmiałam się- wyślesz mi go potem ?- zapytałam i popatrzyłam na jego twarz, on zrobił praktycznie to samo w tej samej chwili i nasze nosy się dotykały. Jednak żadne z nas nie cofnęło głowy, patrzyliśmy tak chwilę, nasze usta były coraz bliżej, jednak Chuck przybiegł i przyniósł patyk.. Zbyszek potrząsnął głową, zabrał patyk i mu rzucił.
-Przepraszam-
-Za co ? Przecież nic się nie stało, nie ma co gadać- powiedziałam i zadrżałam, bo zrobiło mi się zimno. Nie musiałam długo czekać na jego reakcję. Objął mnie ramieniem i poszliśmy w stronę mieszkania w całkowitej ciszy..
Weszliśmy i usłyszeliśmy tylko głośne chrapanie..
-Kurewa! nie pomyślałem- przeklnął Zibi.
-O czym ? -
-Że została tylko sofa do spania... bo Bartek śpi na całym łóżku, a nawet jakbym go przeniosł na jedna stronę, to ja i tak nie chce z nim spać, Ty chyba też..- popatrzył na mnie
-No nie.. A sofa się rozkłada?-
-Chyba tak, nie sprawdzałem nigdy-
Pomęczyliśmy się, ale udało się rozłożyć kanapę. Do tego ja dostałam wielki ciepły koc, a Zibi zabrał sobie jakiś mały skrawek. Jako że jędzą nie jestem, przykryłam go swoim kocem, ale nie zauważył bo już spał, tak niewinnie.. Obróciłam się na drugi bok i zasnęłam..
~~~~
dziękuje za 6 tysiaków wejść, raduję się jak małe dziecko :D
Musiałam jeszcze to opisać, teraz już będzie szybciej wszystko.. Następny post będzie dodany z nowego mieszkania z Krakowa! <3
Czekam na komentarze, pokazujcie się, bo to mnie napędza.
Wyszliśmy z taxi i wepchnęliśmy Bartka do windy. Na 4 piętrze musieliśmy wysiąść, bo mistrzowi zrobiło się niedobrze. 3 piętra od ściany do barierki..3 schody do góry, dwa do dołu, ważne ze 1 na plusie został :) Chyba godzine wchodziliśmy i zatykaliśmy Kurasiowi buzię żeby tyle nie mówił, bo sąsiadów obudzi. Gdy doszliśmy Bartek od razu poszedł do sypialni spać, a ja do łazienki zmyć makijaż.
-Idziemy na spacer?- zajrzał do łazienki Zibi. Dziwnie na niego spojrzałam- w sensie z Chuckiem.-
-No jasne, tylko... pożycz jakąś bluzę, proszę- Założyłam na stanik to co mi podał, wielka bluza z kapturem, do tego znalazłam jakieś legginsy. Jeszcze przy wyjściu zobaczyliśmy czy z Bartkiem ok, ale ten spał jak małe dziecko. Zabraliśmy Chucka i wyszliśmy z mieszkania. Spacer w ciszy, to coś co lubię.
-Nie jest Ci zimno?-
-Nie, Twoja bluza jest wyjątkowo ciepła- uśmiechnęłam się - Dziękuje.-
-Ale nie tylko za bluzę dziękuje, za to że mogę się u Ciebie zatrzymać.-
-Daj spokój. Przyjemność po mojej stronie.- ukłonił się. Uderzyłam go po ramieniu i zaczęłam uciekać.
-Ała, za co to ?! Chuck ! gonimy ją !- i rzucili się w pogoń za mną.. No gdzie ja tam do uciekania.. Zbyszek złapał mnie i przewiesił sobie przez ramię.
-Powoli zaczynam się przyzwyczajać do tego, że wszędzie mnie nosisz-
-Proszę bardzo. Takie obciążenie to dla mnie nic - zaśmiał się i postawił mnie na ławce, stałam i pierwszy raz byłam od niego wyższa. Odwrócił się żeby odpiąć Chucka, gdy się wyprostował wskoczyłam mu na plecy
-Wio koniku!-
Myślałąm że zacznie jęczeć i mnie odstawi, a on zaczał biec po parku, między drzewkami, tak że musiałam się w niego wtulić, żeby nie przywalić głową w jakieś drzewo. W końcu padł zmęczony i zeszłam z niego.
-Gupek z Ciebie! Mam do Ciebie radę na przyszłość, nie zostawiaj mnie z Bartkiem sam na sam już.-
-Hahaha a co Ci zrobiła ta wielka małpa?-
-Jeszcze nic, ale kto to wie co on tam ma w głowie-
Usiedliśmy na ławce, słońce lekko wysuwało się już nad horyzont.
-Asia doleciała?-
-Tak napisała sms..-
-Nie dzwoniła?-
-Nie, musiała lecieć się ogarnać na na sesję..-
-Chciałabym tak, ale tylko na parę dni-
-Mogę zostać Twoim fotografem-
-Mam swojego w domu-
-No fakt, Ban robi fajne zdjęcia-
-To nie zdjecia są fajne, tylko ja na nich-
-Skromność przede wszystkim-
-No a jak!- dumnie wypięłam pierś.-
-Zróbmy sobie zdjecie!- wyjął telefon
-Ale że taką sweet focie z ręki ?-
-No dajesz!-
Przysunęłam się do niego, tak że nasze policzki się stykały,
-To może pierwsze zróbmy takie normalne..- nie zrozumiałam o co chodzi.
Uśmiechnęłam się i zrobił zdjęcie, nawet bez makijażu dobrze wyglądam- skromność przede wszystkim!
-Głupie miny teraz -
-Co? - zapytałam z zdziwieniem i dziwnie na niego popatrzyłam, ale on pokazał język i zrobił zdjęcie. Miałam otwartą buzię i uniesione brwi w geście zdziwienia.
-Jeszcze raz, bo nie byłam gotowa!- I tym razem oboje wpadliśmy na pomysł żeby pokazać języki.
-Ale fajnie wyszło!-
-No bo z takimi to nie ma wyjścia, żeby wyszło inaczej-
-Teraz to Ty jesteś taki skromny, że chyba muszę się od Ciebie tego nauczyć-zaśmiałam się- wyślesz mi go potem ?- zapytałam i popatrzyłam na jego twarz, on zrobił praktycznie to samo w tej samej chwili i nasze nosy się dotykały. Jednak żadne z nas nie cofnęło głowy, patrzyliśmy tak chwilę, nasze usta były coraz bliżej, jednak Chuck przybiegł i przyniósł patyk.. Zbyszek potrząsnął głową, zabrał patyk i mu rzucił.
-Przepraszam-
-Za co ? Przecież nic się nie stało, nie ma co gadać- powiedziałam i zadrżałam, bo zrobiło mi się zimno. Nie musiałam długo czekać na jego reakcję. Objął mnie ramieniem i poszliśmy w stronę mieszkania w całkowitej ciszy..
Weszliśmy i usłyszeliśmy tylko głośne chrapanie..
-Kurewa! nie pomyślałem- przeklnął Zibi.
-O czym ? -
-Że została tylko sofa do spania... bo Bartek śpi na całym łóżku, a nawet jakbym go przeniosł na jedna stronę, to ja i tak nie chce z nim spać, Ty chyba też..- popatrzył na mnie
-No nie.. A sofa się rozkłada?-
-Chyba tak, nie sprawdzałem nigdy-
Pomęczyliśmy się, ale udało się rozłożyć kanapę. Do tego ja dostałam wielki ciepły koc, a Zibi zabrał sobie jakiś mały skrawek. Jako że jędzą nie jestem, przykryłam go swoim kocem, ale nie zauważył bo już spał, tak niewinnie.. Obróciłam się na drugi bok i zasnęłam..
~~~~
dziękuje za 6 tysiaków wejść, raduję się jak małe dziecko :D
Musiałam jeszcze to opisać, teraz już będzie szybciej wszystko.. Następny post będzie dodany z nowego mieszkania z Krakowa! <3
Czekam na komentarze, pokazujcie się, bo to mnie napędza.
wtorek, 18 września 2012
28. Takie to życie dziwne jest, miłość tęsknota scigają się.
Poszliśmy do kuchni, Zbyszek pokroił pizzę, zabraliśmy po kawałku i usiedliśmy na sofie w salonie, wokół małego stolika.
-Nawet dobre- powiedziałam z pełną buzią
-Nie mówi się z pełną buzią- mówiąc to Bartkowi wypadł kawałek pizzy z buzi
-Odezwał się- wymamrotał pod nosem Zibi, oczywiście z zapchaną buzią. Zaczęliśmy się śmiać i krztusić. Na szczęście był Chuck, który 'poodkurzał' resztki dookoła nas. Zjedliśmy wszystko więc pora sie jakoś przygotować. Ja zabrałam swoje kosmetyki i stałam w przedpokoju przed lustrem. Bartek grzebał w szafie Zibiego, a sam właściciel mieszkania prasował sobie koszulę i przyglądał się mi.
-Co robisz? -
- Podkręcam rzęsy..-
-Aa- zrobił dziwną minę i pewnie zastanawiał się nam milionem innych rzeczy których używałam, a o których on nie miał pojęcia. Bartek wybiegł z sypialni Zbyszka
-Mogę?- pokazał niebieską koszulę w kratę
-Jak nie zniszczysz to możesz-
Szybko ją ubrał, Zbyszek skończył prasować i też założył swoją. No no, wyglądali nieziemsko, ależ my mamy przystojnych siatkarzy ! Stałam i się im przyglądałam.
-Co Ty tak paczysz?-
-Po to mam oczy, żeby paczeć. A poza tym to świetnie wyglądacie. Na pewno chcecie iść ? -
-A czemu mielibyśmy nie chcieć ?-
-Po 1. milion napalonych fanek, po 2. ja z milionem napalonych fanek. Nie macie szans przeżyć.-
-Ona ma racje Zbychu, zamknijmy ją w łazience i uciekamy!- powiedział Bartek i wziął mnie na ręce. Dostał pięściami po plecach, prawie bym go kopła, ale Zbyszek trzymał moje nogi, dopiero jak zagroziłam że będę gryźć, Bartek stwierdził, że on się nie bawi, i musi mnie odłożyć, bo to bardzo boli. Zbychu powiedział, że z niego mięczak, a Kuraś, że nie musi niczego udowadniać i że może on sam się kiedyś przekona i go zrozumie. Filozoficzne gadki siatkarzy zawsze spoko. Poprawiłam sukienkę, pogłaskałam Chucka, ubrałam żakiet i szpilki, i mogliśmy wychodzić. Wsiedliśmy do taksówki i ruszyliśmy w stronę centrum, mówiłam, że mogę zabrać auto, no ale oni od razu 'jak to tak bez picia, to nie impreza' itp, no i że nie zmieszczą się tam po pijaku.. Już po drodze było tyle śmiechu, że nawet kierowca nie mogł się powstrzymać. Siedziałam z przodu, a dwa wielkoludy z tyłu.
-Trzeba było zamówić taksówkę bagażową, albo tira, żebyście się mogli pomieścić.- powiedziałam, gdy po raz kolejny Zbyszek wbił mi kolano w plecy przez fotel - Bardziej do przodu się nie przesunę, bo będę jak glonojad przyczepiona do szyby- każdy z nas to sobie wyobraził i znowu w salwach śmiechu dostałam 5 razy kolanem po plecach, na szczęście dojechaliśmy na miejsce, oczywiście nie obyło się bez autografów do pana kierowcy.
Weszliśmy do klubu który znajdował się w piwnicy, było trochę chłodno, ale zostałam zapewniona że mnie rozgrzeją za chwilę. Oczywiscie po drodze chłopaków zaczepiło parę dziewczyn, ale było juz w sumie koło 23, więc każda była troche wstawiona, dlatego łatwo było nam uciec od nich :D
Podeszliśmy do baru
-Co pijemy?-
-Drinki?-
-No co wy chłpaki ? i będziemy tak siedzieć i sączyć drinki jak laseczki ? Shoty !-
-Jesteś tego pewna Emm?-
-W końcu studiuję.. mam wprawę.-
-Zaczynamy od kamikaze ? -
-Może być-
Złożyliśmy zamówienie, wypiliśmy po 3 na dobry początek i.. chłopaki porwali mnie do tańca. Co to był za taniec, nie to co można spotkać na innych imprezach, nikt nie zachodzi mnie od tyłu i nie obmacuje.. Kolejna przerwa, tym razem pijemy już czystą wódkę, po 2 i znowu na parkiet. I tak w kółko, nie obyło się bez robienia sobie jaj, jak na przykład tańczenie nie do rytmu, skakanie i inne wygłupy przy wolnych piosenkach. Podeszliśmy do baru
-Ja dziękuje, mała przerwa, bo nie doprowadzicie mnie do domu- powiedziałam- ide przypudrować nosek, czekajcie na mnie!- pogroziłam im palcem i zostawiłam. W toalecie spotkałam się z paroma wrogimi spojrzeniami, ale co tam, przecież ja się ich nie boję, mam dwóch osobistych ochroniarzy przy sobie. Wróciłam do nich, ale Bartka nie było, porozumiewawczo machnęłam głową do Zbyszka a on tylko wzrokiem wskazał mi Bartka na parkiecie z jakaś brunetką. Do tego ledwo się trzymał na nogach..
-Jak on wygląda..- załamałam ręce
-No, może się zbieramy? Zanim narobi tu małych Kurasiąteczek..- zaśmialiśmy się
-Ciężko będzie go on niej odczepić..-
-Wierzę, że Ci się to uda, pokuś go ja ide złapać taksówkę- cmoknął w powietrzu i skierował się do wyjścia.
-Tak, zostaw mnie z tym wielkim nawalonym, napalonym olbrzymem samą, co tam..- skierowałam się na parkiet i zakręciłam koło Kurasia. Zauważył mnie, jednak brunetka nie dawała za wygraną, ocierała się o niego, traktowała jak rurkę w tanim barze go-go.. Podeszłam bliżej, wspięłam sie na palce i wyszeptałam mu coś do ucha. Ten od razu opuścił blondynkę, podszedł do baru po jakiegoś drinka i udaliśmy się do wyjścia.
-Po co mu ten drink?-
-Rano będzie mi się chciało pić.- wymamrotał Bartek-
-Jak go tu sprowadziłaś ? -
-Moja slodka tajemnica -
-Dobra wpakujmy go, może do przodu, żeby było mu wygodniej, nie wiadomo co wymyśli-
-Ja nic nie wymyśle, bo nie myyyyśle- śpiewająco stwierdził Bartek. Zaczęliśmy się śmiać i pomogliśy mu wstać i wcisnąć się w taksówkę.
Siedząc ze Zbyszkiem z tyłu poczułam tylko jego głowę na swoim ramieniu, spojrzałam na niego i zobaczyłam że zasnął.. Niestety musiałam go obudzić, bo zbliżyliśmy się do mieszkania.
-Zibi..- pogłaskałam go po twarzy - Zbyszek- potrząsnęłam - Zbigniew!- krzyknęłam do ucha. Dopiero taki wstrząs go obudził.
-Co jest, co się stało ?-
-Dojechaliśmy, trzeba Bartka wyciągnąć, bo też zasnął..-
~~~~
i jak ? dzięki za wszystkie komentarze, to serio mnie motywuje :) Choć pod koniec tygodnia będzie ciężko, bo w poniedziałek się wyprowadzam, to i tak znajde czas żeby pisać :*
Jak będę tak pisać, to do igrzysk dojdziemy za 20 rozdziałów, musze trochę chyba przyspieszyć akcję.. :)
-Nawet dobre- powiedziałam z pełną buzią
-Nie mówi się z pełną buzią- mówiąc to Bartkowi wypadł kawałek pizzy z buzi
-Odezwał się- wymamrotał pod nosem Zibi, oczywiście z zapchaną buzią. Zaczęliśmy się śmiać i krztusić. Na szczęście był Chuck, który 'poodkurzał' resztki dookoła nas. Zjedliśmy wszystko więc pora sie jakoś przygotować. Ja zabrałam swoje kosmetyki i stałam w przedpokoju przed lustrem. Bartek grzebał w szafie Zibiego, a sam właściciel mieszkania prasował sobie koszulę i przyglądał się mi.
-Co robisz? -
- Podkręcam rzęsy..-
-Aa- zrobił dziwną minę i pewnie zastanawiał się nam milionem innych rzeczy których używałam, a o których on nie miał pojęcia. Bartek wybiegł z sypialni Zbyszka
-Mogę?- pokazał niebieską koszulę w kratę
-Jak nie zniszczysz to możesz-
Szybko ją ubrał, Zbyszek skończył prasować i też założył swoją. No no, wyglądali nieziemsko, ależ my mamy przystojnych siatkarzy ! Stałam i się im przyglądałam.
-Co Ty tak paczysz?-
-Po to mam oczy, żeby paczeć. A poza tym to świetnie wyglądacie. Na pewno chcecie iść ? -
-A czemu mielibyśmy nie chcieć ?-
-Po 1. milion napalonych fanek, po 2. ja z milionem napalonych fanek. Nie macie szans przeżyć.-
-Ona ma racje Zbychu, zamknijmy ją w łazience i uciekamy!- powiedział Bartek i wziął mnie na ręce. Dostał pięściami po plecach, prawie bym go kopła, ale Zbyszek trzymał moje nogi, dopiero jak zagroziłam że będę gryźć, Bartek stwierdził, że on się nie bawi, i musi mnie odłożyć, bo to bardzo boli. Zbychu powiedział, że z niego mięczak, a Kuraś, że nie musi niczego udowadniać i że może on sam się kiedyś przekona i go zrozumie. Filozoficzne gadki siatkarzy zawsze spoko. Poprawiłam sukienkę, pogłaskałam Chucka, ubrałam żakiet i szpilki, i mogliśmy wychodzić. Wsiedliśmy do taksówki i ruszyliśmy w stronę centrum, mówiłam, że mogę zabrać auto, no ale oni od razu 'jak to tak bez picia, to nie impreza' itp, no i że nie zmieszczą się tam po pijaku.. Już po drodze było tyle śmiechu, że nawet kierowca nie mogł się powstrzymać. Siedziałam z przodu, a dwa wielkoludy z tyłu.
-Trzeba było zamówić taksówkę bagażową, albo tira, żebyście się mogli pomieścić.- powiedziałam, gdy po raz kolejny Zbyszek wbił mi kolano w plecy przez fotel - Bardziej do przodu się nie przesunę, bo będę jak glonojad przyczepiona do szyby- każdy z nas to sobie wyobraził i znowu w salwach śmiechu dostałam 5 razy kolanem po plecach, na szczęście dojechaliśmy na miejsce, oczywiście nie obyło się bez autografów do pana kierowcy.
Weszliśmy do klubu który znajdował się w piwnicy, było trochę chłodno, ale zostałam zapewniona że mnie rozgrzeją za chwilę. Oczywiscie po drodze chłopaków zaczepiło parę dziewczyn, ale było juz w sumie koło 23, więc każda była troche wstawiona, dlatego łatwo było nam uciec od nich :D
Podeszliśmy do baru
-Co pijemy?-
-Drinki?-
-No co wy chłpaki ? i będziemy tak siedzieć i sączyć drinki jak laseczki ? Shoty !-
-Jesteś tego pewna Emm?-
-W końcu studiuję.. mam wprawę.-
-Zaczynamy od kamikaze ? -
-Może być-
Złożyliśmy zamówienie, wypiliśmy po 3 na dobry początek i.. chłopaki porwali mnie do tańca. Co to był za taniec, nie to co można spotkać na innych imprezach, nikt nie zachodzi mnie od tyłu i nie obmacuje.. Kolejna przerwa, tym razem pijemy już czystą wódkę, po 2 i znowu na parkiet. I tak w kółko, nie obyło się bez robienia sobie jaj, jak na przykład tańczenie nie do rytmu, skakanie i inne wygłupy przy wolnych piosenkach. Podeszliśmy do baru
-Ja dziękuje, mała przerwa, bo nie doprowadzicie mnie do domu- powiedziałam- ide przypudrować nosek, czekajcie na mnie!- pogroziłam im palcem i zostawiłam. W toalecie spotkałam się z paroma wrogimi spojrzeniami, ale co tam, przecież ja się ich nie boję, mam dwóch osobistych ochroniarzy przy sobie. Wróciłam do nich, ale Bartka nie było, porozumiewawczo machnęłam głową do Zbyszka a on tylko wzrokiem wskazał mi Bartka na parkiecie z jakaś brunetką. Do tego ledwo się trzymał na nogach..
-Jak on wygląda..- załamałam ręce
-No, może się zbieramy? Zanim narobi tu małych Kurasiąteczek..- zaśmialiśmy się
-Ciężko będzie go on niej odczepić..-
-Wierzę, że Ci się to uda, pokuś go ja ide złapać taksówkę- cmoknął w powietrzu i skierował się do wyjścia.
-Tak, zostaw mnie z tym wielkim nawalonym, napalonym olbrzymem samą, co tam..- skierowałam się na parkiet i zakręciłam koło Kurasia. Zauważył mnie, jednak brunetka nie dawała za wygraną, ocierała się o niego, traktowała jak rurkę w tanim barze go-go.. Podeszłam bliżej, wspięłam sie na palce i wyszeptałam mu coś do ucha. Ten od razu opuścił blondynkę, podszedł do baru po jakiegoś drinka i udaliśmy się do wyjścia.
-Po co mu ten drink?-
-Rano będzie mi się chciało pić.- wymamrotał Bartek-
-Jak go tu sprowadziłaś ? -
-Moja slodka tajemnica -
-Dobra wpakujmy go, może do przodu, żeby było mu wygodniej, nie wiadomo co wymyśli-
-Ja nic nie wymyśle, bo nie myyyyśle- śpiewająco stwierdził Bartek. Zaczęliśmy się śmiać i pomogliśy mu wstać i wcisnąć się w taksówkę.
Siedząc ze Zbyszkiem z tyłu poczułam tylko jego głowę na swoim ramieniu, spojrzałam na niego i zobaczyłam że zasnął.. Niestety musiałam go obudzić, bo zbliżyliśmy się do mieszkania.
-Zibi..- pogłaskałam go po twarzy - Zbyszek- potrząsnęłam - Zbigniew!- krzyknęłam do ucha. Dopiero taki wstrząs go obudził.
-Co jest, co się stało ?-
-Dojechaliśmy, trzeba Bartka wyciągnąć, bo też zasnął..-
~~~~
i jak ? dzięki za wszystkie komentarze, to serio mnie motywuje :) Choć pod koniec tygodnia będzie ciężko, bo w poniedziałek się wyprowadzam, to i tak znajde czas żeby pisać :*
Jak będę tak pisać, to do igrzysk dojdziemy za 20 rozdziałów, musze trochę chyba przyspieszyć akcję.. :)
sobota, 15 września 2012
27. Nie poganiaj mnie bo tracę oddech.
Stwierdziłam, że nigdzie mi się nie spieszy i mogę stać pod prysznicem tyle ile chce.. Niestety moje plany pokrzyżował brak ciepłej wody, po około 10 minutach..
-Zajebiście- mruknęłam pod nosem.
Wyszłam, owinęłam się ręcznikiem, na włosach zrobiłam turban. Już otwierałam torbę, żeby zobaczyć co w ogóle zapakowały mi dziewczyny gdy usłyszałam głośne
-Kurewa!- wybiegłam z łazienki żeby zobaczyć co się stało. Bartek stał i trzymał się za czoło, a Zibi zwijał się ze śmiechu, gdy mnie zobaczyli ucichli. No tak mam na sobie ręcznik ledwo zakrywający pośladki i pełno kropelek wody na ramionach.
-Co sie stało?- zapytałam
-Otwierałem półkę no i...- Zibi znowu zaczął się śmiać. - Bartek stał i dostał drzwiczkami.- teraz to i ja buchnęłam śmiechem.
-Bardzo, kurewa śmieszne. Jak tak dalej pójdzie to będę miał więcej siniaków i innych zadrapań po tym wieczorze niż po całym sezonie..-
-Z Wami jak z dziećmi.- wróciłam do łazienki i wyjęłam z torby kosmetyczkę, myjąc zęby szukałam w torbie jakiegoś dresu, ale dziewczyny zapakowały mi same... sukienki, które przeznaczone są na imprezy i wielką kposmetyczkę. Nawet nie ma koszulki do spania. A wszystkie rzeczy po dzisiaj są brudne..
-Zajebiście.- kolejny raz w ciągu 5 minut takie słowo. Co miałam zrobić, chodzić nago? Ubrałam jakaś wygodną sukienkę, no ale co z tego jak to była obcisła, bandażowa mini..
Wyszłam z łazienki, a chłopaki nakrywali do stołu. Zibi podniósł głowę i na mnie popatrzył i nakrywał dalej, ale naraz popatrzył po raz drugi i otworzył buzie. Bartek miał oczy jak spodki filiżanek.
-Co Ty masz na sobie?- Zbyszek odzyskał mowę.
-Noo..- zaczęłam się jąkać- tylko to znalazłam w torbie, którą spakowały dziewczyny..-
-No to się laski postarały- Bartek podszedł bliżej i zlustrował mnie z góry do dołu. -Zjedzmy coś i wybywamy z domu, nie marnujmy takiej okazji, jak Emma tak wygląda, co nie Zbychu?-
-No w sumie..- Zbyszek wyglądał jakby mu zaschło w gardle..
-Zbyszek, dałbyś m jakaś koszulkę, żebym mogła w niej zjeść i się nie ubrudzić ?- zrobiłam słodka minkę.
-Jasne, już Ci czegos szukam w szafie- i poszedł do sypialni. W tym czasie Bartek podszedł bliżej i szepnął mi na ucho 'kusisz'. Tylko się uśmiechnęłam i zrobiłam krok w stronę kuchni, żeby uniknąć jakiegokolwiek kontaktu cielesnego z Kurkiem.
Usiedliśmy przy stoliku, ja w wielkiej koszulce Zbyszka, która była dłuższa niż moja sukienka.. Zapadła niezręczna cisza..
-Pizza będzie za 10 minut..-
-To ja wyjdę z Chuckiem jeszcze, żeby potem mieć więcej czasu się ogarnać.- zaoferował.. Zbyszek. Wygląda to jakby chciał nas zostawić samych albo po prostu tak polubił Chucka..
-Zostaw, ja z nim wyjdę.-
-W takich ubraniach ?- zapytał.. No tak, gdzie ja w długiej koszulce.. albo w sukience która ledwo zasłania tyłek.
- No fakt..-
-To idę- pozbierał się, ubrał bluzę i poszedł, a my z Bartkiem znowu zostaliśmy sami, czułam się trochę nieswojo, ale zadzwonił mój telefon
-Halo? Cześc Ben- powiedziałam
-Byłam z dziewczynami w Warszawie, a teraz czekam na kolację..- to chyba nie kłamstwo? Bartek tylko dziwnie na mnie spojrzał i podszedł trochę bliżej.
-Tak, tak uważam na siebie i nie robię głupot- zaakcentowałam ostatnie słowa i spojrzałam na Kurasia. Był blisko mnie, za blisko.. - A Ty jak tam ? Fajnie jest ? - zapytałam
-Oo impreza powitalna mówisz... Fajnie się masz, może tez gdzieś wyskoczę.-
-Ja Ciebie też- cmoknęłam do telefonu.
-Ładnie tak kłamać?-
-Nie okłamałam go przecież, tylko ominęłam parę szczegółów.-
Bartek tylko pokręcił głową i poszedł do kuchni. Udałam się za nim.
-Chyba już- powiedział i wskazał na piekarnik. Zobaczyłam że ser na górze nie jest już żółty a raczej brązowy..
-Jasne ze już! Spali się zaraz- powiedziałam i szybko otworzyłam piekarnik, znalazłam jakąś ścierkę i wyjęłam blachę z pizzą, ale przy pokładaniu jej na blat poparzyłam dłoń od środka.. szybko odłożyłam pizzę i syknęłam z bólu i złapałam za rękę.
-Co jest ? Pokaż mi to-
-Ale to boli- zaskomlałam.
-Włożymy pod zimną wodę i będzie dobrze- pociągnął mnie za rękę w stronę zlewu, nie puszczając mojej dłoni, stanął za mną i skierował dłoń pod wodę.
-Ałć-
-Niezdara z Ciebie-
-Ze mnie ? A kto wylądował dzisiaj na tyłku tyle razy i porwał koszulkę ? - podniosłam głowę żeby zobaczyć jego twarz. Była tak blisko..
-No ale jesteś kobietą, w kuchni nie powinny zdarzać Ci się takie wypadki.-
-Co ? Szowinistyczna świnia, myślisz że jak kobieta to tylko do kuchni ?- wyrwałam rękę i zaczęłam bić go po klacie,
-Holla holla Mała.- złapał mnie za nadgrastki i przyciągnął do siebie
-Przestań! Jesteś okropny, traktujesz mnie jak przedmiot i wykorzystujesz swoją siłe przeciwko mnie- zaczęłam mówić, i nadawałabym dłużej tylko że... zatkał mi buzię swoją wielką dłonią. Więc go ugryzłam.
-Ała!- krzyknął.
W tej chwili wszedł Zbyszek i zobaczył każdego z nas trzymającego się za dłoń.
-Chyba spaliliście moje dzieło.. czuć w całym bloku. Co się wam stało?-
-Ugryzła mnie!-
-Oparzyłam się- powiedzieliśmy jednocześnie.
-Daj, mam w apteczce spray na oparzenia..- Zbyszek wziął mnie za ręke i poszedł do łazienki.
-Auć, boli i szczypie-
-Jak to zrobiłaś?-
-Przy wyciąganiu pizzy..-
-Ty ją wyciągałaś? Ależ z tego Kurasia dżentelmen..- zaśmiał się.- powinno pomóc- spryskał mi dłoń. -Więcej nic się nie działo ?-
-Ben dzwonił..-
-i co mu powiedziałaś?-
-Że byłam w warszawie a teraz czekam na kolację..-
-Ale nie powiedziałaś że z nami?-
-ominęłam parę szczegółów..-
~~~
wrzesnien to chyba pechowy miesiąc
1 wybuchła wojna
11 WTC
no i 16...
-Zajebiście- mruknęłam pod nosem.
Wyszłam, owinęłam się ręcznikiem, na włosach zrobiłam turban. Już otwierałam torbę, żeby zobaczyć co w ogóle zapakowały mi dziewczyny gdy usłyszałam głośne
-Kurewa!- wybiegłam z łazienki żeby zobaczyć co się stało. Bartek stał i trzymał się za czoło, a Zibi zwijał się ze śmiechu, gdy mnie zobaczyli ucichli. No tak mam na sobie ręcznik ledwo zakrywający pośladki i pełno kropelek wody na ramionach.
-Co sie stało?- zapytałam
-Otwierałem półkę no i...- Zibi znowu zaczął się śmiać. - Bartek stał i dostał drzwiczkami.- teraz to i ja buchnęłam śmiechem.
-Bardzo, kurewa śmieszne. Jak tak dalej pójdzie to będę miał więcej siniaków i innych zadrapań po tym wieczorze niż po całym sezonie..-
-Z Wami jak z dziećmi.- wróciłam do łazienki i wyjęłam z torby kosmetyczkę, myjąc zęby szukałam w torbie jakiegoś dresu, ale dziewczyny zapakowały mi same... sukienki, które przeznaczone są na imprezy i wielką kposmetyczkę. Nawet nie ma koszulki do spania. A wszystkie rzeczy po dzisiaj są brudne..
-Zajebiście.- kolejny raz w ciągu 5 minut takie słowo. Co miałam zrobić, chodzić nago? Ubrałam jakaś wygodną sukienkę, no ale co z tego jak to była obcisła, bandażowa mini..
Wyszłam z łazienki, a chłopaki nakrywali do stołu. Zibi podniósł głowę i na mnie popatrzył i nakrywał dalej, ale naraz popatrzył po raz drugi i otworzył buzie. Bartek miał oczy jak spodki filiżanek.
-Co Ty masz na sobie?- Zbyszek odzyskał mowę.
-Noo..- zaczęłam się jąkać- tylko to znalazłam w torbie, którą spakowały dziewczyny..-
-No to się laski postarały- Bartek podszedł bliżej i zlustrował mnie z góry do dołu. -Zjedzmy coś i wybywamy z domu, nie marnujmy takiej okazji, jak Emma tak wygląda, co nie Zbychu?-
-No w sumie..- Zbyszek wyglądał jakby mu zaschło w gardle..
-Zbyszek, dałbyś m jakaś koszulkę, żebym mogła w niej zjeść i się nie ubrudzić ?- zrobiłam słodka minkę.
-Jasne, już Ci czegos szukam w szafie- i poszedł do sypialni. W tym czasie Bartek podszedł bliżej i szepnął mi na ucho 'kusisz'. Tylko się uśmiechnęłam i zrobiłam krok w stronę kuchni, żeby uniknąć jakiegokolwiek kontaktu cielesnego z Kurkiem.
Usiedliśmy przy stoliku, ja w wielkiej koszulce Zbyszka, która była dłuższa niż moja sukienka.. Zapadła niezręczna cisza..
-Pizza będzie za 10 minut..-
-To ja wyjdę z Chuckiem jeszcze, żeby potem mieć więcej czasu się ogarnać.- zaoferował.. Zbyszek. Wygląda to jakby chciał nas zostawić samych albo po prostu tak polubił Chucka..
-Zostaw, ja z nim wyjdę.-
-W takich ubraniach ?- zapytał.. No tak, gdzie ja w długiej koszulce.. albo w sukience która ledwo zasłania tyłek.
- No fakt..-
-To idę- pozbierał się, ubrał bluzę i poszedł, a my z Bartkiem znowu zostaliśmy sami, czułam się trochę nieswojo, ale zadzwonił mój telefon
-Halo? Cześc Ben- powiedziałam
-Byłam z dziewczynami w Warszawie, a teraz czekam na kolację..- to chyba nie kłamstwo? Bartek tylko dziwnie na mnie spojrzał i podszedł trochę bliżej.
-Tak, tak uważam na siebie i nie robię głupot- zaakcentowałam ostatnie słowa i spojrzałam na Kurasia. Był blisko mnie, za blisko.. - A Ty jak tam ? Fajnie jest ? - zapytałam
-Oo impreza powitalna mówisz... Fajnie się masz, może tez gdzieś wyskoczę.-
-Ja Ciebie też- cmoknęłam do telefonu.
-Ładnie tak kłamać?-
-Nie okłamałam go przecież, tylko ominęłam parę szczegółów.-
Bartek tylko pokręcił głową i poszedł do kuchni. Udałam się za nim.
-Chyba już- powiedział i wskazał na piekarnik. Zobaczyłam że ser na górze nie jest już żółty a raczej brązowy..
-Jasne ze już! Spali się zaraz- powiedziałam i szybko otworzyłam piekarnik, znalazłam jakąś ścierkę i wyjęłam blachę z pizzą, ale przy pokładaniu jej na blat poparzyłam dłoń od środka.. szybko odłożyłam pizzę i syknęłam z bólu i złapałam za rękę.
-Co jest ? Pokaż mi to-
-Ale to boli- zaskomlałam.
-Włożymy pod zimną wodę i będzie dobrze- pociągnął mnie za rękę w stronę zlewu, nie puszczając mojej dłoni, stanął za mną i skierował dłoń pod wodę.
-Ałć-
-Niezdara z Ciebie-
-Ze mnie ? A kto wylądował dzisiaj na tyłku tyle razy i porwał koszulkę ? - podniosłam głowę żeby zobaczyć jego twarz. Była tak blisko..
-No ale jesteś kobietą, w kuchni nie powinny zdarzać Ci się takie wypadki.-
-Co ? Szowinistyczna świnia, myślisz że jak kobieta to tylko do kuchni ?- wyrwałam rękę i zaczęłam bić go po klacie,
-Holla holla Mała.- złapał mnie za nadgrastki i przyciągnął do siebie
-Przestań! Jesteś okropny, traktujesz mnie jak przedmiot i wykorzystujesz swoją siłe przeciwko mnie- zaczęłam mówić, i nadawałabym dłużej tylko że... zatkał mi buzię swoją wielką dłonią. Więc go ugryzłam.
-Ała!- krzyknął.
W tej chwili wszedł Zbyszek i zobaczył każdego z nas trzymającego się za dłoń.
-Chyba spaliliście moje dzieło.. czuć w całym bloku. Co się wam stało?-
-Ugryzła mnie!-
-Oparzyłam się- powiedzieliśmy jednocześnie.
-Daj, mam w apteczce spray na oparzenia..- Zbyszek wziął mnie za ręke i poszedł do łazienki.
-Auć, boli i szczypie-
-Jak to zrobiłaś?-
-Przy wyciąganiu pizzy..-
-Ty ją wyciągałaś? Ależ z tego Kurasia dżentelmen..- zaśmiał się.- powinno pomóc- spryskał mi dłoń. -Więcej nic się nie działo ?-
-Ben dzwonił..-
-i co mu powiedziałaś?-
-Że byłam w warszawie a teraz czekam na kolację..-
-Ale nie powiedziałaś że z nami?-
-ominęłam parę szczegółów..-
~~~
wrzesnien to chyba pechowy miesiąc
1 wybuchła wojna
11 WTC
no i 16...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
